Data: 17.08.2013r
Trasa: Choćmirówko- Drzeżewo- elektrownia wodna na Łupawie- Siodłonie- Klęcino-
Główczyce 12 km
Prowadzący : Marek Janusewicz
Liczba uczestników: 9
Ostatnie dni były deszczowe, dlatego też z obawą oczekiwaliśmy soboty, na
szczęście okazało się, że pogoda dopisała, podobnie jak i uczestnicy. Co prawda
zabrakło Lidera Klubu- Seweryna, który musiał pomóc dziadkowi nastawić aparaturę
do produkcji napojów turystycznych, ale za to- poza stałymi uczestnikami klubowych
wędrówek jak Marcel, Mecenas i Halinka pojawili się dawno nie widziane Maryla i
Ewa, z Redy dojechał Jurek a z Zawiercia- Ania z KTP"Ostańce". Na starcie trasy w
Choćmirówku dołączyli do nich Teresa i Marek Janusewiczowie- organizatorzy wędrówki.
Marek poprowadził nas drogą na południowy wschód u podnóża tzw "Gór Choć mirowskich"
w stronę rzeki Łupawy. Po drodze zbieraliśmy grzyby oraz owoce z dzikich śliw,
grusz i jabłoni, dlatego też przejście pierwszego odcinka trasy, do Drzeżewa trwało
dosyć długo. W Drzeżewie zatrzymaliśmy się na moście nad Łupawą, oglądaliśmy
płynących kajakarzy,a Mecenas postanowił zakosztować kąpieli w zimnych nurtach
rzeki. Podążyliśmy potem wzdłuż Łupawy do elektrowni wodnej z 1925r i po krótkim
odpoczynku, najpierw lasem a następnie starą, polną drogą w alei wysokich drzew
doszliśmy do wsi Siodłonie. W jej pobliżu skusiły nas dzikie mirabelki, a w lesie-
jeżyny. Niestety nie udało się nam odnaleźć tzw "szwedzkich okopów" czyli śladów
dawnego grodziska pod Klęcinem, więc po kluczeniu po zarośniętych leśnych drogach
wyszliśmy wprost na Klęcino. Stamtąd wędrowaliśmy już szosą, ale na szczęście do
mety- hacjendy "U Benka" w Główczycach (a w zasadzie administracyjnie- Klęcinku).
Gościnni Teresa i Marek zaprosili wszystkich na biesiadę przy grillu. Tym razem nie
było wileńskich specjałów, tylko..szwedzkie.. Po tradycyjnej karkówce z grilla w
towarzystwie swojskich ogórków i cukinii, Marek zaprezentował gwóźdź programu-
kiszone śledzie ze Szwecji. Niewielu było odważnych na skosztowanie tego specjału-
odważyli się na to Jurek i Mecenas, ale potem tego żałowali. Smak bowiem wcale nie
był tak wybitny jak niektórzy twierdzą, za to zapach był faktycznie wybitny ale- jak
zauważył Marcel- nawet skarpetki Seweryna nie dorównywały intensywnością "zapachu"
owym śledziom.. Trzeba było zatem czym prędzej zneutralizować ten "smak" rozmaitymi
napojami i przyprawami.. A zatem- z przygodami- biesiada trwała długo, a wędrowcy
rozjechali się do domów dopiero po godz.18-ej.