Data: 31.01.2015r
Trasa: Lębork PKP- dawną linią kolejową Lębork- Kartuzy- czerwonym szlakiem "Piękna
Morenowego Krajobrazu"- Lubowidz- brzegiem jez.Lubowidz- zajazd "Krywań" 14 km
Prowadzący trasę: adeusz Krawczyk, Ryszard "Chuck Norris" Franczak
Liczba uczestników: 20
Po raz kolejny w tym roku na zaproszenie zaprzyjaźnionego koła turystyki kwalifikowanej
"Kahel Klub II" udaliśmy się do Lęborka, aby uczestniczyć w wędrówce wokół jeziora
Lubowidz zwanego potocznie "lęborskim Balatonem". Tym razem frekwencja nad zwyczaj
dopisała pośród członków i sympatyków obu klubów. Z klubu "Orły" ze Słupska dojechali m.in.
Kapitan, Mecenas, Lider Klubu Seweryn, Kinga, Brygida, Grzesiek, reprezentant Koszalina-
Piotr "Złoty But", z Redy dojechał Jurek zaś do Lęborka doszedł z Pogorzelic /dokąd
pojechał porannym pociągiem/ forsownym marszem najlepszy klubowy piechur- Krzysiek. W
Lęborku zostali oni powitani "chlebem i solą" przez Janka Kiśluka a ceremonia ta odbyła
się na piętrze dworca PKP. Niestety, zacny Janek nie mógł z nami wędrować bowiem wchodził
w skład delegacji witającej dziś ministra obrotu gospodarczego z Warszawy. Z awizowanych
wcześniej uczestników zabrakło też Andrzeja, który rano zadzwonił i poinformował, że
skaleczył sobie dłoń przy remoncie uli.. Pechowiec z tego naszego gitarzysty. Pod dworzec
stopniowo zaczęli się schodzić turyści z "Kahel Klubu"- Tadek z wnukiem Guciem, legenda
turystyki Darek Olewniczak, Romka, "Bagienna Wiedźma" z Altherrschwanzdorf, a także dawno
nie widziany a wielce lubiany Rysiek "Chuck Norris" z żoną oraz inni.. Po spożyciu
"chleba-soli" oraz wypiciu kawy, wyruszyliśmy na trasę prowadzeni przez Tadka i Ryśka.
Dochodząc do wschodnich krańców Lęborka, przekroczyliśmy tory kolejowe linii Szczecin-Gdańsk
a następnie wkroczyliśmy na nasyp nieistniejącej już linii Lębork-Kartuzy. Idąc nasypem
bądź obok niego przeszliśmy szosę krajową w okolicach zakładów "Farm Frites" i dalej wzdłuż
nasypu do znaków czerwonego szlaku "Piękna Morenowego Krajobrazu", za którymi skręciliśmy
przez las na wschód. Wkrótce z lasu wyszliśmy na pola, gdzie niegdyś mieściło się lotnisko
szybowcowe, historię którego ciekawie przedstawił Tadek. Darek z kolei opowiadał o
ciekawostkach historycznych okolicy. Było pochmurno ale nie padało a i wiatr nie był zbyt
silny, więc wędrowało się bez przeszkód. Wspominaliśmy kulig na którym uczestniczyliśmy w
tym miejscu kilka lat temu, żałując,że aktualna zima jest bezśnieżna/ nie wiedząc co
zdarzy się jeszcze tej nocy/. W Lubowidzu nastąpił dłuższy postój w trakcie którego
nawiązano do najbardziej chlubnych rajdowych tradycji, w czym celowali zwłaszcza Grzesiek i
Kapitan. Ten ostatni, nie tylko marynarz ale i myśliwy oświadczył, że odtąd przestanie
polować na lisy a zacznie na jenoty, które stają się plagą. Z uwagi na konieczność powrotu
części uczestników aby zdążyć na pociąg SKM o godzinie 15.04. Grupa podzieliła się na dwie
części- doświadczonych "wyrypiarzy", mających czas i siły, poprowadził dłuższą trasą wokół
jeziora Lubowidz Chuck Norris- z nim poszlim.in Krzysiek, Złoty But, Bagienna Wiedźma i
Darek. Pozostali, prowadzeni przez Tadka udali się wzdłuż wschodniego brzegu jeziora
bezpośrednio do zajazdu "Krywań", gdzie była meta wędrówki. Jako pierwsi dotarli do
zajazdu Tadek i Jurek oraz Roma, zamawiając dla wszystkich żurek w chlebie. Dopiero po
dłuższym czasie doszlusowała do nich "tylna straż" prowadzona przez Kapitana. Okazało się,
że zahartowany stary wilk /a raczej lis/ morski zaproponował kąpiel z jeziorze,
skończyło się co prawda tylko moczeniem nóg i baletem ale i tak zwłaszcza dziewczyny mocno
zmarzły na co z pomocą pośpieszył Kapitan ze swoim rumem. W pośpiechu ubierania
okazało się, że Grzesiek i Brygida pozamieniali się skarpetkami, jedynie Seweryn nie miał
takich problemów, bowiem jak wiadomo powszechnie ma on zawsze nogi i skarpetki czyste i
pachnące, więc nie musiał wchodzić do wody. Po posiłku w zajeździe musieliśmy skorzystać
z pomocy Joli, która swoim samochodem dowiozła nas na dworzec- w dwóch turach. Jedynie
Jurek udał się sam na przystanek PKP w Godętowie. Powrót do Słupska przypominał nieco
powrót z pamiętnej imprezy Wikingów w Wolinie, jasnym blaskiem zajaśniała zwłaszcza gwiazda
Brygidy i Kapitana. Po przyjeździe do Słupska, Grzesiek zabrał dziewczyny do siebie w celu
gruntownej analizy przebytej dziś trasy, Seweryn podążył spotkać się z Marcelem, zaś dopiero
późnym wieczorem do domu dotarł Krzysiek, który przygotowywał się do kursów dekoratorskich
prowadzonych przez Michała "Tubę"..