Data: 15.11.2014r
Trasa: Drzonowo PKP- Dyminek- bunkry Wału Pomorskiego- zielonym szlakiem- Dołgie-
na przełaj przez pola- Drzonowo- Drzonowo PKP 16 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński
Liczba uczestników: 4
Dzisiejsza wycieczka dobitnie pokazała, jakim utrudnieniem dla wędrowców jest
uzależnienie od środków lokomocji przy dalekich wyjazdach, tu: od pociągu relacji
Szczecinek-Słupsk, bowiem z uwagi na konieczność zdążenia z powrotem na godzinę
14.08 planowaną trasę musieliśmy skrócić, i ominęliśmy wieś Stępień z pięknym
zabytkowym kościołem z "pruskiego muru". Na poranny pociąg o godzinie 7.38 stawiło
się tylko dwóch klubowiczów z "żelaznej czwórki" stałych uczestników- Marcel i
Mecenas, jako iż Krzysiek zdawał egzaminy a Lider Klubu Seweryn po śmierci dziadka
opróżniał dziś jego mieszkanie z mebli i aparatury do produkcji napojów turystycznych.
Za to pojawiła się Wandzia z Rzuszczy (od indyków) oraz Marysia z Michałowa (od
prosiaczków). Miały one ze sobą zapasy swojskich produktów takich jak chleb z ziarnami,
smalec i pasztet. W Drzonowie na stacji wysiedliśmy o godzinie 9.16 i od razu
wyruszyliśmy na trasę. Szliśmy na południe leśną drogą, kierując się na miejscowość
Dyminek, do którego było ok.4 km. Dzień był pochmurny, szary i mglisty, była mżawka,
ale na szczęście intensywnie nie padało, po około godzinie marszu wyszliśmy z lasu
na pola pod Dyminkiem, a w samej wiosce zatrzymaliśmy się aby obejrzeć jedną z
największych atrakcji na trasie, a mianowicie ruiny dawnego kościoła ewangelickiego,
typu salowego, bezwieżowego ale i tak malowniczo się prezetującego pośród drzew i
chaszczy. Następnie zeszliśmy nieco z trasy aby zwiedzić stary cmentarz, po którym
pozostało co prawda niewiele, ale za to ciekawych nagrobków. Około 2 km za Dyminkiem
doszliśmy do linii bunkrów "Wału Pomorskiego" gdzie w jednym z nich zatrzymaliśmy się
na odpoczynek i posiłek, do którego Mecenas częstował rozgrzewającym i pokrzepiającym
szkockim napojem, który przydał się zwłaszcza Marysi, którą bolała noga, co utrudniało
jej marsz. Po odpoczynku w bunkrze szybkim marszem wyruszyliśmy na zachód, przeszliśmy
szosę "poznańską", wchodząc na zielony szlak i drogą z betonowych płyt doszliśmy do
wsi Dołgie. Tam, po sprawdzeniu mapy i czasu (była godzina 12a a do Stępnia jeszcze
5 km, skąd 7 km do Drzonowa) nastąpiła zmiana planów, aby zdążyć na pociąg musieliśmy
skręcić w prawo kierując się na Świerszczewo. Przez jakiś czas szliśmy drogą polną na
skraju lasu, potem jednak droga ta..skończyła się, a przed nami rozpościerały się
wielkie połacie pól ogrodzonych wysokim płotem z drucianej siatki. Na barki, a raczej
na głowy męskiej części grupy tj.Marcela i Mecenasa spadła konieczność utrzymywania
właściwego kierunku marszu (Marcel) oraz odnajdywania przejść w siatce (Mecenas).
Forsownie idąc po grząskim polu w końcu dotarliśmy do drogi Stępień-Drzonowo niedaleko
Świerszczewa, tam również drogę zagrodził nam płot, ale czołgając się niczym komandosi
pod siatką udało nam się przejść na szosę. Dalsza droga minęła już bez przeszkód,
rychło doszliśmy do Drzonowa, gdzie obejrzeliśmy neogotycki kościół, a ponieważ do
odjazdu pociągu, dzięki skróceniu trasy, mieliśmy jeszcze trochę czasu, postanowiliśmy
do spędzić przy jeziorze w Drzonowie, na ławeczce koło starych drzew z których jedno
na pewno przypadłoby do gustu Andrzejowi.. Wzmagał się zimny wiatr, więc szybko
doszliśmy do stacji, skąd odjechaliśmy do Słupska pociągiem o godzinie 14.08. Okazało
się, że zajęliśmy pusty, gdyż nieogrzewany wagon, ale dysponując odpowiednimi
specyfikami rozgrzewającymi, jazda do Słupska przebiegła miło..