Data: 25.07.2015r
Trasa: Smołdzino muzeum- szlakiem rowerowym- Suche Łąki- czarnym szlakiem-
Gardna Wielka 10 km
Prowadzący trasę: Andrzej Strzykowski
Liczba uczestników: 4
Po upalnym tygodniu prognozy pogody na sobotę nie były zbyt optymistyczne, gdyż
zapowiadano burze i opady- niestety tym razem te zapowiedzi się sprawdziły, co
zakłóciło przebieg wcześniej planowanej trasy, mieliśmy bowiem powędrować ze
Smołdzina do Rowów, a po drodze zakosztować morskiej kąpieli. Sobotni ranek był
wprawdzie dość ciepły ale już w Słupsku nad miastem wisiały ciemne, deszczowe
chmury. Nie odstraszyło to doborowej czwórki w postaci Marcela, Krzyśka, Mecenasa,
który już powrócił z rajdu OWRP po Mazowszu, oraz wielce lubianego Andrzeja-dziś
prowadzącego trasę. O godzinie 8.50 wyjechaliśmy spod dworca autobusem NordExpresu
do Smołdzina, gdzie przywitała nas burza, co zmusiło do dłuższego pobytu na
przystanku autobusowym. Tam poznaliśmy dwie turystki zza granicy i próbowaliśmy
wielce kulawą angielszczyzną opisać im atrakcje SPN i Łeby. Gdy deszcz nieco zelżał,
wyruszyliśmy w trasę, wcześniej jednak zachodząc do sklepu w celu należytego
zaopatrzenia się na drogę, najobficiej zaopatrzył się zwłaszcza Andrzej. Wychodząc
ze Smołdzina, polnymi drogami dotarliśmy do szlaku rowerowego, którym podążyliśmy
na zachód. Ciekawy był widok z pól na Górę Rowokół, spowitą w mgły i parujące lasy.
Kolejna burza spotkała nas gdy byliśmy już w lesie bukowym, co dawało jaką taką
ochronę, więc nastąpił kolejny, przymusowy postój. Mimo aury, humory wszystkim
dopisywały, a najszczęśliwszym z nas był Andrzej .Znany polski pisarz- podróżnik,
Arkady Fiedler, napisał kiedyś książkę- "Spotkałem szczęśliwych Indian", my po
dzisiejszej wędrówce moglibyśmy napisać, że spotkaliśmy naprawdę szczęśliwego
człowieka, tj. Andrzeja. Podstawą tego szczęścia był fakt, że Ula musiała zostać w
domu a zatem Andrzej mógł bez przeszkód zadbać o to by on sam i towarzysze wędrówki
nie zachorowali od chłodu i przemoknięcia, sowicie zadając odpowiednie środki
rozgrzewające. po postoju wyszliśmy z lasu na parujące od deszczu tzw "Suche Łąki"
/wbrew nazwie dziś wcale suche nie były/ i doszliśmy do skrzyżowania szlaku
rowerowego z czarnym szlakiem wiodącym od Gardny Wielkiej. Krótka przerwa na
zastanowienie się- czy idziemy zgodnie z planem do Rowów czy też skracamy trasę.
Widok ciemnego nieba nad jeziorem Gardno i coraz głośniejsze pomruki kolejnej burzy
spowodowały iż jednogłośnie zdecydowaliśmy się aby nie kontynuować wędrówki do Rowów
tylko skręcić do Gardny i stamtąd wrócić do Słupska. Szybkim marszem, drogą z płyt
jumbo ,podążyliśmy na południe, starając się zdążyć przed burzą, co nam się w sumie
udało. Smażalnia nad jeziorem Gardno była co prawda jeszcze zamknięta, ale Krzysiek
znalazł dalej oberżę, gdzie zatrzymaliśmy się na obiad, była m.in. zupa rybna i
smażony dorsz. O godzinie 14 wyjechaliśmy autobusem z Gardny do Słupska- poza
Krzyśkiem ,który jako wybitny piechur postanowił wracać piechotą, by pod wieczór
udać się na konferencję z Wielkim Dekoratorem-Michałem.