Data: 13-14.12.2014r
Miejsce: Ośrodek DAGMOR w Ustce
Liczba uczestników: 18
W ostatnich latach rocznice klubowe odbywały się w pensjonacie "Balaton" w Rowach,
gdzie na warunki, gościnność i jadło nie mogliśmy narzekać, niestety z uwagi na
zmianę dzierżawcy zmuszeni byliśmy poszukać innej "bazy". Z polecenia naszego kolegi,
sympatyka klubu, Artura "Dreadmana" z Ustki, zdecydowaliśmy się na wybór ośrodka
Dagmor państwa Góreckich, położonego w Ustce /zachodniej/ przy ul.Storczykowej 6. Na
ten weekend prognozy pogodowe przewidywały silny wicher, wprawdzie miał być nie taki
jak ubiegłoroczny huragan "Ksawery", ale i tak budziło to obawy co do organizacji
ewentualnych wycieczek czy też spacerów. Na szczęście okazało się, że aż tak źle nie
było, choć dzień był faktycznie chmurny i wietrzny. Jako pierwsi pojawili się w Ustce-
Luiza z Koszalina oraz Mecenas z Liderem Klubu Sewerynem. Ci najpierw odwiedzili
położony nieopodal ośrodka sklep "Żabka" w którym pracują obecnie nasze koleżanki,
znane z klubowego rajdu nocnego- Angela i Brygida, a następnie udali się do ośrodka
by witać gości i rozmieścić ich do pokojów. Stopniowo przybywali kolejni uczestnicy
imprezy- Józef Tadeusz Tokarz, prezes oddziału koszalińskiego PTTK, Marcel, Krzysiek,
Halinka, Ewa, Ula z Andrzejem, Marek z Teresą, zaś z Lęborka przyjechała sama doborowa
ekipa- Tadek Krawczyk, Irek Krawiec, legenda turystyki- Darek Olewniczak oraz "najlepszy
z najlepszych"- Janek Kiśluk /on niestety musiał na noc wracać do Lęborka co wszystkich
wielce zasmuciło, co widząc Janek postanowił czym prędzej przegnać te smutki/. Około
godziny 14ej Mecenas dał hasło do wymarszu do bunkrów "Baterii Blüchera", gdzie było
przewidziane zwiedzanie oraz wykład historyczny Marcina Barnowskiego. Bunkry tego dnia
zwiedzili nie wszyscy, bowiem dla niektórych były one doskonale znane, natomiast z
uwagą wysłuchaliśmy pogadanek historycznych gospodarza. W międzyczasie dotarł do nas
Grzesiek zaś już wieczorem na bazę dojechał Jurek z Redy. Spośród awizowanych uczestników
zabrakło jedynie Beaty i Roberta którzy dopiero tego dnia wracali z Włoch. Po powrocie
z bunkrów- już w ciemności, nastąpiło przygotowanie do części oficjalnej. O godzinie
17.30 prezes klubu /bardzo nie lubi jak na niego tak mówią,woli po imieniu- Paweł lub
ksywą- Mecenas/ otworzył obchody rocznicy klubu, w pierwszej kolejności witając
zgromadzonych klubowiczów i gości a następnie zwołując zebranie zarządu. Jednogłośnie
przyjęto postulat Andrzeja aby zebrania takie odbywały się raz w roku, na klubowych
rocznicach, przez aklamację poparto propozycję Mecenasa aby zwracać się do siebie po
imieniu a nie np. "kolego członku" czy "kolego numerze taki a taki na liście". Nagrodami,
z reguły książkowymi, uhonorowano zasłużonych turystów m.in.tytuł najlepszego piechura
roku uzyskał Krzysztof Łukowiec, a największy aplauz wzbudził album o przedwojennej
sztuce fotografii, który otrzymał Andrzej. Właśnie studiowanie historii Polski w owym
czasie pan doktor mu zalecił.. Następnie wystąpił Prezes Oddziału PTTK w Koszalinie,
Józef Tokarz, który pogratulował klubowi aktywności w turystyce pieszej i wręczył
pamiątkowy dyplom. Głos zabrali również przedstawiciele lęborskiego "Kahel Klubu",
wręczając upominki i życząc dalszej miłej i owocnej współpracy. Po części oficjalnej
miała miejsce kolacja "biesiadna" połączona z gawędami turystycznymi i śpiewograniem,
a z uwagi, że było z nami dwóch wybitnych gitarzystów- Tadek i Andrzej, wszyscy
dobrze się bawili. Brakowało nam tylko Janka i jego cudownego, niczym chóry anielskie,
śpiewu.. Impreza trwała do około 2 w nocy, a już o 9ej rano przewidziane było śniadanie.
Mimo wszystko wszyscy wstali wyspani i wypoczęci, poza Marcelem, gdyż ten, będąc
zakwaterowany z Sewerynem nie mógł się wyspać z uwagi na intensywny zapach skarpetek
/i nie tylko/ naszego eksperta i Lidera. W czasie śniadania Marek zadbał aby odbyło się
ono w turystycznym stylu, lecz nie siedzieliśmy tak długo jak ostatnio w Rowach gdyż już
po godzinie zaczęliśmy się rozjeżdżać, niektórzy udali się jeszcze do Swołowa na
przedświąteczny jarmark.