Data: 03.08.2013r
Trasa: Karżcino- Karżciński Las- Objaździeński Las- Objazda- Machowiński Las-
Dębina- Poddąbie 14 km
Prowadzący : Marceli Piec
Liczba uczestników: 5
Po nader udanej wędrówce w ubiegłym tygodniu w tą sobotę w komplecie stawili się
uczestnicy poprzedniej wędrówki w osobach Marcela, Mecenasa, Krzyśka oraz Seweryna.
Nadto z Redy dojechał weteran turystycznych szlaków, sympatyk naszego klubu- Jurek.
Wszyscy autobusem o godzinie 8.50 pojechali do Karżcina, skąd wyruszyli na trasę.
Najpierw starą, brukowaną drogą podążyliśmy na północ do leśniczówki, za którą
weszliśmy w kompleks Lasów Karżcińskich i Objaździeńskich, co nas ucieszyło, bo
upał doskwierał nawet bardziej niż tydzień temu. Po kilku kilometrach znów
wyszliśmy na pola, okazało się, że wyraźnie oznaczona na mapach droga jest już tak
nieczytelna i zarośnięta, że należało iść na przełaj przez łąki. A tam bardzo
dokuczały gzy, więc Mecenas narzucił szybkie tempo marszu, aby czym prędzej dotrzeć
do Objazdy. W Objeździe obejrzeliśmy zabytkowy kościół szachulcowy oraz odpoczęliśmy
w zaciszu drzew pod sklepem, delektując się chłodnym piwem. Następnie przeszliśmy
przez Objazdę do Bałamątka, gdzie skręciliśmy na nasyp dawnej linii kolejowej Ustka-
Smołdzino, którym doszliśmy do ścieżki rowerowej, biegnącej leśną drogą na północ do
Dębiny. Pod Dębiną, po krótkim odpoczynku przy stacyjce rowerowej, rozstaliśmy się z
Jurkiem, który niestety musiał już wracać, zaś pozostali skierowali się w stronę
Poddąbia, po drodze mijając w lesie opuszczoną ale ciekawą stodołę.. Na czoło
wysforował się Lider Klubu-Seweryn, który rychło dotarł do dawnego cmentarzyska
Wizygotów na skraju Poddąbia, oznaczonego dwoma głazami. W Poddąbiu wędrowcy
zatrzymali się na posiłek w restauracji "Pod Sosnami", po czym skierowali się na
plażę by ochłodzić się w morzu po trudach wędrówki. Było upalnie, morze spokojne, co
sprzyjało pływaniu. Poza Sewerynem, reszta spędziła czas na kąpieli oraz artystycznym
pływaniu synchronicznym. Marcel i Krzysiek niczym wyśmienici chińscy pływacy wykonali
wodny spektakl "Neptun i Prozerpina", gdzie Marcel był Neptunem, a Krzysiek-Prozerpiną.
Mecenas, zachwycony pięknem morskiego krajobrazu, zapragnął wykonać zdjęcia z góry
klifowego wybrzeża, dlatego też w drodze powrotnej wszyscy- zamiast plażą- forsownie
pięli się do góry pod stromy klif. Rozgniewane duchy klifu zepchnęły w przepaść
Krzyśka, ale nasz bohaterski kolega, choć po upadku wyglądał jak po spotkaniu z Mikiem
Tysonem, dzielnie stawił czoła stromiźnie i w końcu osiągnął szczyt. O godzinie 17.20
wsiedliśmy do autobusu Nordekspressu, którym powróciliśmy do Słupska- w autobusie
spotkaliśmy naszą klubowiczkę Halinkę, która podobnie jak tydzień temu spędziła sobotę
w Rowach..