Data: 15.12.2012r
Trasa: Sopot PKP- Sopot molo- brzegiem morza- Gdynia Orłowo przystań- Klif Redłowski-
bunkier- Gdynia port- Gdynia PKP 10km
Prowadzący trasę: Cezary Skowroński
Ilość uczestników: 4
W rozkładzie jazdy pociągów nastąpiły zmiany, czytaj- cięcia w kursach, m.in. nie
kursuje już pociąg do Gdańska o 7.36 którym tak często jeździliśmy na wycieczki w okolice
Lęborka. Musieliśmy, zatem wstać wcześniej i pojechać SKMką o godzinie 6.55 w składzie-
Marcel, Mecenas, Seweryn oraz Daniel, który jednak wybierał się na rajd klubu "Bąbelki".
Pozostała trójka wysiadła w Sopocie, po chwili dołączył do nich prowadzący-Czarek, który
dojechał z Przymorza. W międzyczasie Lider Klubu Seweryn wygłosił kilka uczonych pogadanek.
Medyczną- o wyższości wiedzy farmaceuty nad lekarzem (w kontekście specyfików, jakie
powinien przyjmować Lider), obyczajową- o tym, co najbardziej pociąga kobiety (zdaniem
Lidera- niespodziewany i szybki flirt w plenerze), oraz prawniczą- dotyczącą kwestii miejsc
publicznych i degustacji napojów w plenerze bez ryzyka otrzymania mandatu. Wspólnie spod
dworca PKP w Sopocie zeszliśmy w stronę molo ul. Bohaterów Monte Cassino, po drodze
zaopatrując się w sklepie w produkty żywnościowe i zapas paliwa dla Lidera. Niestety, w
dniu dzisiejszym nad Pomorze nadciągnął front niżowy, po ostatnich słonecznych i mroźnych
dniach pozostało tylko wspomnienie, padał deszcz ze śniegiem i dął silny wiatr, na szczęście
w plecy, więc nie przeszkadzał w marszu. Po zejściu na plażę podążyliśmy brzegiem morza na
północ i po przejściu kilku kilometrów dotarliśmy do przystani w Gdyni Orłowie. Tam
zatrzymaliśmy się na odpoczynek i szklankę grzańca w nadmorskiej "Tawernie Orłowskiej”. Po
miłym postoju trzeba było kontynuować wędrówkę, wkrótce znaleźliśmy się pod wysokim brzegiem
Klifu Redłowskiego oraz znajdującego się na plaży.. bunkra, należącego niegdyś do zespołu
umocnień dawnych fortyfikacji nadbrzeżnych, a niedawno celowo zrzuconego z klifu na dół, aby
nie zagrażał bezpieczeństwu turystów. Po kilkuset metrach za bunkrem czekał nas najtrudniejszy
odcinek trasy-przejście po betonowym progu, opadającym stromo ku morzu, a przy tym oblodzonym,
co spowodowało, że Czarek i Mecenas rychło wylądowali na tej części ciała gdzie plecy tracą
swą szlachetną nazwę, a wkrótce spotkało to Lidera, mimo iż próbował utrzymać się kamiennego
muru. Jedynie rozsądny Marcel, widząc kolegów, których marsz przypominał mu Janka Kiśluka na
lęborskim rajdzie Mikołajkowym, zawrócił się i spokojnie przeszedł górą po zboczu. Utytłani w
śniegu i wodzie, mokrzy wędrowcy musieli chwilę ochłonąć, Mecenas przywołał arcydzieła
literatury polskiej z "Panem Tadeuszem" i wspomnieniem dworku w Soplicowie, żałując
jednocześnie, iż nie było z nami Andrzeja, klubowego eksperta od literatury polskiej, oraz
piewcy chwały oręża polskiego- Marka, chwalącego zwłaszcza zwycięstwo pod Wiedniem, gdzie w
zdobytym obozie tureckim znajdowały się wielkie ilości kawy. Jedynie Lider nie chciał słuchać
inwokacji "Pana Tadeusza" , gdyż- jak oświadczył - nie musi odpoczywać, bo jest twardy niczym
Harnaś. Po pokrzepieniu się pięknem literatury, idąc szybkim marszem dotarliśmy do gdyńskiego
bulwaru, którym już bez przygód dotarliśmy w okolice portu. Oprócz okrętów-muzeów, „Błyskawicy"
i "Daru Pomorza" znajdował się też współczesny okręt wojenny- ORP "Piorun". W przydworcowym
barze zjedliśmy obfity i smaczny (niczym w barze "U Siwego" w Pogorzelicach) obiad (żurek i
zrazy), po czym SKMką o 14.20 powróciliśmy do Słupska. Marcel i Mecenas wrócili na zasłużony
odpoczynek do domów, zaś niestrudzony Lider planował jeszcze wieczorne wędrówki z przewodniczką
alpejską z Rzymu-Martiną Smugia, która akurat w tym dniu pojawiła się w Słupsku, dzięki
uprzejmości firmy przewozowej "TransArgentina"…