Data: 21.03.2015r
Trasa: Szczecin Klęskowo- dęby Krzywoustego- niebieskim szlakiem- Głaz Grońskiego-
rezerwat "Bukowe Zdroje"- zielonym szlakiem- Czajcza Góra- Góry Bukowe-
Jezioro Binowskie /stanica harcerska/ 10 km
Prowadzący trasę: Robert Pyśk
Liczba uczestników: 5
Z inicjatywy naszego klubowego kolegi z Koszalina, szefa "działu odznak"- Roberta,
klubowicze "Orłów" mieli możliwość wyjazdu w okolice Szczecina i wędrówki po lasach
Parku Krajobrazowego Puszcza Bukowa /kraina jest znana też pod nazwą Wzgórza Bukowe/.
Szkoda tylko, że jak na złość, po słonecznych i ciepłych dniach akurat na pierwszy
dzień wiosny nastąpiło pogorszenie pogody co odczuliśmy zwłaszcza w drugiej fazie
wędrówki. O godzinie 7 rano Robert odebrał ze Słupska Margotkę, Mecenasa i Seweryna,
zawożąc ich samochodem do Koszalina, gdzie już czekała na nich urocza Luiza. Powyższa
piątka klubowiczów wsiadła tam do autobusu wiozącego na tą samą wycieczkę dzieci ze
szkolnego koła turystycznego "Dreptaki" z Bonina. Jak wiadomo podróż do Szczecina trwa
dłuższy czas, więc Robert i Mecenas pogrążyli się w czytaniu gazet, a Seweryn podjął
intelektualną pogadankę z Luizą. Opowiadała ona jak ostatnio na jej dyżur przywieziono
pacjenta z łopatą w głowie, co Seweryn mądrze określił iż była to właśnie "łopatologia"
i ktoś temu delikwentowi musiał wiedzę kłaść łopatą do głowy. Na uczonych pogawędkach
szybko mijał czas, w Szczecinie klubowicze"Orłów"wysiedli w dzielnicy Klęskowo przy
znakach niebieskiego szlaku obok pomnikowych dębów zwanych "Dębami Krzywoustego". Od
razu wyruszyliśmy na szlak, prowadzeni przez Roberta, wchodząc w ostępy Puszczy Bukowej
a konkretnie do rezerwatu "Bukowe Zdroje" im.prof.T.Dominika. Zachwycaliśmy się pięknymi
krajobrazami "bieszczadzkimi" /wzniesienia, jary, potoki, buczyna/, choć wspinanie się
nieraz było męczące dla starego palacza-Mecenasa, oraz dla Roberta- będącego po poważnej
operacji. Luiza doradzała Robertowi przemywanie ran pooperacyjnych wacikami ze spirytusem,
ale Robert- wspomagany duchowo przez Mecenasa i Seweryna, znalazł inne zastosowanie
spirytusu do leczenia. Pierwszy krótki postój nastąpił przy tzw. Głazie Grońskiego, skąd
zeszliśmy szlakiem do tzw Drogi Chojnowskiej wiodącej na południe, gdzie pojawiły się już
znaki zielonego szlaku. Ten odcinek trasy był najciekawszy, szlak wiódł dnem doliny, drogą
obok potoku a z lewej i prawej strony były wysokie wzniesienia, porośnięte lasem bukowym.
Nieobecnych na wędrówce słupszczan możemy poinformować iż- stosując odpowiednią skalę
porównawczą- krajobraz nieco przypominał Lasek Północny w Słupsku, choć atrakcji
przyrodniczych na trasie było niewątpliwie więcej. Minęliśmy tzw "Szwedzki Kamień" oraz
ślady po dawnych zabudowaniach i nieśpiesznym marszem chłonąc uroki okolicy dotarliśmy
do szosy i skrzyżowania szlaków. Tam tablica poinformowała nas, że byliśmy na obszarze
zagrożonym wścieklizną na co Mecenas z Sewerynem zgodnie zareagowali warczeniem. Widząc
to Luiza pośpiesznie zaaplikowała stosowne medykamenty, i nastąpił dłuższy postój na
ściętych pniach drzew. Od tego momentu niestety spełniły się prognozy pogody, zaczął
padać dokuczliwy gęsty deszcz, który nie przeszkadzał jedynie Robertowi, wyposażonemu w
specjalistyczne odzienie ochronne, oraz Sewerynowi, stosującemu intensywne ogrzewanie
organizmu od wewnątrz. W pewnym miejscu krzyżujące się znaki szlaków mogły wyprowadzić
nas na manowce, ale dokładna analiza mapy i zmysł orientacyjny Roberta, pozwoliły na
kontynuowanie wędrówki zgodnie z planem. Znowu wspinaczka- na Czajczą Górę i Bukowe Góry
oraz zejście na kolejną krzyżówkę szlaków i znów problem. Drzewa ze znakami szlaków
zostały wycięte, a na złożonych w stosy klocach, odnalezione znaki wskazywały..w niebo.
Tam jednak zbyt się nam nie śpieszyło, więc kierując się tylko mapą dotarliśmy na skraj
lasu, skąd wiodła przez pola droga w szpalerze starych drzew. Po dojściu do jeziora
Binowskiego, skręciliśmy w prawo i rychło znależliśmy się na terenie ośrodka ZHP, gdzie
miała miejsce meta wycieczki. Rozpalone zostało ognisko, przygotowano chleb, kiełbaski,
herbatę i..mandarynki. Mimo coraz bardziej dokuczliwego deszczu oraz obawy przed
szczekającym- wielkim i groźnym psem Tiną /która również przyjechała autobusem z Bonina/
spędziliśmy dłuższy czas przy ognisku, zaś kiełbaski smakowały zwłaszcza małemu Sewerynkowi,
o którego troskliwie dbała Margotka. Zmoknięte dzieci siedziały już w autobusie, więc
radzi, nieradzi i my musieliśmy pożegnać gościnnych gospodarzy. Pasjonaci zabytków-
Robert i Mecenas, obejrzeli jeszcze XIV wieczny kościół gotycki w Binowie, po czym autobus
ruszył w drogę powrotną. Trwała ona długo, bo dzieci zażądały po drodze wizyty w
przydrożnym McDonaldzie, więc w Koszalinie byliśmy dopiero ok 19-ej. Tam pożegnaliśmy się
z Luizą która śpieszyła się na wykład znanego podróżnika ps."Łazęga", i śpiesznie
przesiadliśmy się do samochodu Roberta, ponieważ znacznie się ochłodziło i wiał silny wiatr.
O ile Robert i Margotka w kabinie samochodu mieli ciepło, to dla Seweryna i Mecenasa
jadących w "części transportowej" samochodu, jazda do Słupska była prawdziwą przygodą.
Wpółleżąc na kartonach, Seweryn oglądał relację z meczu koszykówki Czarni-Stelmet,
denerwując się przy tym srodze, zaś Mecenas raz po raz sięgał po podróżny, drewniany
bukłak.. Rozluźniło to nerwy Seweryna, który wkrótce zaczął umilać Mecenasowi podróż swym
cudownym-niczym słowiki- śpiewem, a pod koniec-umilał podróż, już nie śpiewając.. I tak
oto dojechaliśmy do Słupska ok 20-ej, uprzejmy Robert rozwiózł nas do domów, dziękujemy mu
za zorganizowanie tak ciekawej wycieczki i zapowiadamy się na następną- planowaną wiosną do
Świnoujścia..