Data: 30.05.2015r
Trasa: Główczyce- Święcino- nasypem dawnej linii kolejowej- Wykosowo -Warblino
wybudowanie- Klęcinko /hacjenda"U Benka"/ 10 km
Prowadzący trasę: Teresa Janusewicz
Liczba uczestników: 11
Obok sławnego już rajdu "Wydma" oraz "Żubrzego Szlaku" coroczną klubową wędrówką
staje się rajd "Kawy Penitencjarnej" w trakcie którego- poza zwiedzaniem okolic
Główczyc- można degustować ów wspaniały napój, którego receptura jest słodką
tajemnicą Marka Janusewicza. Można tylko powiedzieć iż kawa ta jest mocna, bo
przecież dobra kawa nie może być lurowata. A w tym dniu wyjątkowo się przydała,
o czym będzie mowa później.. Ze Słupska o godzinie 9.05 autobusem Nordexpressu
do Główczyc wyjechali m.in.- Marcel, Mecenas, Halinka, Krystyna i Kinga z bratem
Przemkiem debiutującym na klubowych wędrówkach. W Główczycach czekali na nich
organizatorzy i przewodnicy-Teresa i Marek. O ile w Słupsku było jeszcze pogodnie,
to nad Główczyce nadciągnęły już ciemne, deszczowe chmury, dlatego też szybko Marek
rzucił hasło do wymarszu. Do Główczyc dotarł też najlepszy "wyrypiarz" czyli
Krzysiek, który o 6.20 rano wystartował z Damnicy. Wszyscy udaliśmy się na trasę
biegnącą najpierw nasypem dawnej linii kolejowej Stolp-Dargeröse /Słupsk-Dargoleza/.
Łyk kawy penitencjarnej na dobrą wróżbę i naprzód. W międzyczasie zadzwonił do nas
najwybitniejszy turysta Pomorza- Jan Kiśluk, informujący iż mimo kontuzjowanej
nogi uświetni swoim majestatem rajd "Wydma" i zadba o dobre samopoczucie uczestników.
Telefon od takiej znakomitej osoby przywołał nam na myśl nieobecnych dziś- a
zapowiadanych wcześniej- wybitnych klubowych piechurów, Andrzeja i Seweryna.
Nieszczęsny Andrzej został bowiem skłoniony przez pobożną Ulę do uczestnictwa w
neokatechumenacie, a Lider Klubu Seweryn opracowywał trasy po najbardziej pięknych
zabytkach Rzymu. Wracając do wędrówki- szliśmy raźno "kolejowym szlakiem", a mimo,
że padało było dość ciepło. Uczestnicy raz wkładali a raz ściągali kurtki, co
zmieniło się na około kilometr przed Wykosowem. Wtedy to, po wyjściu z lasu, na
odkrytej przestrzeni, złapał nas ulewny deszcz przy wtórze porywistego wiatru. A
musieliśmy w Wykosowie poczekać na Jurka z Redy, któremu spóźnił się pociąg i do
Wykosowa podwiózł go Marcin. Oczekiwanie w strugach deszczu najbardziej dokuczało
Mecenasowi, który nie wziął ze sobą peleryny ani kurtki. Widząc dygoczącego z zimna
kolegę, czym prędzej pośpieszył mu z pomocą Marek, aplikując stosowne środki
ogrzewające, rychło też przemieściliśmy się pod dach przystanku PKS, gdzie Halinka
poczęstowała nas chałką. Po przyjeździe Jurka, Marek poprowadził nas starą, brukowaną
drogą na południe, która wiodła do Szczypkowic. My jednak przed linią lasu, odbiliśmy
na zachód, kierując się w stronę Warblina, po drodze mijając kilka urokliwych
leśnych stawów. Deszcz już ustał a drogę urozmaicały nam śpiewy ptaków i czmychająca
zwierzyna leśna. Na skrzyżowaniu z szosą do Szczypkowic wreszcie pojawiło się słońce,
jednakże wskutek deszczu nie sposób było iść przez las planowaną wcześniej trasą,
więc do mety podążaliśmy już skrajem szosy. Okazało się, że debiutujący na klubowych
wędrówkach Przemek swoją postawą dobitnie wykazał iż godzien jest zaliczyć go do grona
"Orłów"- mamy nadzieję, że częściej będzie wędrował z nami, a pod opiekuńczymi
skrzydłami Janka Kiśluka czy Andrzeja mógłby rychło stać się jednym z najlepszych
piechurów. Gratulowaliśmy też Krzyśkowi który tydzień temu zakończył studia
podyplomowe z zakresu wiedzy o społeczeństwie. Dostojny absolwent solennie zapewnił
iż nabytą wiedzę będzie starał się spożytkować na klubowych wędrówkach. Mile gawędząc,
szybko doszliśmy do mety, czyli znanej i lubianej hacjendy "U Benka". Tym razem
gościnni Marek z Teresą poczęstowali nas wielkim garem kapuśniako-bigosu /wkładu było
tam więcej niż wody/, który wielce zasmakował zwłaszcza Marcelowi- wtrząchnął
olbrzymią michę tego specjału. Naprzeciwko hacjendy firma "Ullenberg" prezentowała
swoje maszyny, serwując przy tym darmowe piwo, co sprawiło iż niektórzy z nas udali
się na zwiedzanie. Wielką niespodzianką było pojawienie się na hacjendzie Kapitana z
rodziną, za kilka dni wypływa on w kolejny długi rejs, a mając perspektywę ponownego
spotkania ze współczesnymi piratami, musiał się odstresować. Po kilkugodzinnym okresie
pogody, od zachodu znów nadciągnął wał ciemnych chmur, należało się pożegnać z
gospodarzami i w strugach deszczu pobiec na przystanek, skąd odjechaliśmy do Słupska
o 15.35, zaopatrzeni przez Teresę w domowe jajka. W autobusie z ciekawością
słuchaliśmy dyskusji naukowej znanych intelektualistów- Krzyśka i Przemka i
omawialiśmy organizację rajdu "Wydma". Szkoda, że to co miłe, szybko się kończy, ale
przed nami kolejne przygody..