Data: 08.03.2014r
Trasa: Biesowice PKP- Biesowiczki- Przyjezierze- Lipnik- jez.Nakło- Bąkowo-
Trzebielino 19 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński
Liczba uczestników: 5
W tą sobotę przypadał Dzień Kobiet i być może dlatego był on tak ciepły i przyjemny.
Sygnały wiosny pojawiały się już od kilku tygodni, ale teraz można śmiało stwierdzić,
że nadeszła ona w całej krasie (choć jeszcze kwiaty nie kwitną). Na dzień dzisiejszy
mieliśmy przewidziane kilka wariantów tras, w zależności od pogody, ponieważ jednak
było ciepło i słonecznie, wybraliśmy wariant zasadniczy- z Biesowic do Trzebielina.
Do Biesowic dojechaliśmy regionalnym pociągiem odjeżdżającym ze Słupska o 7.46, w
składzie: Marcel, Mecenas, Krzysiek, Kapitan i Luiza z Koszalina, wszyscy już ubrani
"po wiosennemu" ale odpowiednio zaopatrzeni na drogę, gdyż sklepów na trasie nie było.
Co prawda Luiza nie przywiozła "Rectanalu", ale i tak z uwagi na nieobecność Seweryna
okazałby się on zbędny. Nasz ulubiony Lider Klubu nie mógł uczestniczyć z wędrówce,
gdyż czekał go nader pracowity dzień. Rano- zakup 10 kg cukru i pomoc dziadkowi, a
następnie- wyjazd do Rumii by zaopiekować się małym Marcinkiem, którego mama wyjechała
do Włoch. Marcinek jest nader kapryśnym i wymagającym chłopcem, każdego wieczoru należy
dla niego przygotować pełną buteleczkę i laleczkę, czego się podjął ofiarny Seweryn.
Brakowało nam na trasie jego uczonych pogadanek, na szczęście zastąpił go Kapitan, który
tym razem opowiedział nam o urokach Tajlandii i pięknie tamtejszych dziewczyn, które są
wręcz doskonałymi istotami- tam gdzie trzeba- miękkie a w innym miejscu- twarde, co by
bardzo odpowiadałoby Sewerynowi. Po wyjściu z pociągu w Biesowicach najpierw poszliśmy
szosą na południe z stronę Ciecholubia, by po ok kilometrze skręcić na wschód. Doszliśmy
do Biesowiczek i mostu na rzece Wieprzy, a następnie, idąc malowniczą drogą wśród
starych drzew do małej miejscowości Przyjezierze położonej nad jeziorem o tej samej
nazwie. Tam,na leśnym parkingu urządziliśmy dłuższy postój na drugie śniadanie, w trakcie
którego odwiedził nas ładny i miły kotek. Rychło ochrzczony mianem "Kajtka". Marcel i
Mecenas podzielili się z Kajtkiem swoimi zapasami, co skutkowało tym, że potem kotek
wędrował z nami szereg kilometrów, aż do Trzebielina. Po postoju podążyliśmy nadal na
wschód za drogowskazem "Lipnik 4 km", asfaltowa szosa stawała się coraz bardziej wąska i
dziurawa, w końcu dotarliśmy do rzeczonego Lipnika, gdzie były już tylko resztki
fundamentów po dawnym PGR-ze. Miejsce jednak było urokliwe więc wykonaliśmy tam
pamiątkową wspólną fotografię. Niedaleko od Lipnika odnaleźliśmy śródleśne, ciekawe
jezioro o nazwie Nakło, które wzbudziło zainteresowanie zwłaszcza zapalonego wędkarza-
Kapitana. Tafla jeziora pokryta była lodem, lecz już tak cienkim, że nawet najodważniejszy
w klubie "eksplorator" Krzysiek, nie miał ochoty po nim spacerować. Od Nakła szliśmy kilka
kilometrów leśną piaszczystą drogą do skrzyżowania z drogą Trzebielino-Bronowo. Przecudnie
prezentowały się tam, rozległe niczym jeziora, rozlewiska, po których pływały łabędzie.
Sielankowy widok, którym niestety nie mogliśmy się długo napawać gdyż czas naglił, bowiem
autobus z Trzebielina do Słupska mieliśmy o 13.05. Przed nami ponad 5 km, a do odjazdu
autobusu godzina. Mecenas "wrzucił piąty bieg" i pociągnął grupę za sobą. Leśna droga
przeobraziła się w asfaltową, więc można było iść szybko. Minęliśmy małą osadę Bąkowo i w
ostatniej chwili zdążyliśmy na autobus. Nie dotyczyło to Marcela i Krzyśka, którzy
postanowili nie pędzić, lecz napawać się pięknem otoczenia. Nie dziwi to, gdyż zwierzyna
obudziła się ze snu zimowego, las tętnił ptasim śpiewem, na polach pojawiło się pełno
żurawi oraz stada saren. Luiza jednak musiała zdążyć do Koszalina na dyżur nocny dlatego
też z Kapitanem i Mecenasem odjechała o 13.05, zaś Krzysiek z Marcelem dopiero kilka
godzin póżniej, na wieczorną konferencję z prof.Czesławem Gorczycą, poświęconą turystyce
pieszej.