Data: 17.05.2014r
Trasa: Zieliń- Gumieniec-Bronowo (pieszo)- Barcino- Mielęcino- Korzybie (drezynami) 23 km
Prowadzący trasę pieszą: Paweł Skowroński
Liczba uczestników z Orłów: 6
Od pewnego czasu pasjonaci kolejnictwa ze stowarzyszenia Aktywne Pomorze utworzyli Słupską
Powiatową Kolej Drezynową i zajmują się m.in. reaktywacją dawno nieużytkowanej linii
kolejowej nr 212 do Bytowa, na razie na odcinku Korzybie-Zieliń. Już w ubiegłym roku jesienią
mieliśmy okazję przejechać się drezynami w Korzybiu z okazji mistrzostw Polski w grzybobraniu.
Trwało to jednak krótko, bowiem drezyny były przeznaczone do podwiezienia grzybiarzy z Poznania,
dlatego też od dłuższego czasu planowaliśmy zorganizowanie imprezy w której wędrówka piesza
byłaby połączona z przejażdżką drezynami głównie dla członków i sympatyków naszego klubu.
Dzięki uprzejmości Piotra Rachwalskiego z SPKD (który kilka razy gościł nas w swoim młynie we
Wrzącej) impreza ta mogła dojść do skutku. Sam patron nie mógł być na niej obecny, lecz dzielnie
zastąpili go Tomek i Marcin. Grupa "Orłów" w składzie- Marcel, Mecenas, Krzysiek, Marek, Lider
Klubu Seweryn oraz Jurek z Redy autobusem Nordexpress o godzinie 8.15 wyjechała ze Słupska do
Zielinia, zapamiętanego przez nas jako miejsce rezerwatu-torfowiska. Tym razem nie zachodziliśmy
tam lecz od razu skierowaliśmy się leśną drogą w stronę linii kolejowej. Tory były porośnięte
trawą, ale na początku wędrówka nie sprawiała kłopotów dopóki nie dotarliśmy do wiaduktu nad rzeką
Bystrzenicą. Można było co prawda po nim przejść po kilkunastu położonych na nim deskach, lecz
ich ilość i jakość a także wysokość mostu, sprawiały iż taka przeprawa stawała się niemałym
wyczynem. Zdecydował się na to nieustraszony Jurek z Redy, za którym z desperacją podążyli Mecenas
z Krzyśkiem i Marcelem. Seweryn z Markiem zdecydowali się natomiast..forsować rzekę wpław, co
okazało się być poważniejszym problemem niż przejście mostu, tym bardziej, że wczoraj Marek przebił
sobie stopę i szedł jedynie dzięki samozaparciu i chęci uczestnictwa w ciekawej przygodzie. W końcu
jednak grupa się zebrała i w komplecie wyruszyła w dalszą drogę. Wędrówka po torach pokrytych
tłuczniem nie była łatwa, dlatego też nieraz korzystaliśmy z równolegle biegnących dróg, poza
Mecenasem, który uznając iż masaż stóp dobrze wpływa na zdrowie, szedł cały czas po nierównym
podłożu. Niezależnie od trudności marszu, z drugiej strony dopisywała pogoda, gdyż mimo iż w całej
Polsce padało, na Pomorzu świeciło słońce. Obserwowaliśmy świat przyrody-różnoraki krajobraz, na
który składały się wilgotne lasy mieszane z wąwozami i strumieniami, szerokie pola mieniące się
odcieniami wiosennej zieleni, oraz bociany,sarny i zające. Po przejściu kilku kilometrów doszliśmy
do Gumieńca gdzie obejrzeliśmy dobrze zachowany, ciekawy dworzec kolejowy. Następnym przystankiem
na trasie po okołó 3 km od Gumieńca, było Bronowo. Tam czekali już na nas Tomek i Marcin oraz
pociąg złożony z lokomotywy-maluchozyny Fiat 126 P, oraz dwóch "wagonów" tj.odkrytych drezyn, z
których jedna była "kiwajką" (poruszaną ręcznie). Zabrakło niestety samobieżnej drezyny DS-001,
która była w remoncie. Po krótkim odpoczynku, zasiedliśmy na ławkach i pociąg ruszył..bynajmniej
nie jak żółw ociężale, ale szybko. Jazda sprawiała niesamowitą frajdę, bo "wagony" kiwały się i
podskakiwały, ostrożność musieli tylko zachować Krzysiek i Mecenas gdyż jechali oni z tyłu na
drezynie "kiwajce", której rączka w trakcie jazdy intensywnie poruszała się z przodu do tyłu i można
było oberwać nią po głowie albo i niżej, co byłoby bardziej bolesne. Przy przejazdach przez szosę
oraz dojeździe do Barcina, Krzysiek donośnym trąbieniem oznajmiał jazdę pociągu. W Barcinie nastąpił
długi popas przy dworcu, Jurek z Mecenasem wybrali się na zwiedzanie Barcina (kościół, dawny szpital,
oraz ładnie odnowiony pałac), a reszta rozpalała ognisko. Przy ognisku i kiełbaskach miło płynął
czas, plecaki stawały się lżejsze, a kto się nudził, mógł poćwiczyć swoje siły na drezynie kiwajce,
w czym uczestniczyła też bratowa Mecenasa- Ania (nie mylić z Anią z Zawiercia), która wraz z dziećmi
przyjechała do Barcina. Na pamiątkę ciekawej imprezy na ręce Tomka z SPKD klubowicze złożyli album
o lokomotywach i powoli zebraliśmy się do odjazdu. Pociąg drezynowy zawiózł nas do Korzybia aż do
zaasfaltowanego przejazdu przez szosę. Tam powitała nas wesoła starsza pani, od razu pytając "hej,
wódkę macie ?" i szukała kawalerów dla swojej wnuczki, co wzbudziło zainteresowanie Krzyśka i
Seweryna. Do czasu odjazdu pociągu do Słupska ("normalnego" a nie drezynowego) pozostało jeszcze
sporo czasu, więc udaliśmy się nad jezioro, gdzie pod wiatami dyskutowaliśmy na tematy turystyki
pieszej oraz o rajdzie "Wydma" w dniu 31.05., gdzie pojawią się też zaproszeni goście z lęborskiego
"Kahel Klubu" z Janem Kiślukiem i Darkiem Olewniczakiem (legendami turystyki) na czele, oraz ze
słupskiego klubu turystyki rowerowej "Szprycha". Na razie postanowiliśmy wybrać się za tydzień na
ekstremalny rajd przyrodniczy po torfowiskach w okolicach Karwicy, prowadzony jak zwykle przez Ewę
"Bagienną Wiedźmę" z Altherrschwanzdorf w Niemczech, zaś Marek organizuje w czerwcu rajd "kawy
penitencjarnej" połączony z uroczystym otwarciem tarasu na hacjendzie "U Benka" w Główczycach..
Po dyskusji udaliśmy się na pociąg odjeżdżający do Słupska o godzinie 15.21, w Słupsku się rozstaliśmy,
Seweryn udał się do dziadka nastawić aparaturę do produkcji napojów, a najbardziej aktywni piechurzy-
Marcel i Krzysiek poszli jeszcze na trasę w okolicach miasta by opróżnić plecaki do końca..