Data: 02.11.2014r
Trasa: Słupsk stary cmentarz- Lasek Północny- dawny cmentarz ryczewski-
nasypem kolejowym- park "Stawy Klasztorne"- drogą strzelińską-
nowy cmentarz- pole konferencyjne przy ul.Dmowskiego 11 km
Prowadzący trasę: Krzysztof Łukowiec
Liczba uczestników: 4
W sobotę- tradycyjny dzień klubowych wędrówek przypadało Święto Zmarłych, dlatego
też wędrówkę przenieśliśmy na niedzielę. Choć miała ona miejsce w granicach
administracyjnych Słupska, okazało się, że nieco kilometrów przeszliśmy, więcej
niż się pierwotnie wydawało. Celem wycieczki było odwiedzenie słupskich cmentarzy,
w tym dniu nie w celu odwiedzin grobów bliskich, lecz aby obejrzeć historyczne
pomniki i nagrobki, ślad minionych czasów. Na zbíórkę przed główną bramą "starego"
cmentarza przy ul.Kaszubskiej w Słupsku, o godzinie 10.00 stawiła się "żelazna kadra"
klubowa, czyli Marcel, Mecenas, Krzysiek i Lider Klubu Seweryn. Na tym cmentarzu
zwiedziliśmy cmentarz żołnierzy radzieckich, oraz lapidarium składające się ze
starych krzyży i poniemieckich płyt nagrobnych. Ciekawostką były żołnierskie nagrobki
z czasów I Wojny Światowej. Po pewnym czasie opuściliśmy cmentarz, kierując się do
Lasku Północnego, zgodnie uznając, że wskazana jest nam samotność i zacisze lasu,tym
bardziej, że klubowicze uwielbiają pobyty na łonie natury i częsty kontakt z przyrodą.
Pierwszy odpoczynek nastąpił na dawnym, leśnym cmentarzu należącym niegdyś do Ryczewa,
który jakiś czas temu został uporządkowany siłami społecznymi. Poranny, mglisty i
szary świt powoli przeobrażał się w słoneczny dzień, co pozwoliło napawać się pięknem
bukowego lasu.Wyszliśmy na ulicę Kaszubską, kierując się następnie ulicą Sportową do
nasypu kolejowego. Nad strumykiem Seweryn wygłosił uczoną pogadankę hydrogeologiczną
o genezie wód powierzchniowych. Idąc ścieżką wzdłuż nasypu kierowaliśmy się w stronę
rzeki Słupi a następnie poprzez wiadukt nad ul.Bałtycką do ulicy Grunwaldzkiej. Miłą
niespodziankę stanowił telefon wykonany przez znanego Włocha i wielkiego przyjaciela
Seweryna- Martina Smuggia, który przedstawił nam alternatywne- poza wycieczkami
pieszymi- sposoby spędzania wolnego czasu. Po uzupełnieniu zapasów w sklepie przy
torach,podążyliśmy do parku "Stawy Klasztorne", w którym co prawda byliśmy na wiosnę,
ale zależało nam by podziwiać barwy jesieni w koronach starych drzew i popatrzeć na
pluskające w wodzie stada kaczek. Urok chwili zakłóciła nam jednak dyskusja małżeńska
toczona między parą siedzącą nieopodal, więc po mimowolnym wysłuchaniu soczystej i
jędrnej mowy polskiej wyruszyliśmy dalej. Przeszliśmy obok ciągle budowanego akwaparku,
kierując się na polną drogę do Strzelina, skąd po pewnym czasie skręciliśmy pod kątem
prostym w lewo, w stronę "nowego" cmentarza słupskiego. Celem naszym było odnalezienie
grobu zmarłej w tym roku przyjaciółki Krzyśka- Martyny Bolanowskiej, przeuroczej,
prześlicznej istoty, o długich, powiewających na wietrze włosach, śnieżnobiałych
zębach i głosie perlistym niczym dzwonki. Poza zaletami urody, cechowała ją
nieprzeciętna wiedza i inteligencja, tak, że nawet wszechstronnie wykształcony i oczytany
Krzysiek niejeden raz odczuwał różnicę intelektualną między nim a Martyną.. Jej grób
udało się szybko- acz przypadkowo- odnaleźć Mecenasowi, zapaliliśmy znicz, oraz
podjęliśmy decyzję aby jej pamięć uczcić nie tylko minutą skupienia. Z oczywistych
względów nie mogliśmy się skupiać w tłumie ludzi na cmentarzu, więc czym prędzej
podążyliśmy w stronę mety czyli "pola konferencyjnego" w pobliżu ul.Dmowskiego w Słupsku-
nazwa powstała od licznych, wieczornych konferencji jakie prowadzili Marcel z Sewerynem,
dyskutując o turystyce. Idąc skrajem brzozowego zagajnika doszliśmy do tego miejsca,
gdzie rychło Marcel przystąpił do rozpalania ogniska a Seweryn podążył po drzewo na
rozpałkę i po materiały konferencyjne. W promieniach zachodzącego słońca siedzieliśmy
w skupieniu i ciszy, wpatrując się w ciemniejące niebo, korale jarzębiny i złote liście
drzew. Wieczorny powiew wiatru zwiastował odchodzącą powoli jesień, podczas gdy Mecenas
z Sewerynem zdecydowali się już pożegnać i pójść do domu, Marcel z Krzyśkiem długo
jeszcze siedzili przy ognisku wspominając cudowną Martynę oraz analizując trasę, jak
również planując już coroczną wędrówkę na "Święto Gęsi" do Swołowa z nadzieją na
zakosztowanie domowych przetworów ze śliwek od brodatego Maćka z Bierkowa..