Data: 11.04.2015r
Trasa: Postomino- nasypem d.kolei- jez.Marszewskie- Zaleskie- Starkowo- Pęplino-
Wodnica- Ustka 23 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński
Liczba uczestników: 5
Jeszcze na ostatniej klubowej wędrówce, z Bytowa do Soszycy mieliśmy ciepłe kurtki
zimowe i czapki, gdyż mimo astronomicznej wiosny było jeszcze chłodno. Okazało się
w tą sobotę, że przyszła już prawdziwa wiosna, a pogoda nie tylko wiosenna a wręcz
letnia bo było słonecznie a temperatura sięgała blisko 20 st.C. Dlatego też na ten
dzień zaplanowaliśmy wędrówkę nieco dłuższą niż zwykle, około 20-kilometrową /na
mecie okazało się że przeszliśmy 23 km/. Poza znanym nam już odcinkiem Zaleskie-Ustka,
postanowiliśmy przejść z Postomina do Zaleskich nasypem po dawnej linii kolejowej
Sławno-Ustka. Na starych mapach na nasypie tym był wyznakowany czerwony szlak, na
aktualnych szlak ten już biegnie szosą, co zwiastowało przykre niespodzianki. Ale
nie uprzedzajmy wypadków.. Na autobus PKS odjeżdżający ze Słupska o godzinie 11.00
stawili się klubowicze: Marcel, Mecenas, Lider Klubu Seweryn, Margotka i Luiza z
Koszalina. Po dojechaniu do Postomina obejrzeliśmy drewniano-murowany zabytkowy kościół
pw św.Floriana, po czym skierowaliśmy się na północ w stronę Marszewa. Za Postominem
zeszliśmy na wspomniany wcześniej nasyp dawnej linii kolejowej, wiodąca po nim droga
była szeroka i ubita co zachęcało do skorzystania z tej trasy. Po prawej stronie widać
było malownicze jezioro Marszewskie w zagajnikach kwitły łany zawilców, pojawiły się
też "podwójne" ropuchy szare /Bufo bufo/ czyli, jak to się mądrze określa w herpetologii-
"ropuchy in amplexus", które Mecenas nazwał "renesansowymi". Stały się one oczywiście
obiektem sesji zdjęciowej, po której dalej kontynuowaliśmy wędrówkę. Po lewej stronie
minęliśmy Maszewo, a przechodząc pod kolejnym mostem kolejowym, wkrótce wyszliśmy na
pola gdzie podziwialiśmy elektrownie wiatrowe. Na wysokości wsi Złakowo dotychczasowa
dobra droga przeobraziła się w zarośniętą i podmokłą, wiodącą przez zarośla. O ile
prowadzący- Mecenas,f orsował przeszkody niczym czołg, to zwinny niczym łasica Seweryn
wyszukiwał dla Luizy i Margotki odpowiednie przejścia, by się nie podrapały w gęstych
chaszczach. Po pewnym czasie jednak droga zupełnie zanikła i należało odbić w bok na
polną miedzę, którą doszliśmy do "normalnej" polnej drogi a nią już bez problemów do
miejscowości Zaleskie. Tam obejrzeliśmy miejsce po wiatraku, dawne stodoły i położone
obok siebie- kościół i pałac. Dalszą trasę już znaliśmy- z Zaleskich skierowaliśmy się
na południe do Starkowa, gdzie obejrzeliśmy stare szachulcowe chałupy, a następnie za
znakami dwóch szlaków-czerwonego i międzynarodowego hanzeatyckiego R-10 skręciliśmy na
wschód. Słońce przypiekało niczym w lipcu, więc Seweryn niczym ryba wody, pragnął zajść
do sklepu, ale forsujący tempo Mecenas oraz rozsądny Marcel zdecydowali że z uwagi na
upływający czas należy nie zwlekać tylko iść dalej. Szlak wiódł prostą, szeroką drogą
przez pola, w oddali było widać m in wieżę kościoła w Duninowie a następnie zabudowania
firmy Morpol. Pod Pęplinem zatrzymaliśmy się na krótki odpoczynek, co zainspirowało
Mecenasa do wspomnień z lat 80-tych gdy któregoś upalnego dnia sierpnia zauważył w
Pęplinie zagubionego mężczyznę ubranego w garnitur i z walizką w ręku który się zapytał
"Panie gdzie tu jest seminarium duchowne, bo ja właśnie do seminarium w Pęplinie" i
wielce był zdziwiony, że seminarium znajduje się nie w "Pęplinie" a w "Pelplinie" a
to jest "trochę" dalej. Po wspominkach i odpoczynku poszliśmy dalej na wschód, Seweryn
już bardzo cierpiał z braku napojów ale dzielnie szedł dalej. W Wodnicy na chwilę
zasiedliśmy nad rzeką przy moście, by się ochłodzić w cieniu, przed nami już był
ostatni etap wędrówki- rezerwat "Buczyna nad Słupią".. Widoki starych buków były bardzo
malownicze, ale chwilami trzeba było się skoncentrować na ścieżce, bowiem m.in.
prowadzący Mecenas idąc szybkim marszem nadepnąłby na dwie żmije /Vipera berus/ a
chwilami na ścieżce pojawiało się błoto i grzęzawiska. Luiza z żalem stwierdziła, że
chłopaki pędzą do przodu nie zwracając uwagi na kobiety a przydałby się jakiś rycerski
mężczyzna który by pomógł jej przejść przez grząskie błoto.. Na słowo "rycerski
mężczyzna" wszyscy odruchowo spojrzeli na Seweryna.. Tak, to on i tylko on, bohaterski
i rycerski człek zasługuje na miano prawdziwego dżentelmena dbającego o kobiety na
turystycznym szlaku i on to udzielił pomocy Luizie i Margotce. Dochodząc do Ustki-
ok.18-ej- słyszeliśmy w oddali jakieś krzyki, przez chwilę myśleliśmy, że może to
reszta klubu "Orły" wraz z kolegami z "Kahel Klubu" czekają na nas na mecie, niestety
byli to kibice dopingujący piłkarzy na meczu Jantar Ustka-Gryf Słupsk. Ponieważ mecz
już się kończył, trzeba było szybko biec na przystanek by nie odbywać podróży do Słupska
w hałaśliwym gronie.. W autobusie spotkaliśmy pana Irka Kierszkę, gospodarza kilku
klubowych rocznic.. Wspomnieliśmy zatem przyjemne chwile i z tymi wspomnieniami powróciliśmy
do Słupska