Data: 12.09.2015r
Trasa: Garczegorze skrzyżowanie- Garczegorze wieś- Obliwice- okolice Obliwic 8 km
Prowadzący trasę: Andrzej Strzykowski, Tadeusz Krawczyk
Liczba uczestników: 4
W ciągu tygodnia gdy zastanawialiśmy się nad trasą najbliższej klubowej wędrówki,
najwybitniejszy turysta Pomorza-Jan Kiśluk poinformował, że w Obliwicach odbywa się
kolejna impreza organizowana przez dyrektora GOK w Nw.Wsi-Krzysztofa Pruszaka- Wielka
Biesiada Ekologiczna, III Grand Prix Nordic Walking i VIII Międzynarodowy Turniej
Łuczniczy połączone z szeregiem innych atrakcji jak np poświęcenie krzyża dębowego w
lapidarium czy zawodami siłaczy. Tak więc, mimo iż w Obliwicach byliśmy już wiele razy,
z chęcią postanowiliśmy raz jeszcze uczestniczyć w tak ciekawej imprezie. Nie
przeszkodziły nam w tym trudności dojazdowe /ze Słupska musieliśmy wyjechać już o 7.05
rano/, bowiem w imprezie wzięła udział doborowa grupa "Orłów"- Marcel z Anią, Krzysiek,
Ula, Krystyna, Teresa oraz "trzej wodzowie"/ co mieć wielka zdrowie i ognista woda
kochać lubić pić/- czyli Marek, Andrzej i Mecenas. Po przyjeździe do Lęborka przesiedliśmy
się do busa jadącego do Łeby, którym dojechaliśmy do skrzyżowania w Garczegorzu obok
stacji benzynowej i samolotów An-2 i MiG 19. Było chłodno, pochmurno, popadywał deszcz,
co na otwartej przestrzeni nie było przyjemne,więc czym prędzej Teresa wyjęła z plecaka
termos zawierający legendarną "kawę penitencjarną"- napój mocny i rozgrzewający, który
uradował zziębniętych wędrowców. Szybko doszliśmy do Garczegorza, gdzie obejrzeliśmy
teren dawnego cmentarza przykościelnego- zostały tam tylko cokoły krzyży oraz kaplica
pogrzebowa. Przechodząc obok łąki zatrzymaliśmy się przy pasącej się rodzinie koni,
którą nakarmiliśmy jabłkami zerwanymi z dzikiej jabłoni. Z szosy wiodącej dalej do
Wilkowa /"wioski rekordów"/ skręciliśmy w lewo, w polną drogę, którą doszliśmy do
Obliwic. Tam, już na samym początku zostaliśmy powitani przez organizatora- Krzysztofa
Pruszaka oraz...kudłatego Gacka, który to piesek uczestniczy we wszystkich imprezach i
zdążył się z nami zaprzyjaźnić. Wiedziony sympatią, a także cielęcymi parówkami, Gacek
eskortował nas pod świetlicę, gdzie grupa"Orłów" zajęła swoje ulubione miejsce, pod
odwróconą łodzią. Ponieważ impreza dopiero stopniowo się rozpoczynała i ziemniaki
jeszcze się nie "uparowały"w parniku, klubowicze"Orłów" zorganizowali własną biesiadę
pod łodzią, w towarzystwie łakomego Gacka, a najbardziej szczęśliwy był Andrzej bowiem
Ula z Teresą siedziały pod świetlicą i nie uczestniczyły w biesiadzie pod łodzią.
Zacnie wykorzystał ten czas wolności nasz przyjaciel, a sekundowali mu Marek i Mecenas.
Wkrótce pojawił się autobus z młodzieżą szkolną z Lęborka oraz przewodnikiem- Tadkiem
Krawczykiem. Wystartowali uczestnicy zawodów Nordic Walking, a w innym kierunku udała
się grupa "młodzieżowa" z Tadkiem i częścią "Orłów". Pozostali poszli zwiedzać
zabytkowy cmentarz-lapidarium, prowadzeni przez przybyłego właśnie Dariusza Olewniczaka
z Maszewa- legendę turystyki lęborskiej, historyka i szefa "Cowboy Clubu". Na cmentarzu
znaleźliśmy m.in fragment płyty nagrobnej z której wynikało, że dotyczy ona grenadiera
poległego w bitwie pod Czarnowicami pod Orłem- wynika z tego że uczestniczył w operacji
"Zitadelle" inaczej zwaną bitwą na Łuku Kurskim- front wschodni II w.św. Po wędrówkach
i zwiedzaniu nastąpiła biesiada przy śledzikach i parowanych ziemniakach ale nie tylko bo
można było dokupić sobie żurek czy golonkę. Przy stole towarzyszył nam sławny Maurycy- nie
tylko jeden z organizatorów marszów Nordic Walking, ale też wybitny turysta i kolejarz.
Przy wielu swoich zaletach, Obliwice mają jedną wadę- leżą na uboczu, nie ma autobusów w
dni wolne i trzeba korzystać z "okazji" by dojechać do Lęborka .Dlatego też Marcel, Ania,
Krzysiek i Mecenas zabrali się z Darkiem do Lęborka już przed 13ą, Krystyna innym samochodem
nieco później a Andrzej z Ulą podłączyli się do Marka i Teresy, by potem, w Klęcinku długo
jeszcze biesiadować na hacjendzie "U Benka".. Marcel i spółka spotkali na dworcu
przewodnika transalpejskiego- Martina Smuggia z Rzymu, aktualnie zamieszkującego w Słupsku,
ale planującego powrót do "Wiecznego Miasta" m.in dlatego, że nie może przyzwyczaić się do
polskiej kuchni /potrawy mało słone/. Po przyjeździe do Słupska rozeszliśmy się do domów,
poza Krzyśkiem, który udał się na kurs dokształcający z dekoratorstwa u "Wielkiego
Dekoratora"- Michała Tuby.