Data: 23.02.2013r
Trasa: Darłówko- Dąbki 10km
Prowadzący trasę: Józef Tokarz
Ilość uczestników: 5
Coroczny zimowy rajd nadmorski,organizowany przez PTTK Koszalin tym razem nie
przebiegał, tak jak dotychczas w okolicach Mielna i Sarbinowa lecz na zachód od
Darłówka, co wielce ucieszyło klubowiczów, jako iż tamtą trasą do tej pory nie
wędrowaliśmy (zawsze do Darłówka docieraliśmy od strony Jarosławca). Nowością
było też to, że nie pojechaliśmy do Koszalina aby stamtąd dojechać turystycznymi
autokarami, lecz wybraliśmy się na własną rękę. Pociągiem o godzinie 7.36 (tym
razem przyjechał o czasie co mu się nie zdarzyło od kilku miesięcy) do Sławna
dojechali- Halinka, Maryla, Marcel i Mecenas, zaś już w Darłówku dołączył się do
nich kolejny klubowicz- Piotr "Złoty But" z Koszalina. Niestety, znów zabrakło
kilku aktywnych i awizowanych wcześniej klubowiczów jak Andrzej i Lider Klubu
Seweryn. Ten ostatni, współpracując od pewnego czasu z Martinem Smugesslerem,
właścicielem sieci pizzerii włoskich "TransPizza", opracowywał właśnie recepturę
na nowy słodko-słony sos o nazwie "Froccio" na bazie jogurtu owczego oraz
przyprawy "araujo". W Sławnie nasza czwórka przesiadła się do busa, którym
dojechała do Darłówka. W oczekiwaniu na przyjazd turystów z Koszalina,
zwiedzaliśmy port oraz chodziliśmy wzdłuż plaży, ruch był koniecznością z uwagi
na mróz i silny wiatr. W końcu, po około godzinie, dotarły autokary z Koszalina
z kilkusetosobową grupą uczestników, prowadzonych przez prezesa- Józefa Tokarza
oraz Radosława Siegiedę i Marcina Kruszczyńskiego. Wkrótce wyruszyliśmy na zachód,
ale szybko nastąpił dość długi postój, przy dawnych bunkrach, którymi opiekuje się
p. Marian Laskowski (ten który wystawia przy drodze w Malechowie sprzęt wojskowy).
Zanim wszyscy obejrzeli kompleks bunkrów i transzei minęła blisko godzina.
Znudzeni Marcel i Mecenas, którzy szybko zakończyli zwiedzanie oglądali zatem..
plastikowe zabawki dla dzieci przy Skwerze Ekologów, a najbardziej podobała im się
oczywiście krówka, budząca skojarzenia z klubową maskotką Daisy. Posilali się przy
tym chlebem z "Johnym"- chodzi tu oczywiście o salceson (Johny Salceson z Izbicy)
a nie o przysmaki ze Szkocji. W końcu prowadzący dał sygnał do wymarszu więc
zmarznięci turyści z radością podążyli szybkim krokiem na plażę, skąd skręcili w
lewo i odtąd cała trasa do Dąbek wiodła brzegiem morza. Za wydmami widać było wieże
radarowe i ogrodzenie terenów wojskowych, więc i tak lasem nie moglibyśmy iść. Miłą
niespodzianką było to, że wiatr zelżał a nadto wiał w plecy, więc wędrowało się
dość przyjemnie. Po kilku kilometrach napotkaliśmy potok, oznaczony na mapach jako
"Martwa Woda" obok którego widniały masywne kamienne bloki po rozwalonych bunkrach.
Kolejne kilka kilometrów i już byliśmy na wysokości Dąbek, do których dotarliśmy
drogą przez las. Zakończenie rajdu miało miejsce w szkole podstawowej i gimnazjum
im. Ratowników Morskich. Na miejscu już czekały kotły z gorącym żurkiem, którego
zgłodniali wędrowcy zjedli po kilka porcji. Ponieważ nie było sensu dłużej przebywać
w tłumie uczestników, po pożegnaniu się z Piotrem wyruszyliśmy na zwiedzanie Dąbek.
Nie było w tej miejscowości żadnych zabytków ani starych chat, ale za to dotarliśmy
nad brzeg zamarzniętego jeziora Bukowo, skąd w oczekiwaniu na autobus do Darłowa,
zaszliśmy do przydrożnego baru na porcję smażonego dorsza, który zasmakował
zwłaszcza Marcelowi. O godzinie 15.36 mieliśmy autobus do Darłowa, tam z kolei w
trakcie przerwy na przesiadkę do Słupska zdążyliśmy zwiedzić sporą część miasta. W
Słupsku byliśmy przed godziną 18tą, choć zmarznięci to zadowoleni z rajdu..