Data: 03.01.2015r
Trasa: Bydlino- Niestkowo- Charnowo- żółtym szlakiem- Dolina Charlotty- Bydlino 10 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński
Liczba uczestników: 5
Ostatnią ubiegłoroczną wędrówkę do Korzybia uznaliśmy za ekstremalną z uwagi na pogodę,
okazało się, że nie ma tak źle aby nie mogło być gorzej. Każdy z uczestników zgodnie
ocenił, że do tej pory nigdy na klubowych wędrówkach nie szliśmy w takich warunkach. Od
rana padał deszcz i wiał porywisty wiatr, a dodajmy, że w większości trasa miała biec
po odkrytej przestrzeni. W autobusie Nordexpressu odjeżdżającym z przystanku przy
ul.Wojska Polskiego o godzinie 9.30 spotkali się- Marcel, Mecenas i Jurek z Redy. Na
przystanku w Bydlinie czekali na nich Artur "Dreadman" z Ustki oraz Krzysiek, który mimo
choroby dotarł forsownym marszem ze Słupska. Tym razem zabrakło naszego Lidera Klubu-
Seweryna, który pracował, ale wspominaliśmy jego intelekt. Mecenas wspomniał o wystąpieniu
Romana Dmowskiego na konferencji pokojowej w Wersalu, które wzbudziło podziw słuchaczy,
zaś sam Dmowski został oceniony przez brytyjskiego dziennikarza Emila Dillona cyt.
"barwny i przekonujący mówca, ścisły w dyskusji i bogaty w argumentacji". Charakterystyka
ta to przecież wypisz, wymaluj Seweryn! Wspominając zatem naszego mistrza, eksperta i
naukowca, wyruszyliśmy w trasę. Dodać należy, że rano na wędrówkę zapowiadał się również
i Andrzej ale uzależnił to od zgody Uli. Oczywistym stało się, że się niestety nie pojawił.
To cenna nauka dla młodszych i samotnych członków naszego klubu, pragnących znaleźć "swoją
drugą połówkę". Mecenas zapewnia, że połówkę na trasie może chętnym zapewnić, natomiast
co do zasady partnerka życiowa jest wrogiem turystyki i zamiast wędrować woli np. sprzątać
i robić zakupy. Należy zawsze pamiętać znaną już anegdotę, gdy po 25 latach małżeństwa
smutny mąż rozmyśla, że gdyby zamiast się żenić, zabiłby tę zołzę i sekutnicę to akurat
wychodziłby na wolność.. Tak więc jedynie w 5 osobowym składzie wyszliśmy ze skrzyżowania
w Bydlinie, przemarznięci kierując się błotnistą drogą wzdłuż wschodniego brzegu Słupi na
północ. Przeszliśmy obok wysokiego, kamiennego muru a następnie krótko przez las, wychodząc
przy pierwszych zabudowaniach Niestkowa. Obejrzeliśmy zabytkowy dworek, ale nie było
warunków do podziwiania okolic, jako iż odtąd zaczęła się ekstremalna wędrówka.. Szliśmy
bowiem wprost pod silny wiatr który chłostał nas deszczem i gradem. Szybko każdy był
przemoczony i nasiąknięty wodą jak gąbka. Wprawdzie ratowaliśmy się regionalnym napojem od
sławnego Gumisia z Komnina, ale niewiele to pomagało. Po przejściu przez most na Słupi,
zakręciliśmy w Charnowie na południe, kierując się znakami żółtego szlaku. Wkrótce
weszliśmy w bukowy las, gdzie nad rzeką nastąpił krótki odpoczynek z przypomnieniem przygód
Krzyśka, które miał właśnie w tym miejscu. Krajobraz przypominał tu Bieszczady z uwagi na
pagórkowaty teren i bukowy las, rychło jednak wyszliśmy z lasu na drogę w Gałęzinowie.
Wprawdzie deszcz nieco zelżał ale wszyscy byliśmy zmoknięci. Zbliżała się godzina 12, więc
zeszliśmy z trasy na teren Doliny Charlotty gdzie postanowiliśmy obejrzeć karmienie fok.
Jako iż jedna z nich nazywała się Marcel, zainspirowało to Mecenasa aby po pokazie karmienia
fok urządzić pokaz pojenia kolegów, ustawiając ich w rzędzie i- tak jak treserka fok-
komenderując zamiast "Marcel, Wiking, Piotr- macie po rybie"- "Marcel, Artur, Jurek-macie
po kielichu"..J edynie Krzysiek był bardzo chory i nieszczęśliwy ale jego niespożyte siły i
energia sprawiły, że postanowił on wracać sam piechotą do Słupska. Reszta bowiem postanowiła
wracać do Słupska autobusem z Bydlina. Miło wspomnieć iż akces do klubu złożył Artur,
ale z uwagi na brak papieru i tym samym niemożność sporządzenia protokołu, oficjalne
przyjęcie nastąpi w terminie późniejszym. Jako iż wracaliśmy wcześniej niż planowaliśmy,
Marcel postanowił jeszcze spotkać się z Sewerynem a Mecenas z przyjaciółką- Stellą Sheep..