Data: 20.06.2015r
Trasa: Ustka- brzegiem morza- Poddębie- Wydma Mrówkolwów- leśną drogą- Orzechowo-
czerwonym szlakiem- Ustka 20 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński
Liczba uczestników: 5
Mrówkolew pospolity /Myrmeleon formicarius/ w formie dorosłej to brązowoczarna
ważka z rzędu sieciarek, prowadząca nocny tryb życia. Natomiast larwa mrówkolwa,
przypominająca pancernego kleszcza jest bezlitosnym zabójcą mrówek. Wykopuje
charakterystyczne lejkowate dołki w piachu borów sosnowych, a gdy brzegiem dołka
przechodzi mrówka, zostaje ona "ostrzelana" ziarnami piachu, po czym oszołomioną
chwytają mocne żuwaczki i wciągają pod piasek, gdzie jest dokładnie wysysana.
Celem naszej przedwakacyjnej wycieczki było właśnie naoczne zapoznanie się ze
sposobem łowów mrówkolwa, a przy okazji również miłe spędzenie czasu nad morzem,
zanim nadciągną tłumy "wakacyjnej stonki". Prognozy pogody, jak również sobotni,
deszczowy poranek nie zachęcały do wędrówki po plaży i część awizowanych na tą
wycieczkę osób nie pojawiła się, w tym również wszechwiedzący klubowy ekspert-
Seweryn, którego starał się zastąpić Mecenas, choć oczywiście takiej wiedzy jak
nasz Lider on nie ma. Właśnie Mecenas wraz z Marcelem o godzinie 8.30 wyjechali
autobusem Nordexpressu do Ustki, gdzie na przystanku czekali na nich- Arnold i
Artur Longhair Dreadman, a przy zejściu na plażę obok ośrodka "Perła"- najlepszy
klubowy piechur Krzysiek,który do Ustki dotarł piechotą /a dodajmy iż dźwigał on
bardzo ciężki plecak/. Przy niepewnej jeszcze pogodzie i chłodnym wietrze,
wyruszyliśmy brzegiem morza w stronę Orzechowa. Dzięki takiej aurze, ludzi na
plaży było niewielu, a stopniowo zaczęło się rozpogadzać i już do końca dnia
mieliśmy słonecznie- podczas gdy w Słupsku nieraz dziś padało, o czym informowała
Marcela pani meteorolog Anna. Morze było nieco wzburzone i miejscami dochodziło
do brzegu więc kilka razy trzeba było uważać przy przejściu, zwłaszcza w okolicach
osuwających się gliniastych klifów. Ustczanin Dreadman opowiadał o wrakach statków
na środkowopomorskim wybrzeżu, udało nam się znaleźć fragment wraku szalandy,
od wielu lat zasypanego, a jeszcze w latach 80-tych XX w. ciekawie się prezentującego,
podobnie jak wrak torpedowca między Poddębiem a Dębiną. Dochodząc do Poddębia
przeszliśmy nad "bieszczadzkim jarem" /tam gdzie niegdyś była wieża strażnicza WOP/,
nowo wybudowaną kładką, zgodnie uznaliśmy, że wprawdzie ułatwia ona przejście ale
pozbawia wiele piękna tak urokliwego zakątka. W Poddębiu spotkaliśmy Krysię- gospodynię
naszych wrześniowych rajdów nocnych /pole namiotowe"Mistral"/ i już omówiliśmy
organizację tegorocznego rajdu. Na odpoczynek wiadomo,że musieliśmy zatrzymać się w
karczmie "U Julki", gdzie też spożyliśmy obiad, który każdemu smakował. Nawet "zwykłe"
naleśniki czy kotlety mielone były dużo lepsze niż gdzie indziej. Mecenas niestety
wtrząchnął sporą porcję grochówki z żeberkami, więc potem, mimo iż formalnie prowadzący-
był przepędzany przez kolegów na koniec peletonu- lub też musiał iść co najmniej 50
metrów z przodu. Po biesiadzie udaliśmy się w drogę powrotną do Ustki, przy czym nie
szliśmy już ani brzegiem morza, ani znanymi nam szlakami- czerwonym czy też "zwiniętych
torów", lecz leśną drogą która wiedzie wprost do wieży widokowej w Orzechowie. Po
drodze oczywiście należało zajść na śródleśną wydmę zwaną przez nas "Wydmą Mrówkolwów".
Okazało się, że ze względu na porę roku larwy mrówkolwa były jeszcze niewielkie, ale
i tak mogliśmy zaobserwować "ceremonię" bomardowania piachem i wciągania mrówki w
głąb piaskowego lejka. Dalszy odcinek drogi do Orzechowa był dość monotonny, przez
wysokopienny sosnowy las, w Orzechowie nikt już nie chciał wdrapywać się na wieżę
widokową, gdyż byliśmy tam nieraz, za to zatrzymaliśmy się w kawiarence na chłodnego
"Paulanera" który smakował zwłaszcza Arnoldowi. Do Ustki dotarliśmy ok godzinie 16-ej,
nastąpiło pożegnanie z Arnoldem i Dreadmanem, i odjazd do Słupska. Krzysiek odniósł
kontuzję nogi więc nie mógł wybrać się nad jezioro Modła jak uprzednio planował, za to
umówił się w Słupsku z Michałem "Tubą" na praktyczne ćwiczenia w dekoratorstwie wnętrz.
Takie mamy niestety czasy, że nawet posiadanie wyższego wykształcenia i kilku
fakultetów nie gwarantuje pracy, a poza intelektem warto mieć jakiś fach w ręku.
Dlatego też mądry Krzysiek wziął sprawy we własne ręce i zapisał się na kurs dekoratora
wnętrz, prowadzony właśnie przez Michała. W przyszłym tygodniu zapraszamy na wędrówkę
do Mostów, w której uczestniczyć będzie najwybitniejszy turysta Pomorza- Jan Kiśluk i
zaszczytem dla każdego będzie możność uściśnięcia jego prawicy.