Data: 31.05-01.06.2014r
Organizator: Marek Janusewicz
Trasa: Łeba- Żarnowska- Gać-Izbica 17 km
Izbica- Lisia Góra- Zgierz- Skórzyno- Główczyce- Klęcinko 12 km
Prowadzący trasę: Marceli Piec
Liczba uczestników: 30
Coroczny rajd klubowy "Wydma" stał się już niemal legendarną imprezą, cieszącą się
dużym zainteresowaniem pośród turystycznej braci, więc nic dziwnego, że w tym roku
frekwencja była wyjątkowo liczna. Ramy relacji nie pozwalają na wymienienie
wszystkich uczestników, więc wspomnimy tylko iż z klubowiczów udział wzięli m.in.
Marcel, Seweryn, Halinka, Teresa i Marek Janusewicz (organizatorzy), Andrzej, Ula,
Margotka. Z Koszalina dojechali- Luiza i Piotr "Złoty But", z Redy- niezawodny Jurek,
zaś Mecenas razem z Anią (KTP "Ostańce"z Zawiercia) przyszli trasą z Charbrowa
szlakiem kolei torfowej Krakulice. Lęborski "Kahel Klub" był reprezentowany przez
same sławy- Tadka, Ewę "Bagienną Wiedźmę", legendę turystyki- Darka Olewniczaka oraz
Janka Kiśluka "primus inter pares". Pojawiło się nadto szereg turystów indywidualnych
w tym "dziewczyny z Sądu" czyli Kinga, Malwinka i Kamila pod wodzą Grześka Janusewicza.
W rajdzie- na trasie rowerowej-uczestniczyła też grupa z klubu turystyki rowerowej
"Szprycha" ze Słupska. Główna trasa piesza wiodła żółtym szlakiem "Słowińców" z Łeby,
brzegiem jez.Łebsko do Żarnowskiej, a następnie leśną drogą do wsi Gać i potem do bazy
w Izbicy. Jak jednak wspomniano, wielu turystów szło innymi szlakami, a niektórzy z
uwagi na kontuzje dojeżdżali samochodami. Na bazie w Izbicy czekała smaczna zupa rybna
ze świeżo złowionych ryb z jez.Łebsko, a następnie udaliśmy się na mszę rybacką, którą
nad brzegiem jeziora odprawiał ks.Paweł z Główczyc. Nie sposób wyliczyć wszystkich
atrakcji jakie odbyły się wieczorem, ale należy wspomnieć o konkursie strzeleckim w
którym mistrzostwem błysnęli Szymek, Andrzej oraz Piotrek, pokazie pt. "ENEMA" (dzięki
uprzejmości Luizy) w wyniku którego Janek musiał na dwie godziny udać się do "świątyni
dumania", ogniskach- naszym oraz "rybackim" w których czynnie uczestniczył ks.Paweł, a
także o koncercie gitarzystów-Tadka i Andrzeja, trwającym przez całą noc. Tata Margotki
częstował wileńskimi specjałami, a zresztą nikt nie narzekał na brak jadła czy napitku.
Jedynym minusem imprezy było to, że dokuczały kąsające meszki, ale dzięki Uli (stosującej
metody chemiczno-opryskowe)oraz Szymkowi (metoda doustno-znieczulająca) nie przeszkadzało
to w biesiadzie i zabawie, która trwała aż do rana. Wiele zdarzyło się w tym czasie
przygód, m.in Seweryn, wrażliwy na kobiece wdzięki, po bezskutecznych próbach zapoznania
się z którąś z dziewczyn w końcu zmęczony pomylił pokoje i znalazł się z..Jankiem. Na
szczęście Janek to nie Martin Smuggia z Rzymu i zniósł wizytę nieproszonego gościa z
opanowaniem, więc nasz Lider mógł się wyspać. Gdy jedni o poranku już wstawali (Mecenas)
to inni dopiero się kładli, dlatego też wspólne śniadanie mogliśmy spożyć dopiero około
godziny 10.00. Z uwagi na obowiązki, większość uczestników udała się do domów rozmaitymi
środkami lokomocji, a na trasę do Główczyc wyruszyła tylko piątka "nieśmiertelnych"
(których nie zmogły trudy imprezy)- Piotr "Złoty But", Mecenas, Ania z Zawiercia i Mieszko,
prowadzeni przez Marcela. Była piękna, słoneczna pogoda, której towarzyszył lekki wiaterek,
więc raźnym krokiem znacznie uszczuplona grupa wędrowców szybko przeszła trasę do hacjendy
"U Benka" w Klęcinku, gdzie oczekiwała już Teresa i kiełbaski z grilla. Wkrótce pojawił się
też Marek, który z Marcelem i Mecenasem dokonał reminiscencji rajdu... Z inicjatywy Marka na
czerwiec zaplanowaliśmy wędrówki -do Michałowa na pieczonego dzika oraz na rajd "kawy
penitencjarnej" połączony z uroczystym otwarciem tarasu na hacjendzie.. Co miłe, szybko się
kończy, dlatego o godzinie 17-ej musieliśmy udać się na autobus do Słupska..