Data: 01.02.2014r
Trasa: Zelkowo- niebieskim szlakiem "Doliny Łupawy"- Czarny Młyn- Stojcino-
Smołdzino 12 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński
Liczba uczestników: 5
Ostatni raz wędrowaliśmy tym odcinkiem szlaku "Doliny Łupawy" ponad 4 lata temu,
więc należało przypomnieć sobie tą trasę, tym bardziej ,że na klubowych wędrówkach
pojawili się nowi uczestnicy. Wyjechaliśmy ze Słupska autobusem o godzinie 9.00 w
składzie- Marcel, Mecenas, obficie zaopatrzony Krzysiek, Alicja z KTR "Słupia" oraz
niezawodny Jurek z Redy. W Zelkowie na przystanku czekał na nas Marek, co stanowiło
miłą niespodziankę, mimo iż nie zdążył przygotować legendarnej "kawy penitencjarnej"
to jednak znalazł czas by spotkać się z nami choć przez chwilę. Wspólnie obejrzeliśmy
zabytkowy kościół oraz dawny dworzec, przy okazji omawiając historię linii kolejowych
na tych terenach. Po pożeganiu się z Markiem wyruszyliśmy na zachód wąwozem dawnej
kolei, najpierw szło się bez przeszkód, potem jednak wędrówka stawała się karkołomna
gdyż droga zanikła i szło się po zdradliwych, zamarzniętych rozlewiskach oraz ziemi
porytej niczym beret Mecenasa po rajdzie "Stolemy" w Tczewie. Na szczęście ten
nieciekawy odcinek szybko się skończył, wyszliśmy na szeroką leśną drogę, z oddali
widząc zabudowania zabytkowej elektrowni wodnej z 1906r. Na chwilę zatrzymaliśmy się
na moście nad rzeką Łupawą (dawny wiadukt), gdzie podziwialiśmy piękno zimowego
krajobrazu oraz lot łabędzi. Jeszcze przez pewien czas podążaliśmy dawnym nasypem,
przecięliśmy szosę Słupsk-Łeba, po czym odchodząc od nasypu, skręciliśmy na północ
idąc odtąd aż do końca za znakami niebieskiego szlaku. Prowadzenie objął jak zwykle
Jurek, oraz Alicja- tym razem bez kijków, Mecenas nieco z tyłu, zaś grupę zamykali
Krzysiek z Marcelem, który tradycyjnie dokonywał dokumentację fotograficzną z trasy.
Szliśmy polną drogą w oddali od wiosek, po drodze minęliśmy jedynie kilka
odosobnionych zabudowań m.in. ciekawy tzw"Czarny Młyn". Przy kolejnym obejściu
powitały nas trzy psy, przy czym dwa mniejsze hałaśliwie nas oszczekiwały, za to
największy-zadbany labrador był wielce przyjazny, chciał się bawić i towarzyszył nam
przez pewien czas. Na skraju lasu nastąpił postój, w trakcie którego Marcel
przyrządził "herbatę penitencjarną", zaś Mecenas częstował serem owczym-nitkami,
który znany nam pan Irek z Rowów (gospodarz klubowych rocznic), przywiózł z
Murzasichla. Podobnie jak tydzień temu pogoda dopisała i świeciło słońce, lecz w dniu
dzisiejszym zelżał też mróz a wiatr również nie dokuczał (jeśli zawiał to..z południa).
Wędrówka nie była zatem męcząca, a rychło ukazała się przed nami panorama pól z
widniejącą na horyzoncie górą Rowokół. Przeszliśmy ponownie przez nasyp kolejowy,
tym razem na odcinku Gardna Wielka-Siecie, obok mostku na kanale Łupawy, i odtąd
szliśmy już po terenach tzw Obszaru Ochrony Ścisłej Rowokół mając po lewej stronie
górę a po prawej rzekę Łupawę, która musiała wystąpić z koryta i rozlać się po
nadbrzeżnych zagajnikach. Na szczęście rozlewiska te były mocno skute lodem i nie
stanowiły przeszkody w marszu. Obserwowaliśmy ślady żerowania bobrów oraz stada sikorek,
którym towarzyszyły kolorowe szczygły. Już blisko było do Smołdzina, a czasu do odjazdu
autobusu-sporo, więc w samym Smołdzinie Alicja z Mecenasem zaszli na cmentarz, gdzie
szukali starych nagrobków. Następnie, w okolicach muzeum SPN, obejrzeli miejsce po
niedawno rozebranym pałacu. Co prawda nie był on zbyt efektowny, ale zawsze stanowił
zabytek, więc dziwi fakt usankcjonowania jego zniszczenia, ale zostawmy to bez
komentarza.. Wspólnie zasiedliśmy do posiłku przy stole za stacją benzynową, w tym
czasie opuścił nas Krzysiek, dla którego dzisiejsza trasa była zbyt krótka i postanowił
przejść się jeszcze kilkanaście kilometrów do Karżcina. Czekając na autobus
kontaktowaliśmy się z Liderem-pobożny Seweryn studiując żywot św. Marcina proponował
nam pielgrzymkę do Rzymu, zaś Marcel przesłał Mecenasowi filmy z przygód przewodnika
transalpejskiego- Martina Smuggia. Do Słupska powróciliśmy autobusem odjeżdżającym
o 13:50..