Data: 07.02.2015r
Trasa: Rzuszcze- Rzuski Las- Domosław- wieża /dostrzegalnia przecipożarowa/ na
Górze Podgórki/ 77 m.npm./- Ciemino- Główczyce- Klęcinko 10 km
Prowadzący trasę: Marek Janusewicz
Liczba uczestników: 18
Ciekawe rajdy, zwłaszcza kończące się ciepłym posiłkiem i możliwością ogrzania się
na mecie zawsze cieszą się dużą popularnością, tak było również i tym razem, bowiem
w wędrówce uczestniczyło aż 18 osób, mimo nieciekawej pogody. Po ostatnich słonecznych
i nieco mroźnych dniach, dzisiaj bowiem jak na złość było pochmurno i zrobiła się
odwilż. Autobusem o godzinie 9.00 ze Słupska do miejscowości Rzuszcze pojechali m.in.
Marcel, Mecenas, Seweryn, Halinka, Brygida, Kinga, Andrzej z Ulą i Jurek z Redy. Na
dworcu PKS w Słupsku,Ula- oznajmiając że jedziemy oglądać żubry, spotkała się z
reakcją pewnego pana również oczekującego na ten sam autobus - "Żubrów to tam nie ma
ale wilki się pojawiły..". My jednak wiedzieliśmy że żubry na pewno tam będą i "dobrze
będzie usiąść przy żubrze". W Główczycach dosiedli Marek z Teresą oraz Alchemik, zaś
w Rzuszczach już oczekiwała na nich grupa z Wandzią /od indyków/ i Marysią /od
prosiaczków-ale wkrótce będzie "od królików"/ na czele. Na przystanku pojawił się też
wybitny piechur-Krzysiek, który jak zwykle musiał na start dojść piechotą, co prawda
nie szedł ze Słupska tylko z Łojewa ale i tak był to wielki wyczyn. Po gorącym
powitaniu szybko wyruszyliśmy na trasę, zwłaszcza spragniony wędrówek Andrzej był
tym wielce uradowany, bowiem piesze wędrówki są tym "co pan doktor mu przepisał"- a
z różnych względów dawno nie maszerował z nami.. Po wejściu do lasu rychło pojawiły
się żubry i to nawet dość liczne, co z kolei ucieszyło wszystkich. Po obejrzeniu
tych wspaniałych zwierząt szybko dotarliśmy w okolice Rzuskiego Lasu i szosy do
Izbicy, tam prowadzenie przejął Alchemik, który krętymi drogami i ścieżkami, w prawie
beskidzkim krajobrazie poprowadził nas na Górę Podgórki gdzie mieści się wieża- tzw.
dostrzegalnia przeciwpożarowa, nieco podobna do tej która znajduje się w Orzechowie.
Wprawdzie w zasadzie nie jest ona udostępniana dla turystów ale dzięki inicjatywie
Marka pojawił się tam leśnik, który udostępnił nam ją do zwiedzania. Wspinaczka po
kilkaset schodów do góry dała się we znaki, ale rekompensowały to widoki okolicy.
Ciekawym wrażeniem było też odczuwalne kołysanie się wieży na wietrze. Ponieważ na
wieżę wspinaliśmy się w kilku turach, siłą rzeczy spędziliśmy w tym miejscu dłuższy
czas poświęcony na spożycie regionalnych produktów takich jak m.in.szynka z dzika
oraz degustację niezrównanej "kawy penitencjarnej" Marka i "kawy główczyckiej" jego
zięcia Rafała. Po zejściu z góry podążyliśmy do Ciemina gdzie odłączyła się od nas
grupa Wandzi i Marysi, a reszta szybkim marszem / zaczął bowiem doskwierać silny i
chłodny wiatr/ poszła do Główczyc. Szybkie tempo marszu nie przeszkodziło jednak
Andrzejowi zachwycać się urokiem starych drzew, przypominających mu okazy flory w
Wąwozie Homole.. W Główczycach ksiądz proboszcz udostępnił nam do zwiedzania miejscowy
kościół i opowiedział jego historię. Na przykościelnym cmentarzu obejrzeliśmy też
kilka zachowanych starych krzyży i płyt nagrobnych. Robiło się coraz bardziej zimno,
więc z ochotą pospieszyliśmy na metę czyli hacjendę "U Benka" w Klęcinku. Tam nastąpił
podział wg.płci- panie udały się do ciepłej werandy, zaś panowie- do ogniska rozpalonego
przez Grześka, zadowolonego bo ostatnio na balu myśliwych wylosował główną nagrodę-
dzika. Potem niestety okazało się iż dzik ten jest niewielki i wizja dużych i smacznych
szynek rozwiała się. Ale i tak wszyscy byli szczęśliwi, zwłaszcza Andrzej który owocnie
wykorzystał to, że jest w męskim towarzystwie bez obecności Uli.. Wkrótce też Marek
przyniósł kocioł smacznego krupniku na sercach a także stosowny do pory roku i
temperatury napitek. Jak to bywa przy ognisku, rozpoczęły się gawędy, Andrzej- miłośnik
literatury przedstawił piękno powieści Wilbura Smitha-"Berło emira", a Lider Klubu
Seweryn poinformował, że mieszkający obecnie w Trójmieście znany przewodnik-Martin
Smuggia z Rzymu wielce cierpi z braku gór i ukochanych przez niego szlaków transalpejskich
i transylwańskich, dlatego też rozważa powrót do Włoch. Było miło ale niestety wkrótce
musieliśmy wszyscy udać się na autobus, którym odjechaliśmy z Główczyc o godzinie 15.34.