Data: 25.01.2014r
Trasa: Karżcino- Machowino- trasą Słupskiej Kolei Powiatowej- Swochowo- Siemianice-
Słupsk 14 km
Prowadzący trasę: Marceli Piec
Liczba uczestników: 8
Wreszcie w tą sobotę mieliśmy piękną, słoneczną pogodę choć jednocześnie było bardzo
mroźno, bowiem temperatura osiągała ok - 13 stopni C. Wyjazd ze Słupska nastąpił
autobusem NordExpresu o godzinie 8.50 a pojawiliśmy się w składzie- Marcel, Mecenas,
Maryla, Lider Klubu- Seweryn oraz Andrzej z Ulą. Orły zajęły jak zwykle ostatnie
siedzenia z tyłu autobusu a ponieważ Ula siedziała nieco z przodu, rychło Mecenas z
Andrzejem rozciągnęli przed sobą na pełną szerokość płachty Głosu Pomorza i osłonięci
gazetą miło spędzali czas podróży. Trwała ona krótko, bo wysiadaliśmy już w Karżcinie.
Tam czekał na nas Krzysiek, dla którego dzisiejsza trasa była za krótka i na miejsce
startu dotarł rano piechotą ze Słupska. Z Karżcina wyruszyliśmy na południe brukowaną
drogą pośród starych drzew a po przejściu rzeczki Gnilnej skierowaliśmy się w stronę
Machowina. Droga wiodła częściowo przez pola, więc trochę zmarzliśmy na odkrytej
przestrzeni. Prowadzącym był Marcel ale na czoło wysforowali się Andrzej z Mecenasem,
aby w spokoju i bez obecności Uli omówić sprawy pogody -a chodziło o silny wiatr z
deszczem w Tatrach. Planowano także przyszłe rajdy- "Wydma", rajd w okolicach Bytowa
oraz Ekologiczny Niekonwencjonalny Ekstremalny Marsz Aktywu- ENEMA, którego
poprowadziłaby nasza koleżanka z Koszalina, urocza Luiza. Zadaniem jej, jako służby
zdrowia, byłoby zaopatrzenie się w dużą ilość wybornego "Rectanalu", którego użyliby
uczestnicy wędrówki, po czym nastąpiłaby dłuższa posiadówka. Miło gawędząc, wkrótce
doszliśmy do Machowina, gdzie nastąpił postój pod sklepem. Pojawiło się jadło, nalewka
z pigwy i kawa. Nie było z nami niestety Marka, gdyż wczoraj zachorował, a już nie
starczyło czasu na kurację u dr. Jana Kiśluka, więc nie mieliśmy ze sobą sławetnej
"kawy penitencjarnej". Pomysłowy Marcel przyrządził ją jednak we własnym zakresie,
przy wydatnej pomocy Mecenasa, choć zdaniem innych było za dużo "kawy w kawie", ale
jak słusznie powiedział kiedyś Marek- kawa nie może być lurowata, musi być mocna! Z
tej kawy nie skorzystał jedynie Krzysiek, gdyż ten miał dużą ilość napoju miętowego.
Po odpoczynku wyruszyliśmy leśną drogą na południe, ale najpierw zaszliśmy na miejscowy
cmentarz, gdzie ocalało jeszcze sporo dawnych, przedwojennych nagrobków i żeliwnych
krzyży. Co prawda byliśmy już tu kilka razy natomiast warto było raz jeszcze obejrzeć
stare krzyże "w szacie zimowej", które na zdjęciach uwieczniła Maryla. Odtąd wędrowaliśmy
już przez lasy, zgodnie z nazwą wędrówki, przy czym obok zakola Słupi nie poszliśmy w
prawo żółtym szlakiem lecz skierowaliśmy się w lewo do nasypu dawnej Słupskiej Kolei
Powiatowej. Przyczyną tego była konieczność spotkania się z Jurkiem, który nie zdążył
rano na autobus ze Słupska, bowiem jadąc SKM z Redy, pociąg uległ awarii. Zatem jadąc
komunikacją zastępczą nasz niezawodny kolega-piechur wysiadł w Jezierzycach i idąc
forsownym marszem przez Bukówkę i Swochowo dotarł do dawnego nasypu którym podążył na
spotkanie z nami. Tempo marszu Jurka było jednak tak intensywne, że dotarł aż do rzeczki
Gnilnej pod Karżcinem i musiał się zawrócić do skrzyżowania leśnych dróg, gdzie
czekaliśmy. W komplecie, pełną ósemką poszliśmy już prostą drogą na południe, mijając
Swochowo i Siemianice po lewej stronie. Brakowało nam uczonych wykładów Seweryna, na
szczęście pod koniec wędrówki wygłosił on medyczną pogadankę ginekologiczną o skuteczności
środków antykoncepcyjnych i o naukach dr. Martina Smugina z Rzymu którego dewizą było-
"Semper per rectum, semper fidelis". Koło przepustu przy ul. Sportowej odłączyli się
Krzysiek, Andrzej i Ula, z kolei na ul. Bałtyckiej- Maryla, zaś klubowe "ancymony" oraz
Jurek zrobili zakupy w Biedronce i po pożegnalnej mowie Seweryna rozeszli się na wieczorne
prucie beretów, podczas gdy Jurek podążył na pociąg..