Data: 19-20.09.2015r
Trasa: Ustka latarnia morska- brzegiem morza- Orzechowo- Poddąbie 10 km
Poddąbie- brzegiem morza- Orzechowo- Ustka 10 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński
Liczba uczestników: 10
W klubowych wędrówkach może uczestniczyć każdy, nie tylko członkowie i sympatycy klubu.
Zawsze cieszy nas liczna frekwencja na wędrówkach, dlatego też bardzo nam przykro, że w
wyjątkowych co prawda wypadkach musimy ograniczyć liczbę uczestników, co jednak wynika z
czynników obiektywnych, tak jak wiosną do Bytowa mogło pojechać tylko tylu ile było miejsc
w samochodzie, a na rajdzie nocnym- tyle ile było miejsc noclegowych na bazie w Poddębiu.
Po ogłoszeniu na poprzedniej wędrówce zamiaru organizacji tego rajdu w tym tygodniu,
zgłosiło się tylu chętnych, że od razu wyczerpał się limit miejsc i dlatego też nie było
zapowiedzi na stronie internetowej. Przepraszamy zatem tych, którzy się "nie załapali" i
już teraz zapraszamy na jesienny Rajd Twardzieli z noclegiem w Izbicy -bo tam miejsc nie
zabraknie. A na tegoroczny rajd nocny zdążyli się zapisać- Arnold, Pszczółka, Kinia,
Przemek, Czarek, Brygida, Marek, Andrzej z Ulą, oraz Mecenas, który właśnie obchodził
jubileusz 50-tych urodzin, co oznaczało, że zapowiadała się miła impreza. W ostatniej
chwili okazało się, że ze względów zdrowotnych nie mogli przyjechać Marcel z Anią, co nas
bardzo zmartwiło. Zbiórka grupy nastąpiła ok godz.18-ej pod latarnią morską w Ustce, skąd
wyruszyliśmy na trasę. Początkowy odcinek okazał się nadspodziewanie trudny, a to z uwagi
na roboty nad tzw "sztuczną rafą". Dzięki Pszczółce i Kini mogliśmy jednak ominąć tą
przeszkodę, z podziwem patrząc na Marka i Ulę, którzy- zaprawieni w górskich marszach-
niczym kozice zgrabnie trawersowali wydmy i klify. W końcu ominęliśmy teren budowy i można
było spokojnie wędrować plażą, zachwycając się zachodzącym słońcem i krajobrazem. Pierwszy
postój nastąpił w Orzechowie, gdzie zamiast mew, nad głowami zaczęły nam latać..nietoperze,
wrótce też zapadła noc. W odróżnieniu od poprzednich nocnych rajdów, tym razem niestety
pogoda zaczęła się psuć, niebo pokryło się ciemnymi chmurami, tak, że nie mogliśmy tym
razem oglądać rozgwieżdżonego nieba. Jak to zwykle bywa na wędrówkach, grupa się podzieliła-
na przedzie szli Czarek z Mecenasem oraz Andrzej z Ulą, a grupę zamykał rozsądny i czujny
Arnold, baczący zwłaszcza na Przemka i Brygidę, którzy postanowili znalezioną na plaży piłkę
"dokopać" do mety. Gdy czołówka grupy doszła do wejścia z plaży do Poddębia, powiał wiatr
i zaczął padać deszcz. Zanim wszyscy się zebrali minęło wiele czasu co sprawiło iż
zapowiadany wcześniej ciepły posiłek w karczmie "U Julki" nie doszedł do skutku, co jednak
nie popsuło humoru wędrowców. Rozlokowaliśmy się w przyczepach campingowych na posesji Krysi
Semków, po czym rozpaliliśmy ognisko na polu, z czym wiązały się pewne trudności, bowiem po
deszczu drzewo było wilgotne. W końcu jednak wesoło rozbłysły płomienie i zasiedliśmy wszyscy
wokół. Na wstępie, w imieniu całego klubu, wiceprezes wręczył prezesowi, czyli po prostu
Marek Pawłowi prezenty urodzinowe, stosowne do poczucia humoru jubilata, który mimo iż kończył
50 lat w duchu nadal jest nastolatkiem. Wśród prezentów należy wyróżnić śpiewającą krówkę
oraz lizaka- którego sztukę lizania musiał zaprezentować sam jubilat, co wzbudziło wyrazy
uznania zwłaszcza w żeńskiej części grupy. Z kolei jubilat wystawił napój ze śliwek od
brodatego Maćka z Bierkowa, zaś Andrzej rozpoczął nocny koncert na gitarze. Po łące i lesie
niosły się dźwięki takich przebojów jak "Cygańska ballada", "Lato pachnące miętą", "Krajka"
oraz oczywiście "Trzej wodzowie".. Rozbłysła jasnym blaskiem gwiazda Brygidy oraz Przemka,
którzy-mimo iż wędrują z nami od niedawna- jak najbardziej zasługują na przyjęcie ich do
klubu... Ognisko trwało do ok.3-ej nad ranem ,zaś niedzielny ranek powitał nas deszczem i
chłodem.. Trudno było wstać z ciepłego łóżka, ale dzięki aktywności Marka, który dla wszystkich
przyrządził śniadanie z kawą, wszyscy w końcu zebrali się do wymarszu, poza Markiem i
Brygidą, którzy zostali by uporządkować obozowisko. Co do pogody, to można ocenić ją jako
"zmienną"- niby się wypogodziło, ale czasami pojawiały się deszczowe chmury, nieraz więc
na trasie bywało tak, że z boku świeciło słońce a na głowy padał deszcz. Ogólnie jednak
było chłodno, więc Andrzej i Mecenas nie zdecydowali się zakosztować kąpieli, ciekawostką
na trasie natomiast był wrak szalandy- podobnie jak wrak torpedowca na wschód od Poddębia-
w ostatnich latach przysypany piachem i niedawno dopiero odsłonięty przez morze. Szybkim
marszem dotarliśmy do Orzechowa, gdzie część grupy poszła dalej szlakiem przez las, a
reszta plażą. W Ustce pożegnaliśmy się i we własnym zakresie powróciliśmy do Słupska.