Data: 11.10.2014r
Trasa: Będziechowo PKS- Będziechowo- Drzeżewo- Lipno- Święcichowo- Mrówczyno-
Damnica 12 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński
Liczba uczestników: 6
Dzisiejsza wędrówka miała na celu poznanie dotychczas nieznanych miejscowości jak
Będziechowo i Lipno ale przede wszystkim podziwianie kolorowych barw jesieni,
liczyliśmy więc na słoneczną pogodę, tym bardziej, że prognozy wskazywały na deszcze
jedynie na zachodnim skraju Polski, od Szczecina do Gorzowa. W sobotni ranek okazało
się jednak, że dzień jawi się jako pochmurny i deszczowy- i tak niestety było do
końca.Tym większy szacunek dla tych, którzy zamiast siedzieć w domowych pieleszach,
zdecydowali się jednak powłóczyć się w deszczu i błocie. Ekipa wędrowców w składzie:
Marcel, Mecenas, Lider Klubu Seweryn, Kapitan Zbyszek zwany "Wielkim Lisem", Maryla
oraz Jurek z Redy, odjechała ze Słupska autobusem Nordexpressu w kierunku Główczyc o
godzinie 8:00 .Napotkaliśmy w autobusie Grześka Janusewicza, który niestety nie mógł
iść z nami bo szykował się na wieczorne zawody w szyciu beretów. Wysiedliśmy na
przystanku autobusowym Będziechowo, obok trasy dawnej linii kolejowej do Cecenowa,
skąd jednak do samej wioski był spory odcinek drogi. Mimo szarości i deszczu można
było podziwiać jesień w jej pełnej krasie, szliśmy szosą, na szczęście ruch
samochodów był niewielki, co pozwalało nam na obserwację przyrody. Niektórych
uczestników marszu zmartwił fakt iż sklep w Bedziechowie był zamknięty, ale rychło
pocieszył ich Mecenas, informując o czynnym sklepie w Święcichowie. Sprawiło to iż
Seweryn raźnym krokiem od razu ruszył w dalszą trasę a za nim podążyli inni. Szybko
znaleźliśmy się przy moście nad Łupawą w Drzeżewie, znanym nam chociażby z rajdu
"pachnącego śledzia" do Główczyc.Tam zatrzymaliśmy się na pewien czas i wpatrywaliśmy
się w powoli płynące wody Łupawy. Mijając znaki niebieskiego szlaku doszliśmy do
leśniczówki leśnictwa Lipno, a chwilę potem do małego leśnego cmentarza, z
charakterystycznymi ceglanymi filarami dawnej bramy.. Dokumentację fotograficzną jak
zwykle dokonali Kapitan i Maryla, w tym czasie Seweryn wygłaszał pogadankę polityczną
o wyborach samorządowych, a w dalszej części wędrówki, bojowymi okrzykami zagrzewał
drużynę Polski w piłce nożnej do boju z Niemcami. Za Lipnem należało znaleźć
odgałęziającą się od głównej trasy drogę do Święcichowa, co udało się dzięki analizie
mapy i terenu dokonanej przez Marcela i Jurka. Był to najciekawszy odcinek trasy-droga
wiodła płytkim wąwozem najpierw przez las a potem wśród pół, Marcel odnalazł też ślady
dawnego bruku. Wreszcie na horyzoncie pokazały się zabudowania Święcichowa, Seweryn na
ten widok " poleciał ptakiem" (co oznacza szybki marsz) w kierunku sklepu, ale najpierw
trzeba było zatrzymać się by obejrzeć ciekawy pałac i drzewa w parku pałacowym. Pod
sklepem nastąpił dłuższy postój w trakcie którego Kapitan opisywał swoje przygody z
rejsów po świecie, szczęśliwy Seweryn żłopał wielkimi łykami piwo, a Marcel niczym
wytrawny kiper degustując chmielowy napój, porównywał jego zalety do znanych marek piwa
i ocenił jego jakość-w konsekwencji nazwaliśmy to piwo "Czarem traktorzysty".. Czujny
Jurek, zawsze baczący na drogę i czas zorientował się, że niedługo ma pociąg do Redy
(a następny byłby za 4 godziny) więc w tempie Seweryna śpieszącego się do sklepu,
podążył do Damnicy, reszta szła wolniej a z uwagi na wzmagający się deszcz, znalazła
schronienie na przystanku w Mrówczynie. Słupszczanie mieli pociąg półtorej godziny
później niż Jurek, więc nie musieli się śpieszyć, po ustaniu deszczu już spokojnym
marszem doszliśmy do Damnicy, gdzie oczywiście należało obejrzeć zabytki- czyli pałac
(z osławioną palmą w środku) i kościół. Oczekiwanie na pociąg spędziliśmy na gawędach
o zbliżającym się lęborskim rajdzie "Liść Dębu", na który wybieramy się za tydzień..
Do Słupska wróciliśmy po godzinie 14-ej, nieco przemarznięci i zmoknięci, ale zadowoleni..