Data: 15.03.2014r
Trasa: Kępka PKP- Warcino- Osowo- jez.Lewarowe- jez.Łętowskie- Korzybie 23 km
Prowadzący trasę: Marceli Piec
Liczba uczestników: 3
Na ostatnich kilku wędrówkach mieliśmy piękną pogodę i radowaliśmy się oznakami
zbliżającej się wiosny. Tym razem jednak sprawdziło się stare porzekadło- "w marcu
jak w garncu". Nadszedł z zachodu chłodny front atmosferyczny z opadami deszczu i
bardzo silnym wiatrem. Nie można było zatem liczyć na dużą frekwencję na wędrówce,
gdyż rozsądni ludzie przy takiej pogodzie powinni siedzieć w domu. Tak więc jedynie
trójka klubowych aktywistów w osobach Marcela, Mecenasa i Lidera Klubu- Seweryna
pojawiła się rano na dworcu PKP, by pociągiem o 7.40 odjechać do stacji Kępka.
Szacunek należy się zwłaszcza Sewerynowi, który na pociąg przyszedł zmęczony prosto
z nocnej zmiany. Z kolei Mecenas był kontuzjowany po nocnym pościgu za złodziejem
paliwa, bolały go kolana i łokcie, dlatego też opiekuńczy Marcel dbał na trasie o
ukojenie jego bólu, skutecznie go znieczulając. Po wyjściu z pociągu mieliśmy
przedsmak tego co nas czekało na trasie, wiatr wiał prawie z intensywnością zimowego
huraganu "Ksawery". Wysokie drzewa gięły się niczym trzciny, na ziemię spadały
gałęzie. Mimo wszystko, idąc do Warcina lasem nie odczuwało się aż tak bardzo wichru,
co się zmieniło na odcinku trasy do Osowa. Po przejściu około 4 km doszliśmy do
znanego już nam Warcina. Nowością jednak był odrestaurowany, piękny kościół
poewangelicki o budowie ryglowej, przeniesiony z Ciecholubia. Pod wiatą, w parku
pałacowym, obok cmentarza psów Bismarcka nastąpił pierwszy postój na drugie śniadanie
oraz toast za zdrowie małego Antoniego, wnuka Marka i Teresy Janusewiczów, który
urodził się kilka dni temu. Po wyjściu z parku, nastąpił najtrudniejszy fragment
trasy- przejście śródpolną aleją pośród starych drzew do Osowa. Trasa owszem
malownicza i niedługa (ok.2 km), ale po odkrytym terenie wprost pod zimny i mocny
wiatr. Dlatego też w Osowie nastąpił kolejny odpoczynek, na przystanku autobusowym,
tym bardziej konieczny, gdyż z nieba sypnęło gradem. Na szczęście opad gradu szybko
ustał, obejrzeliśmy zabytkowy XVI-wieczny kościół oraz położony obok stary cmentarz,
po czym skręciliśmy na północ i nadal walcząc z wiatrem doszliśmy do lasu. Odtąd do
Korzybia wędrowaliśmy już przez las, osłaniający przed podmuchami wiatru, a po
pewnym czasie nawet pojawiło się słońce i zrobiło się cieplej. Szliśmy przez wielkie
kompleksy leśne, granicą województw, klucząc po licznych, krzyżujących się i mylnych
drogach. Gdyby nie GPS Marcela oraz błyskotliwość i zmysł orientacyjny Seweryna
moglibyśmy nieraz zmylić drogę. Omijając z prawej strony jeziora- Lewarowe i Łętowski
doszliśmy do szerokiego, piaszczystego traktu, prawdziwej "leśnej autostrady", która
wiodła aż do krzyżówki z drogą Korzybie-Łętowo. Po drodze przecięliśmy wąwóz dawnej
linii kolejowej Korzybie-Polanów z ciekawym mostem, i idąc cały czas na północ
doszliśmy do wspomnianej już krzyżówki dróg. Niedaleko był już drewniany most na rzece
Wieprzy, chylący się ku ruinie, także należało zachować należytą ostrożność przy
przechodzeniu po spróchniałych, chybotliwych deskach. Stamtąd było już niedaleko do
Korzybia, w którym czekaliśmy na pociąg planowo odjeżdżający o 15.28. O tej godzinie
okazało się jednak, że nadal stoi on na stacji w Miastku a do Korzybia dojedzie może
za godzinę. Widząc frustrację kolegów, mądry Marcel czym prędzej podążył do sklepu..
Po jego powrocie, już rozlużnieni wędrowcy snuli gawędy turystyczne. Seweryn wygłaszał
swoje pogadanki naukowe, Marcel omawiał najnowsze filmy kinematografii włoskiej zaś
Mecenas- nawiązując do wietrznej aury- wspominał żeglarską przygodę kolegi. Tęskniliśmy
za naszym klubowym kolegą, Andrzejem, przewodnikiem górskim, który prowadził wycieczki
zwłaszcza do Wąwozu Homole i żałowaliśmy, że nie mógł dziś z nami być. Na gawędach
miło płynął czas, w końcu wreszcie pojawił się pociąg, którym powróciliśmy do Słupska.