Data: 20.09.2014r
Trasa: Ustka port- brzegiem morza- Poddębie 12 km
Prowadzący: Paweł Skowroński
Liczba uczestników: 13
Miłe wrażenia z ubiegłorocznego rajdu nocnego sprawiły, że chyba pierwszy raz
od początku istnienia klubu nie mogliśmy przyjąć wszystkich chętnych z uwagi
na ograniczoną ilość miejsc noclegowych, a decydowała kolejność zgłoszeń.
Przykrość ta dotknęła m in tak wybitnych i lubianych w klubie turystów jak
Jurek z Redy czy Bagienna Wiedźma z Altherrschwanzdorf. Serdecznie ich
przepraszamy i zapraszamy na kolejne klubowe wędrówki. Na zbiórkę w sobotę
o godz 18:00 przed latarnią morską w Ustce stawili się: Marcel, Seweryn,
Alchemik, Kamila, Andrzej z Ulą, Wiesiek z Bożeną i Alicją, Margota, Brygida,
Angela oraz Mecenas- prowadzący i zarazem jubilat (kończył 49 lecie istnienia
żywota swego oraz 34 lecie działalności w turystyce pieszej kwalifikowanej).
Tak jak w ubiegłym roku pogoda dopisała, w promieniach zachodzącego słońca
powędrowaliśmy wybrzeżem morskim w stronę Rowów, zachwycając się pięknem
gasnącego dnia. Cicho szumiały fale i tylko sporadyczne krzyki mew oraz odgłosy
płynących w oddali kutrów zakłócały ciszę wieczoru. Grupa rozdzieliła się,
jako iż szybkie tempo marszu nadał Wiesiek, a początkujący jak Brygida i Angela
szli z tyłu. Andrzejowi, który poza osobistym bagażem musiał nieść gitarę,
wydatnie pomagali w tym Alchemik oraz Seweryn. Pierwszy postój miał miejsce
nad rzeczką Orzechówką, gdzie już okryły nas skrzydła nocy.. Konieczne było
wówczas skorzystanie z latarek, a prowadzenie przejął Mecenas, aby móc znaleźć
w ciemności wejście w górę klifu do Poddębia. Poza ciemnościami, zaczęło się
robić chłodno i wilgotno, (wilgoć ta skojarzyła się Andrzejowi z klimatem wąwozu
Homole) więc Mecenas z Andrzejem wnet wyciągnęli z plecaków drewniane bukłaki,
których zawartość wielce ucieszyła wędrowców i dodała im energii. Należało
uważać po drodze na zdradliwe strumyki które spływając z klifów przecinały plażę,
ale za to mogliśmy podziwiać rozgwieżdżone niebo z charakterystycznymi
gwiazdozbiorami letnimi nieba północnego jak Ursa Maior (Wielka Niedźwiedzica),
Cygnus (Łabędź), czy Lyra (Lutnia) z jasno świecącą na firmamencie Vegą.
Mecenasowi udało się znależć odpowiednie wejście, grupa się zebrała i wspólnie
weszliśmy do Poddębia. Podczas krótkiej drogi przez las słyszeliśmy
przekrzykujące się puszczyki które donośnie hukały po obu stronach wsi. Andrzej
wzdrygnął się bo zdawało mu się,ż e usłyszał :"Uhuhuhuhu..Uuu..Ula czuwa, Ula
czuwa" i zdawał sobie sprawę, że nie może zażyć tego lekarstwa które mu pan
doktor przepisał. Humor mu jednak przywrócił bukłak-pocieszyciel, i w wesołym
nastroju pojawiliśmy się na mecie- polu namiotowym "Mistral", gdzie już
oczekiwała na nas Krysia i gdzie dokonaliśmy rozkwaterowania. Do przyczepy
zajmowanej przez Angelę i Brygidę dokwaterowaliśmy mocarnego, rycerskiego i
przystojnego Seweryna, gdyż on jako jedyny zasługiwał na ten zaszczyt. Następnie
udaliśmy się do karczmy "U Julki" na kolację- pyszne zupy i pierogi, przy
okazji Wiesiek i Andrzej kibicowali reprezentacji Polski w siatkówce, która
akurat rozgrywała mecz z Niemcami. Brygida z Angelą zachwycały się ozdobnymi
i wielce dorodnymi kabaczkami, jednocześnie dokonując porównań z pewnymi
członkami ciała Seweryna. Po kolacji powróciliśmy na bazę, gdzie Marcel dokonał
nie lada sztuki rozpalając ognisko z mokrego drzewa. Po życzeniach dla jubilata
i obdarowaniu go praktycznymi prezentami, nastąpiło wielogodzinne śpiewogranie
przy ognisku. O ścianę lasu odbijały się dźwięki znanych piosenek turystycznych
m in "Lato pachące miętą", "Krajka", "Trzej wodzowie" i wiele innych. Ostatni
uczestnicy opuścili dogasające ognisko dopiero po godz. 4 rano a już ok 6ej o
dachy uderzyły gęste krople deszczu, tak jakby tej nocy odeszło lato. Na
szczęście rankiem powoli zaczęło się wypogadzać, po śniadaniu, ok godz 10-ej
zaczęliśmy się zbierać do wymarszu. Choć w samym Poddębiu świeciło słońce, to
morze i brzeg otuliła szara mgła, dzięki temu jednak było bardziej romantycznie
a i upał tak nie dokuczał. Obejrzeliśmy nowo budowaną kładkę nad jarem na
terenie dawnego Altstrand (dawne Poddębie), malownicze głazy na brzegu morza,
oraz resztki wraku kutra pod Orzechowem. Gdy słońce przebiło się przez fular
mgły a wiatr rozwiał jej resztki, zrobiło się ciepło, jakby powróciło lato.
Skusiło to Andrzeja i Mecenasa to zażycia orzeźwiającej kąpieli w morzu, z której
jednak szybciej wyszli niż weszli, gdyż woda była tak zimna, że- jak twierdzili-
zamarzały im "klejnoty męskie". To co miłe, szybko się kończy, powoli
rozchodzili się kolejni uczestnicy, jako ostatni z Ustki wyjechali przed 16ą
Marcel, Seweryn i Mecenas..