Data: 03.11.2013r
Trasa: Pogorzelice- "Cukrowa Głowa"- krzyżacka granica- rzeczka Sitnica- Grünhof-
Vogelsang- ruiny młyna- Bąkowo- Pogorzelice 16 km
Prowadzący trasę: Prezes Towarzystwa Historycznego Cewice- Dariusz Olewniczak
Liczba uczestników z Orłów: 3
Wyjątkowo w tym tygodniu wędrówka odbyła się w niedzielę, a nie w sobotę, z
uwagi na obowiązki zawodowe prowadzącego. Zmiana terminu była jednak korzystna,
bowiem przez całą sobotę padał deszcz, zaś następnego dnia pogoda się poprawiła,
pojawiały się nawet przebłyski słońca. Wprawdzie "Orły" nie zważają na kaprysy
atmosfery, tym niemniej, mając na uwadze charakter tej wędrówki- szukanie śladów
historii, deszcz byłby co najmniej niewskazany. Ze Słupska o godzinie 6.54
pociągiem SKM wyjechali niestrudzeni piechurzy-Marcel, Mecenas i Krzysiek z
nieodłącznym wiaderkiem. W Pogorzelicach dołączyli do nich prowadzący- Darek oraz
Marek "Drzewko", pasjonat fotografii i historii. Rychło wyruszyliśmy drogą na
południe, wiodącą najpierw przez pola, ale już wkrótce weszliśmy w leśne kompleksy
i praktycznie do końca wędrowaliśmy już przez lasy. Celem tej ciekawej wyprawy
było odszukanie śladów dawnej granicy państwa krzyżackiego oraz dawnych,
nieistniejących już osad i zabudowań, oznaczonych na przedwojennych mapach jako
"Hochwald", "Grünhof", "Vogelsang", które zdążyli już spenetrować Darek i Heniek
"Cowboy", ale dla klubowiczów "Orłów" było to nowością. Pierwszym ciekawym
obiektem na trasie był głaz zwany "Głową Cukru", z wyrytym na wierzchołku krzyżem.
Nie był to jednak jeszcze kamień graniczny. Takowe dwa odnaleźliśmy nieco później.
Oznaczały one dawną granicę państwa krzyżackiego. Aby do nich dotrzeć, trzeba było
nieco poszwendać się po lesie.. Prawdziwa "eksploracja" zaczęła się wtedy, gdy
dotarliśmy do doliny rzeczki Sitnicy. była ona co prawda płytka i wąska, ale płynęła
w jarze, co przypominało nieco górskie potoki. Sforsowanie jej napotkało zatem
problemy. Nic z tego nie robił sobie Darek, posiadający gumowce, ale reszta musiała
wytężyć siły i upodobnić się do kangurów aby przeskoczyć na drugi brzeg. Nadto do
Sitnicy wpadało szereg dopływów i strumieni, a w ogóle teren był podmokły, co
wymagało wzmożonej uwagi i sprawności. Dotarliśmy do resztek ruin osady "Grünhof",
gdzie niegdyś Darek odnalazł kasetkę z..kopiejkami..co oznacza, że nie była to
pamiątka po dawnych mieszkańcach ale po "wyzwolicielach" ze wschodu.. Niedługo potem
było miejsce po zagrodzie "Vogelsang" ,aż w końcu zatrzymaliśmy się przy ruinach
młyna krępkowickiego. Niedaleko już było do sławnego dębu "Świętopełk" w Krępkowicach,
ale nie podchodziliśmy tam, lecz tylko odwiedziliśmy leśną mogiłę młynarza Maxa Bogsa,
zabitego w 1945 roku, wiadomo przez kogo.. Po krótkim odpoczynku udaliśmy się w stronę
dawnej wsi Bąkowo, niestety nie udało nam się odnaleźć śladów dworu, za to Marka i
Mecenasa- pasjonatów starych cmentarzy, zachwyciła leśna nekropolia, co prawda
zdewastowana, jak większość cmentarzy na tych terenach. Tym niemniej ocalały jeszcze
resztki nagrobków w tym Ciekawe stele menonickie, oraz fundamenty okazałej kaplicy.
Od tego miejsca grupę prowadzili Marcel i Krzysiek, nadający tempo, gdyż pogoda
zaczęła się psuć. Po dojściu do szosy krajowej nastąpiła zmiana planów, pierwotnie
bowiem planowaliśmy zakończenie wędrówki w Leśnicach, ale z uwagi na to, że do pociągu
zostało jeszcze sporo czasu, a wszyscy już zgłodnieliśmy, zgodnie uznaliśmy, że wracamy
wzdłuż szosy do Pogorzelic. Okazało się to dobrym pomysłem, bo po pewnym czasie zaczął
padać intensywny deszcz. My jednak już siedzieliśmy w barze "U Siwego" w Pogorzelicach
słynącego z domowego jadła. Zajadaliśmy się grochówką, bigosem i pierogami, po obiedzie
Darek z Markiem odjechali samochodem, zaś klubowicze "Orłów" biesiadowali do chwili gdy
trzeba było iść na pociąg do Słupska.. Przemoczeni, zmęczeni, ale zadowoleni z wędrówki
powróciliśmy do domu..