Data: 12.04.2014r
Trasa: Karżcino- Redwanki Machowinko- folwark Agata- brzeg morza- Ustka 24 km
Prowadzący trasę: Marceli Piec
Liczba uczestników: 5
Ostatnie, wyczerpujące siły klubowe wędrówki spowodowały, że spora część
klubowiczów pozostała w domach by regenerować organizmy. Dlatego też na
poranny autobus odjeżdżający o 8.50 stawili się tylko- Marcel, Mecenas,
Lider Klubu Seweryn, Jurek z Redy oraz uczestnicząca po raz pierwszy w
klubowej wędrówce Brygida, mająca ze sobą "to co pan doktor Andrzejowi
przepisał". Wędrówkę rozpoczęliśmy w dobrze nam znanym Karżcinie, skąd
skierowaliśmy się na północny zachód w stronę wsi Redwanki. Piaszczysta
droga przez las została wyłożona płytami "jumbo" więc maszerowało się
szybko i przyjemnie, jako iż Seweryn wygłaszał szereg pogadanek naukowych
a Brygida opisywała piękno Czarnej Afryki. Po przejściu 4 km, na skraju
Redwanek skręciliśmy w prawo na drogę do Machowinka. Tam obejrzeliśmy XIX
wieczny pałac i urządziliśmy odpoczynek przy Sklepie. Należało bowiem
spożyć drugie śniadanie, a Seweryn musiał uzupełnić zapasy napojów którymi
sowicie pokrzepiał się w trasie. Z kolei Mecenas musiał przeobrazić się w
krawca jako iż rozerwały mu się spodnie w pewnym nieciekawym miejscu i
należało szybko je zaszyć. Pojawiło się słońce, wyszliśmy na pola, zgodnie
z zapowiedzią mieliśmy możność obserwacji śladów wiosny, były już kwitnące
rośliny i drzewa oraz ptasi chór, przez który przebijał się żurawi klangor.
Doszliśmy na teren dawnego folwarku Agata, okazało się, że postały z niego
jedynie resztki kamieni. Starą, grząską i zarośniętą drogą udaliśmy się z
terenu folwarku nad morski brzeg. Wchodząc do lasu, weszliśmy w tuman mgły,
która towarzyszyła nam już do końca wędrówki. Do Ustki szliśmy cały czas
plażą, zgodnie uznając, iż wędrówka we mgle jest bardziej ciekawa i
romantyczna niż w blasku słońca. Na czoło jak zwykle wysforował się Jurek,
gdyż musiał zdążyć na pociąg, reszta spokojnym marszem podążała, miło gawędząc
i nawiązując kontakt na Facebooku z Kapitanem, przebywającym w tej chwili w
Iranie, ale tęskniącym za wędrówkami z "Orłami". Mecenas częstował wiśniową
nalewką od Ani z Zawiercia, która wszystkim bardzo smakowała gdyż była
wyjątkowej mocy. Powoli doszliśmy do Ustki, należało tylko uważać przy
przekraczaniu rzeczki Orzechówki by się nie zamoczyć, ale pomoc zgrabnego i
sprawnego niczym gazela Seweryna pozwoliła wszystkim przejść bez przeszkód.
Ponieważ nikomu poza Jurkiem się nie śpieszyło, postanowiliśmy odwiedzić
ulubione bunkry baterii Blüchera w Ustce do których doszliśmy przez otwartą
kilka miesięcy temu kładkę. Tak zostaliśmy powitani przez gospodarza- Marcina
Barnowskiego, posililiśmy się grochówką, wypiliśmy kawę, zaś Brygida z
Marcelem udali się na zwiedzanie bunkrów, podczas gdy Seweryn z Mecenasem
wysłuchali pogadanki historycznej Marcina. Gościnny gospodarz podwiózł nas
swoim wojskowym "Kübelawagenem" do kładki, skąd udaliśmy się wzdłuż kanału
portowego do przystanku autobusowego. Do Słupska powróciliśmy jednak nie
autobusem, ale samochodem kolegi Brygidy. W Słupsku byliśmy od godziny 19-ej,
zadowoleni z udanej wędrówki..