Data: 31.08.2013r
Trasa: Krzemienica- Swołowo- Bruskowo Małe- Bierkowo- Słupsk 17 km
Prowadzący : Marceli Piec
Liczba uczestników: 7
Co do liczby uczestników "z ramienia klubu" podajemy ilość orientacyjną, taką jak
na starcie, bowiem potem jedni odchodzili o inni się pojawiali. Na autobus
odjeżdżający ze Słupska o 9.30 stawili się: Marcel, Mecenas, Krzysiek, Dominik,
Jurek z Redy, oraz dwie panie, znajome Maryli, które miały ochotę powędrować z nami.
Wysiedliśmy w Krzemienicy, gdzie od razu udaliśmy się do gospodarstwa pszczelarskiego
"Wędrowna Barć" a tam zostaliśmy gościnnie powitani przez panią Grażynę Onisiewicz-
ale nie chlebem i solą, tylko kieliszkiem nalewki "onisiówki" oraz plastrami miodu z
ula. Wysłuchaliśmy ciekawej pogadanki o miodach, dokonaliśmy stosownych zakupów i
wykonaliśmy pamiątkowe zdjęcie w sadzie. Pani Grażyna podziwiała przyjaźń między
członkami klubu i wyraziła wolę uczestnictwa w klubowych wycieczkach, na które ją
oczywiście serdecznie zapraszamy. Z Krzemienicy polną drogą ze skraju wsi podążyliśmy
do Swołowa, było to raptem ok 2 km, ale już wtedy Krzysiek postanowił pozbyć się
ciężarów z wiaderka z którym chodził, w czym sekundował mu Marcel. Mecenas za to
częstował świętą wodą mnichów z Rodos, którą otrzymał od brata. Najbardziej
pokrzywdzony był Dominik zamieszkujący w Reblinie- musiał bowiem jeszcze dziś kierować
samochodem, a zatem nie mógł degustować nalewek. W Swołowie oczywiście pełno było
stoisk z nalewkami, ale my poszukiwaliśmy głównie "Wielkiego Brymusznika" z Bierkowa,
którego nalewka jabłkowa wielce nas zachwyciła w zeszłym roku. Na szczęście udało nam
się jego odnaleźć i kupić ostatnią butelkę owocowego napitku. Przy owym trunku i innych
regionalnych specjałach (grochówka, leczo, naleśniki, chleb ze smalcem) miło spędzaliśmy
czas przy stoliku. Przez pewien czas padał deszcz ale potem się rozpogodziło i tak było
już do końca dnia. Spotkaliśmy się z grupą rowerzystów z klubu "Bąbelki", prowadzoną
przez Daniela, w składzie której było jeszcze dwóch naszych klubowiczów- Michał i Tomek.
Udawali się oni do Jarosławca, ale po drodze postanowili zajechać do Swołowa, przy czym
z uwagi na treść art.178 a par.2 k.k., nie mogli niestety uczestniczyć w regionalnym
święcie. Wkrótce do Swołowa dotarła też nasza klubowiczka Beata z Gąbina ze swoim bratem
Markiem z KTP "Bieluchy" z Chełma. Pojawił się też Tadek z lęborskiego "Kahel Klubu" wraz
z żoną Jolą. Wieczorem udawał się on do Jarosławca aby w gronie "Bąbelków" zagrać koncert
"Jesienne Pratchawce".. Skontaktował też się z nami przez Facebooka Lider Klubu Seweryn,
który święto nalewek miał w mieszkaniu dziadka, rozlewał tam do butelek "nalewkę krzakówkę".
Po spędzeniu kilku godzin w miłej atmosferze, zgodnie z planem Marcel poprowadził
najwytrwalszych turystów do Słupska, poszli z nim Dominik, Mecenas i Krzysiek. Jurek z
Redy też chętnie by poszedł ale śpieszył się na pociąg, więc pojechał z Beatą i Markiem.
Pozostała czwórka wędrowców szybkim tempem podążyła do Słupska doskonale już znaną z
poprzednich wypraw do Swołowa trasą przez Bruskowo Małe, następnie przez polne drogi i
bezdroża do Bierkowa a stamtąd już bezpośrednio do Słupska. Z uwagi na zmęczenie, zwłaszcza
Krzyśka, po drodze należało urządzić kilka postojów dlatego też do Słupska dotarliśmy
dopiero przed godziną 18..