Data: 07.06.2014r
Trasa: Smołdzino- czarnym szlakiem- czerwonym szlakiem- jez.Dołgie Wielkie- jez.Dołgie Małe-
zielonym szlakiem- brzeg morza- Rowy 16 km
Prowadzący trasę: Lider Klubu Seweryn Dzik
Liczba uczestników: 5
Planując na początku tygodnia wędrówkę po SPN nie wiadomo było jaka może być pogoda w sobotę,
tym bardziej, że ostatnio Polskę ogarnął front niżowy, dlatego też zaplanowaliśmy "rajd w
nieznane", a trasa była uzależniona od czasu i pogody. Na szczęście okazało się, że sobota była
ciepła i słoneczna, co pozwoliło m.in. na wędrówkę brzegiem morza. O godzinie 8.50 pojechaliśmy
autobusem Nordexpress do Smołdzina w składzie- Marcel, Mecenas, Margota, Lider Klubu Seweryn
oraz Ania z KTP "Ostańce" z Zawiercia. Gdy wysiedliśmy, błyskotliwy Lider Klubu Seweryn,
posiadający wybitną wiedzę geograficzną i orientację przestrzenną, bez pomocy mapy poprowadził
nas za znakami czarnego szlaku na północ, do skrzyżowania z głównym, oznaczonym na czerwono,
szlakiem SPN zwanym "szlakiem północnym". Skręciliśmy wówczas w lewo, na zachód, idąc przez
ciekawy las mieszany o podłożu zarówno piaszczystym jak i torfowym nad brzeg jeziora Dołgie
Wielkie. Tam na pomoście nastąpił krótki postój oraz sesja zdjęciowa Marcela i Ani. Seweryn
nawiązał kontakt z Kapitanem który akurat wrócił z Dubaju i zapowiedział się na przyszłą wędrówkę,
zaś inspirowany morskimi rejsami Mecenas nadał do Marcela sygnał "CQD" (wołanie o pomoc),
stanowiło to znak by Marcel podzielił się swoimi zapasami, gdyż z uwagi na obecność Ani, Mecenas
nie mógł ich osobiście zakupić (tak jak Andrzej przy Uli). Po spędzeniu miłych chwil nad jeziorem
Dołgie Wielkie podążyliśmy nad jezioro Dołgie Małe, nad którym Mecenas chciał się zaprzyjaźnić z
pełzającym nieopodal padalcem (wybitny biolog, Seweryn, zapytał- co ty tam masz "pedalca" czy jak
mu tam ?). Przestraszone zwierzątko jednak z rezerwą odniosło się do wędrowców i niczym po
zastosowaniu Enemy przez Luizę pozostawiło "pachnące ślady" na ręce Mecenasa, dlatego też ów bez
żalu, a klnąc jak szewc wnet go puścił. Podobnie jak nad poprzednim jeziorem ,również i nad
Dołgiem Małym spędziliśmy pewien czas na pomoście, napawając się urokiem okolicy, po czym
podążyliśmy zielonym szlakiem "łącznikowym" nad morze. Po dojściu na plażę, wspomnieliśmy
odbywającą się tu rok temu sierpniową imprezę pt. "Pławienie wleklaków" zorganizowaną przez Krzyśka
i po spożyciu posiłku podążyliśmy na zachód w stronę Rowów. Było upalnie i przyjemnie, aż chciałoby
się zażyć kąpieli, niestety, woda jeszcze była bardzo zimna i można było co najwyżej zmoczyć nogi,
co zachwyciło Anię. Bardziej jednak zachwyciły Seweryna piękne, morskie krajobrazy ok 2-3 km na
wschód od Rowów. Nasz Lider z otwartymi z zachwytu i szczęścia ustami mógłby chłonąć ten widok bez
końca, ale czas naglił (Ania miała o godzinie 17 pociąg do Zawiercia) więc musieliśmy szybkim tempem
dojść do Rowów. Tam, w portowej tawernie zjedliśmy obiad (smakowity smażony dorsz i łosoś),
napiliśmy się piwa i czekaliśmy na tatę Margotki, który potem odwiózł nas do Słupska. Pozostali w
Rowach najbardziej wytrawni piechurzy- Marcel i Seweryn, którzy postanowili jeszcze udać się do
Ustki, by do Słupska powrócić dopiero wieczorem.