Data: 20.12.2014r
Trasa: Kępice- jez.Obłęskie- czarnym szlakiem- Korzybie 12 km
Prowadzący trasę: Krzysztof Łukowiec
Liczba uczestników: 5
Dzisiejsza wędrówka była faktycznie dla turystycznej "ekstremy" i doświadczonych
wyrypiarzy, bowiem z taką niesprzyjają marszom pogodą nie spotkaliśmy się od bardzo
długiego czasu. Ciągłe opady deszczu, zimno, oraz silny wiatr sprawiły, że tym razem
trudno było cieszyć się urokami krajobrazu. Porannym pociągiem o 7.40 ze Słupska
dojechaliśmy do Kępic w składzie: Marcel, Mecenas, najlepszy klubowy piechur Krzysiek
oraz Lider Klubu Seweryn, który przybył prosto z nocnej zmiany. Z uwagi na wypadek
kolejowy pod Lęborkiem na czas nie mógł dotrzeć Jurek z Redy, ale postanowił dotrzeć
do nas w późniejszym czasie. Kępice powitały nas ulewą i półmrokiem, po zrobieniu
zakupów w miejscowej "Biedronce" niechętnie wyruszyliśmy w drogę. Pierwszy odcinek
wiódł szosą asfaltową w stronę Obłęża, już po kilku minutach każdy z nas był mokry
jak po kąpieli, dlatego też gdy dotarliśmy nad jezioro Obłęskie urządziliśmy postój
pod wiatami koło jeziora. Tam Marcel znalazł na belce pełną puszkę piwa "Warka" co
wielce uradowało Seweryna.. Stopniowo zaczynało się rozjaśniać, a i deszcz zelżał,
więc w nieco lepszych humorach poszliśmy dalej, wkrótce skręcając z szosy na czarny
szlak wiodący drogą leśną aż do Korzybia. Po dojściu do rzeki Wieprzy musieliśmy jednak
zmodyfikować plany, bowiem drewniany most był w stanie szczątkowym i nadawałby się do
przejścia jedynie dla cyrkowców. Co prawda latem uczestnicy OWRP przeszli przez niego
ale wtedy było ciepło i sucho a i deski trwalsze, my jednak nie chcieliśmy ryzykować
dlatego zawróciliśmy i do Korzybia poszliśmy inną drogą. Wydawało się, że pogoda
poprawi się, bo nawet w pewnym momencie zaświeciło słońce, niestety w Korzybiu aura
była taka jak rano w Kępicach. Była dopiero godzina 12, nie za bardzo było jak spędzić
pozostały czas a do pociągu pozostało jeszcze ponad 3 godziny. Należało gdzieś się
schronić więc zasiedliśmy pod wiatą nad jeziorem Korzybskim. Mecenas zakupił chleb,
ser i śledziki, więc przystąpiliśmy do przedświątecznej biesiady. Wkrótce dotarł do
nas Jurek idąc w strugach deszczu brzegiem jeziora. Przyniósł on nie tylko jadło ale
i opłatek, którym podzieliliśmy się, życząc sobie kolejnych wspólnych wędrówek w
przyszłym roku. Wiata wprawdzie chroniła przed deszczem, ale nie przed zimnem i wiatrem,
więc Jurek czym prędzej wyjął stosowne specyfiki zaradcze i rozgrzewające, a i Mecenas
sięgnął po drewniany bukłak. Seweryn wygłosił szereg pogadanek naukowych, w szczególności
o finansach i spadkach, Krzysiek i Marcel grali w znalezioną nad jeziorem piłkę, a
do gry dołączył się z ochotą młody wilczur, którego zęby sprawiły, że szybko piłka
nie nadawała się do użytku. Mecenas z kolei udał się na miejscowy cmentarz by obejrzeć
stare nagrobki na wzgórzu. Tak powoli mijał czas, aż wreszcie doczekaliśmy odjazdu
pociągu, zmarznięci ale zadowoleni powróciliśmy do Słupska około godziny 16.