Data: 15.02.2014r
Trasa: Smołdzino- Las Karłowo- czarnym szlakiem- jez.Dołgie Wielkie- brzeg morza-
Czerwona Szopa- Czołpino- Smołdziński Las- Łokciowe- Smołdzino 18 km
Prowadzący trasę: Seweryn Dzik
Liczba uczestników: 4
Zapowiadanych na wędrówkę osób było więcej, ale wychodząc z domu zdaliśmy sobie
sprawę, że dzisiejsza aura sprzyja raczej temu by siedzieć w domu a nie wybierać
się w plener. Mimo plusowej temperatury, wiał silny i chłodny wiatr, nadto padał
deszcz i grad. Mimo tego na autobus do Smołdzina odjeżdżający ze Słupska o 8.50
stawili się stali bywalcy, których żadna pogoda nie odstraszy- Lider Klubu Seweryn,
Marcel, Mecenas oraz Jurek z Redy. Po dojechaniu do Smołdzina należało od razu
iść szybko aby czym prędzej znaleźć się w lesie osłaniającym od podmuchów wichru.
Znaleźliśmy się na drodze leśnej którą za znakami czarnego szlaku podążyliśmy na
północ. Szlak czarny wkrótce dochodził do znaków czerwonego szlaku z Rowów do Łeby
i przez kilka kilometrów biegły wspólnie, aż do parkingu koło jeziora Dołgie
Wielkie. Tam nastąpił krótki postój pod wiatą i decyzja by nie skręcać za znakami
czerwonego szlaku do Czołpina jak było pierwotnie w planach lecz przedłużyć trasę
i dojść na brzeg morza. Po przejściu niecałych 2 km znaleźliśmy się na szerokiej
plaży gdzie, a o dziwo, wiatr wtedy ustał, więc ten odcinek drogi był
najprzyjemniejszy. Mimo zachmurzenia, malowniczo prezentowało się spokojne morze i
wielkie rozlewiska wodne. Po drodze nie spotkaliśmy żadnego innego wędrowca, a
ciszę zakłócały jedynie krzyki mew, które całymi stadami siedziały na piaskowych
łachach. Rychło jednak musieliśmy zejść z plaży i skierować się na południe. Pod
tzw Czerwoną Szopą (dawną stacją ratownictwa brzegowego) stanęliśmy do pamiątkowego
zdjęcia i wnet poszliśmy dalej. Krótko szliśmy leśną drogą która przeobraziła się
w drogę asfaltową prowadzącą kiedyś do jednostki wojskowej, której zabudowania
minęliśmy po prawej, a niedługo potem- Czołpino, gdzie jednak nie starczyło nam
czasu na wejście pod latarnię. Na wodnych kanałach widzieliśmy liczne ślady żerowani
bobrów. Las się skończył, wyszliśmy na odkryty teren i zaczęła się "wyrypa"-
intensywny deszcz i wiatr prosto w twarz. Z mozołem doszliśmy do miejscowości
Smołdziński Las, gdzie na przystanku rozważaliśmy czy kierować się dalej szosą do
Smołdzina czy też- aby urozmaicić wędrówkę-skierować się polną drogą do szlaku
Słowińców, biegnącym na tym odcinku wzdłuż kanału Łupawa-Łebsko. Zdecydowaliśmy się
na to drugie rozwiązanie i na skrzyżowaniu skręciliśmy na lewo, w stronę Kluk. Na
czoło wysforował się Mecenas, a za nim Jurek. Po dłuższym czasie dysponujący
wybitnym zmysłem orientacyjnym w terenie- Seweryn, zwrócił uwagę, że idziemy już
chyba za długo i rzeczywiście, okazało się, że przegapiliśmy (bądź już jej nie było)
drogę, którą mieliśmy iść do Smołdzina. W oddali widać już było zabudowania wsi
Łokciowe, nie było już innego wyjścia, do autobusu pozostała godzina, a do przejścia
ponad 6 km, więc odtąd, tempem Justyny Kowalczyk- choć nie na nartach, doszliśmy do
Łokciowego, gdzie skręciliśmy na szlak Słowińców, drogę z płyt jumbo nad kanałem,
którą już kiedyś przemierzaliśmy z Piotrem "Złotym Butem". Zaczęło się wędrowanie
niczym na "trójmiejskiej wyrypie", gnaliśmy przed siebie co sił starczy, nie zważając
na deszcz i wiatr, nie zatrzymując się nawet by obejrzeć ciekawe przydrożne
współczesne posągi. Po marszu, którego tempa nie powstydziliby się nawet Daniel czy
prezes Stróżecki z KTP "Ostańce" zdążyliśmy do Smołdzina na 10 minut przed odjazdem
autobusu. Jeszcze łyk dębowego napoju z drewnianego bukłaka, krótka pogadanka
naukowa Seweryna o sensie instytucji ślubu i małżeństwa i już pora odjazdu- o tej
samej porze co ostatnio, a mianowicie o 13.50.