Data: 06.09.2014r
Trasa: Sycewice- d.PGR Ścienno- Gać- Swołowo- Bruskowo Małe- Bierkowo- Słupsk 22km
Prowadzący trasę: Marceli Piec
Liczba uczestników: 4
Na ulubioną i tradycyjną już imprezę "konkursu na nalewkę pomorską" w Swołowie, w
tym roku wybrało się tylko czterech ale za to doborowych piechurów i weteranów
wędrówek w osobach Marcela, Krzyśka, Mecenasa i Lidera Klubu Seweryna. Tym razem
nie wędrowaliśmy od ul.Dmowskiego tzw "książęcym traktem" lecz pojechaliśmy
autobusem Nordexpressu o godzinie 8.00 do Sycewic i stamtąd wyruszyliśmy na północ
aleją pośród starych drzew. Wybraliśmy tą trasę z uwagi na jej malowniczość, jako
iż poza wysokimi drzewami stopniowo zaczęły się pojawiać dzikie jabłonie i róże,
bzy głogi i jarzębiny, których owoce pięknie prezentowały się w słońcu, a także
można było ich zakosztować. Krzyśkowi smakowały jabłka, a Marcelowi słodki bez,
jedynie Seweryn nie degustował owoców bo były dla niego mało słone a jest on
miłośnikiem słonych potraw kuchni włoskiej. Przyglądaliśmy się oznakom
zbliżającej się jesieni, wspominając odchodzące lato, dziś jeszcze jakby na
pożegnanie lata dzień był słoneczny i ciepły, wędrowaliśmy bez pośpiechu jako iż
impreza w Swołowie rozpoczynała się dopiero o godzinie 11-ej. Na postojach Lider-
Seweryn zaproponował klubowiczom stabilizację osobistą i namawiał Mecenasa do
rychłego poślubienia Ani z Zawiercia. Ustalono w gronie klubowiczów, że odbędzie
się to wtedy, gdy sam Seweryn zawrze związek małżeński z przeuroczą Martiną Smuggia
z Rzymu. Na tym ślubie Marcel ma nieść welon, a Krzysiek zadbać by potrawy weselne
nie były zasolone, jak to zwykła czynić Martina w swoim menu.. Miło biegł czas na
pogawędkach i obserwacji przyrody, aż w końcu doszliśmy do Swołowa, żałując, że
już nie było na polu ulubionego przez nas stada kóz, zwłaszcza smutno było Mecenasowi,
gdyż już nie słyszał chóralnego powitania-"Mee-cek, mee-cek".. Humory jednak
rychło się poprawiły po dojściu na miejsce imprezy, gdzie od razu poznali nas
państwo Grocholscy, którzy po kilkuletniej nieobecności znów pojawili się na
festiwalu nalewek i od razu mogliśmy zakosztować ich produktów. Zajadaliśmy się
regionalnymi pierogami i bigosem, a także swojskim chlebem ze smalcem, oczywiście
zasadniczym jednak punktem programu była degustacja nalewek. W tym roku nie
uświadczyliśmy wspaniałej nalewki jabłkowej u Maćka- "Wielkiego Brymusznika" z
Bierkowa (zobowiązał się przyrządzić ją dla "Orłów" na Święto Gęsi) więc musieliśmy
poszukać innych nalewek w szczególności prawdziwie męskich.. Była zatem truskawkowa
i jabłkowa z innego stoiska, co też zainteresowało miejscowego kota
przechadzającego się..po stołach. Krzysiek od razu zauważył, że nie był to klasyczny
"kicki" tylko "wódecki"- z uwagi na chęć do trunków-prawdziwy kot radziecki. W samym
Swołowie nie siedzieliśmy zbyt długo, nauczeni doświadczeniem z ubiegłych lat i już
po 13-ej czujny Mecenas dał hasło do wymarszu. Mogliśmy zatem nie śpiesząc się
spokojnie wędrować do Słupska, znaną już przez Marcela na pamięć trasą od Bruskowa
Małego, przez pola i zagajniki, po nieraz zarośniętej i niewidocznej w terenie ścieżce.
Na postoju przed Bierkowem zorganizowano zebranie klubu w składzie: przewodniczący-
Krzysiek, zastępca- Mecenas, sekretarz- Seweryn i protokolant- Marcel. Poruszono
problem zużycia i tym samym niesprawności klubowej maskotki- krówki Daisy. W jawnym
głosowaniu jednogłośnie, bez głosów przeciwnych i wstrzymujących się uchwalono zakup
nowej maskotki-owieczki o imieniu Stella, na ten cel od razu fundusze wybulił Mecenas
a Marcel zamówił pożądany obiekt przez internet. Co prawda Stella nie potrafi gotować
ale z pewnością stanowić będzie uciechę i radość dla klubowiczów. Z Bierkowa szliśmy
już do Słupska szeroką drogą przez pola, a na skraju miasta Marcel ogłosił oficjalne
zakończenie wędrówki. Nieoficjalnie już Krzysiek udał się na kompleksową analizę
przebytego szlaku, a Marcel- na planowanie kolejnych klubowych rajdów. Już za tydzień
do Lęborka zaprasza Jan Kiśluk, więc z pewnością będzie nader przyjemnie..