Data: 01.07.2015r
Trasa: Gałęzinowo- Wielichowo- szlakiem Pierścienia Gryfitów- Gajki- Krężołki-
Starkowo /Zagroda Śledziowa/- szlakiem nadmorskim- Pęplino- Wodnica-
Mokrzyca PKP 22
Prowadzący trasę: Krzysztof Łukowiec
Liczba uczestników: 4
W lokalnej prasie ukazała się informacja o otwarciu w dniu 1.08 w Starkowie tzw.
Muzeum Śledzia mieszczącego się w odrestaurowanej zabytkowej zagrodzie. Wieść ta
spowodowała zainteresowanie klubowiczów, dlatego też najlepszy piechur- Krzysiek
zaplanował odpowiednią i dość długą trasę przebiegającą przez Starkowo.
Obawialiśmy się tylko warunków atmosferycznych, mając na względzie ubiegłą sobotę,
pełną burz, jak również to, że w ciągu tygodnia również intensywnie padało.
Wprawdzie "Orły" wędrują niezależnie od pogody, ale komfort chodzenia też się
liczy. W sobotę rano pogoda nie nastrajała optymizmem, ale okazało się, że w ciągu
dnia wypogodziło się, więc wędrówka była przyjemna. Na pociąg odjeżdżający ze
Słupska o 8.37 stawili się- Krzysiek, Marcel, Mecenas oraz Jurek z Redy, który
tydzień temu wędrował z Gandalfem i "Bąbelkami" w okolicach Połczyna i tam również
burze utrudniały włóczęgę. Jazda do Gałęzinowa trwała tylko kilka minut, więc już
przed 9-ą byliśmy na trasie. Pierwszy odcinek był mało ciekawy, szliśmy chodnikiem
obok jezdni przez Gałęzinowo i Wielichowo, dopiero przekraczając szosę do Pęplina
weszliśmy w lasy. Szeroka, utwardzona droga wiodła na zachód, a prowadziły nas
znaki czarnego szlaku rowerowego. Jurek i Mecenas narzucili szybkie tempo marszu
aby zdążyć na pociąg z Mokrzycy. Wkrótce doszliśmy do terenu dawnej jednostki
wojskowej Gajki, po której zostało nieco zaniedbanych już i opuszczonych obiektów.
Przez kilka kilometrów szliśmy prostą drogą z płyt jumbo, po czym skręciliśmy pod
kątem prostym w lewo, po kilkuset metrach znów w prawo na starą brukowaną drogę
którą doszliśmy do szosy i wsi Krężołki. Stamtąd szliśmy ok 2 kilometrów szosą do
Starkowa, okazało się, że muzeum zwane "Zagrodą Śledziową" znajduje się przy
czerwonym szlaku do Pęplina, tak, że musieliśmy zbaczać z trasy. Muzeum mieści się
w starej, ciekawej stodole bramnej z pruskiego muru /nie mylmy "pruskiego muru" z
"szachulcem"/ którą strzeże groźnie wyglądający bokser Amor. Okazało się jednak,
że psisko jedynie groźnie wygląda ale jest bardzo przyjazne, a polubił się zwłaszcza
z Mecenasem. Gościnny gospodarz oprowadził nas po pomieszczeniach, w których poza
sieciami, beczkami i innymi akcesoriami rybackimi znajdowało się szereg innych
ciekawostek, wśród których była "sala konserw"- z kolekcją puszek ze śledziami.
Brakowało najsłynniejszej- puszki z kiszonym śledziem szwedzkim, ale gdyby tak była i
przypadkowo się rozszczelniła, muzeum niestety trzeba by było zamknąć. Po zwiedzaniu
udaliśmy się na degustację różnych rodzajów śledzi oraz regionalnych napojów, a
inspirowało nas mądre i przekonujące hasło znajdujące się w pomieszczeniu karczmy-
każdy z nas chciał być silny jak niedźwiedź. Wrażenia były bardzo miłe i z przekonaniem
polecamy wszystkim wizytę w tym miejscu, my prawdopodobnie nieraz będziemy tam wracać.
Ponieważ w Zagrodzie Śledziowej spędziliśmy blisko godzinę, a czas naglił, musieliśmy
z przykrością opuścić tak uroczy zakątek i czym prędzej śpieszyć na pociąg. Idąc za
znakami czerwonego szlaku doszliśmy do Pęplina, a następnie do Wodnicy.Tam
zatrzymaliśmy się na chwilę aby podziwiać krążące nad wioską liczne bociany, przeszliśmy
mostem przez rzekę Słupię i skierowaliśmy się do przystanku kolejowego Mokrzyca.
Wreszcie mogliśmy odpocząć po forsownym marszu, lecz niestrudzony Krzysiek postanowił
wracać do Słupska piechotą, czyniąc zaprawę przed zbliżającym się "Rajdem Dekoratorów"
w Trzcinnie koło Miastka. Pozostali odjechali do Słupska o godzinie 14-ej, gdzie
Jurek przesiadł się na pociąg do Redy, Marcel udał się na spotkanie z Anią, zaś Mecenas-
ze Stellą Sheep..