Data: 22.02.2014r
Trasa: Karżcino- Kępno- Wrzeście- Bukówka- Żydzino- Jezierzyce- Lasek Północny-
Słupsk 20 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński
Liczba uczestników: 11
Piękna, prawie wiosenna pogoda i liczna frekwencja sprawiły że dzisiejsza wędrówka
była nader przyjemna i można powiedzieć, że już wiosenna o czym świadczyła nie
tylko temperatura otoczenia ale i inne ślady zbliżającej się wiosny- rozśpiewało się
ptactwo a na polach słychać było też klangor żurawi. Do znanego już autobusu
Nordexpress linii Słupsk-Smołdzino, odjeżdżającego 8.50 wsiedli- Jurek z Redy, Mecenas,
Maryla, Szymek, oraz dawno nie widziany, ale zasłużony dla klubu Robert z Koszalina
(on to zajmuje się projektowaniem i promocją szeregu odznak turystycznych dzięki czemu
nasz klub jest znany w całej Polsce). Na ul. Kaszubskiej dosiedli się Andrzej z Ulą,
z kolei do Karżcina doszli piechotą Krzysiek i jego kolega Artur, a we Wrześciu
dołączyli Teresa i Marek z termosem "kawy penitencjarnej". Spośród stałych uczestników
klubowych wędrówek zabrakło tylko Marcela, który dziś- wspólnie z koleżanką z Koszalina-
zajmował się opracowywaniem nowych metod hodowli zwierząt w myśl aktualnych dyrektyw
unijnych. Jak bowiem wiadomo, Unia zaleciła kupować zabawki dla zwierząt hodowlanych, co-
zdaniem unijnych eskpertów- ma odstresować zwierzęta i sprawić, że lepiej będą się czuły.
Taki nakaz dotyczy już trzody chlewnej, natomiast koleżanka Marcela przedstawiła
praktyczne działania hodowców koni i kucyków podjęte w celu zapewnienia rozrywki tym
sympatycznym zwierzętom. Trudno w tym przypadku kupować kucykom jakieś zabawki, tak jak
kotom, psom i prosiakom. Hodowca kucyków musi zatem osobiście zaangażować się w
dostarczanie rozrywek swoim pupilom i właśnie taka metoda została przedstawiona na
dostarczonym Marcelowi filmie szkoleniowym. Do dalszych eksperymentów w tym zakresie
prezes klubu wytypował znanego miłośnika zwierząt- Krzyśka Łukowca, propozycja ta została
jednogłośnie przyjęta przez zarząd klubu.. Z Karżcina podążyliśmy drogą na wschód przez
pola. Do beczki miodu łyżka dziegciu- choć wędrówka była bardzo przyjemna to stan dróg
wprost przeciwnie, często błoto i kałuże utrudniały marsz i nakazywały obejście trudnych
odcinków. Zatem mozolnie, choć w malowniczym krajobrazie (ciekawa była zwłaszcza droga
wśród starych wierzb) doszliśmy do Kępna. Tam Szymek, posługując się otrzymanym dziś
prezentem od Ani z Zawiercia, wydał panom polecenie służbowe, a ponieważ poleceniom
funkcjonariuszy należy się podporządkować i je wykonać, panowie, z Mecenasem na czele
rychło i z ochotą je wykonali. Do Kępna szliśmy już bez przeszkód,podziwiając w lesie po
lewej stronie drogi żeremia i tamy bobrowe.We Wrześciu napotkaliśmy Teresę i Marka,
którzy od kilku dni z niecierpliwością oczekiwali chwili gdy zostaną dziadkiem i babcią,
postanowiliśmy zatem już we Wrześciu świętować tą zbliżającą się chwilę. Nastąpił zatem
dłuższy postój z "kawą penitencjarną" i ciastem (od Roberta). Miło się biesiadowało,
jednak trzeba było w końcu ruszyć dalej. Na trasie do Bukówki znów błoto, więc grupa się
rozciągnąła. Jak zwykle na czele znalazł się Jurek, z energią ciągnęli do przodu Krzysiek
i Artur, zaopatrzeni w nowe paliwo w sklepie we Wrześciu. Kolejny postój miał miejsce
przy parku pałacowym w Bukówce, odbyły się "warsztaty plenerowe" i gawędy turystyczne.
Andrzej przywołał wspomnienia gór, pięknych nawet przy zimnym wietrze i deszczowej
pogodzie, gdzie można się zachwycać nawet zwykłym ziarnem kawy. Szymek opowiadał żywoty
świętych a zwłaszcza jednego Świętego. Marek tłumaczył nieobecność Grześka wczorajszym
intensywnym wieczornym rajdem pieszym w którym wziął aktywny udział, ale przy tym bardzo
się zmęczył. Mecenas z Robertem, który jak wiemy pochodzi z Pruszkowa, omawiali projekty
nowych programów artystycznych- "Kawa czy herbata, Masa czy Kiełbasa", programy dla dzieci
- "Kajtek czarodziej", "Kasztaniaki, genejaki i bryndziaki", oraz praktycznego zastosowania
parasola na wędrówkach pieszych. Po postoju skierowaliśmy się boczną drogą do dawnego folwarku
Seddin (Żydzino) po którym pozostała już tylko obora z czerwonej cegły. Odtąd zaczęły się
tereny dawnej bazy sterowców- Zeppelinów w Jezierzycach, posługując się książką Marcina
Barnowskiego "Boskie Cygara" odszukiwaliśmy i oglądaliśmy dawne lądowisko, słupy ogrodzenia,
hale naprawcze, budynki dawnych koszar oraz największą ciekawostkę- bunkier amunicyjny,
gdzie bez obecności pań, które pozostały na zewnątrz, mogliśmy spokojnie penetrować podziemia
bunkra. Po dojściu do "starych" Jezierzyc gdzie obejrzeliśmy ciekawy pałac oraz zabytkowe
cisy, musieliśmy niestety pożegnać się z Markiem i Teresą, którzy śpieszyli się do domu i
poszli szosą do Siemianic. Reszta podążyła drogą z płyt Jumbo w stronę dawnego lotniska w
Redzikowie i Lasku Północnego w Słupsku. Przygoda spotkała Jurka, który jak zwykle wysforował
się do przodu i zamiast skręcić w boczną drogę poszedł wprost do dawnej kopalni piasku. Nie
chcąc jednak się wracać, z energią i doświadczeniem taternika wspiął się po stromym zboczu
i dołączył do reszty grupy. Idąc wzdłuż płotu lotniska dotarliśmy do skraju Lasku Północnego,
tam czule pożegnaliśmy się z Andrzejem i Ulą, którzy stamtąd mieli bliżej do domu drogą na
wprost, i w okrojonym już składzie poszliśmy drogą przez Lasek wprost do Słupska. Jurek i
Robert udali się na pociąg a reszta rozeszła się do domów z nadzieją iż za tydzień wędrówka
będzie równie ciekawa a i pogoda dopisze tak jak dzisiaj.