Data: 23.03.2013r
Trasa: Korzybie- Łętowo- Żukowo- Pomiłowo- Sławno 21 km
Przewodniczący obrad: Krzysztof Łukowiec
Ilość uczestników: 2
Jak już wspominaliśmy w jednej z ostatnich relacji, po długiej przerwie,
spowodowanej pracą zawodową, reaktywował wędrowanie w ramach klubu, jeden
z pierwszych i swojego czasu najaktywniejszy piechur- Krzysiek. On też
zaproponował na tą sobotę powtórzenie kilkakroć przechodzonej przez klub
trasy z Korzybia do Sławna. Poprzednio wędrowaliśmy tym szlakiem na jesieni
2011 roku, gdy było mglisto i deszczowo, tym razem była zimowa, piękna
pogoda, świeciło słońce. Szkoda, że tym razem nie dopisała frekwencja i
poza Krzyśkiem na wędrówkę wybrał się jedynie niestrudzony piechur Marcel.
Na dworcu spotkali co prawda Mecenasa ale on tym razem nie wybierał się z
klubem lecz oczekiwał na przyjazd Ani z klubu "Ostańce" z Zawiercia, z którą
miał wspólnie przejść nadmorski szlak. Szynobusem odjeżdżającym o godzinie
7.40 Marcel z Krzyśkiem dojechali do Korzybia, skąd leśną drogą podążyli do
Łętowa. Stamtąd, idąc już odkrytym terenem do Żukowa, wędrowcom dokuczał
zimny wiatr, dlatego też Marcel wspominał wakacje w Grecji w otoczeniu
cytrynowych gajów. Krzysiek przy okazji wygłosił pogadankę o zbiorowiskach
roślinnych Puszczy Białowieskiej. Czas zatem upływał na miłych pogawędkach,
a widoki rekompensowały trudy wędrówki. W Żukowie zainteresowanie
klubowiczów wzbudziły wiadukty na nieistniejącej od wojny linii kolejowej do
Polanowa, oraz zabytkowy kościół i stare, szachulcowe chałupy. Z Żukowa
nastąpiło "odbicie" na wschód do lasu i dojście do kolejnej nieistniejącej
linii kolejowej- Korzybie-Sławno, której nasypem szlak wiódł aż do mety w
Sławnie. Mimo równej i prostej drogi, nie była ona całkowicie bezpieczna,
bowiem pod warstwą śniegu kryły się zdradliwe rozlewiska wodne, niemiła
przygoda spotkała tu Marcela, który mimo ostrożności wpadł do wody i dalej
szedł z mokrymi nogami- na szczęście Krzysiek w mig zastosował odpowiedni
środek zaradczy dzięki któremu Marcel się nie przeziębił. Stopniowo jednak
zarówno liczba przebytych kilometrów jak i trudność trasy powodowały
konieczność częstych odpoczynków, więc Marcel i Krzysiek- mimo kondycji i
wieloletniej zaprawy na turystycznych szlakach- do Sławna dotarli dopiero
ok godziny 19- zmęczeni, ale zadowoleni..