Data: 01.12.2012r
Trasa: Kołobrzeg dworzec PKP- dawny kirkut- port-fort Ujście z latarnią morską-
brzegiem morza- Kamienny Szaniec- Wilczy Fort- czerwonym szlakiem- molo-
dworzec PKP 8 km
Prowadzący trasę: PTP 10665 Paweł Skowroński
Ilość uczestników: 3
Ostatnimi dniami pogoda radykalnie się pogorszyła, padał deszcz ze śniegiem,
a i prognozy na sobotę nie były zbyt optymistyczne. Dlatego też na sobotnią wędrówkę
po Kołobrzegu wybrali się ze Słupska jedynie Marcel i Mecenas, do których dołączyła
w Koszalinie "świeżo upieczona" klubowiczka Luiza (nie mylić z "pieczonym baranem",
który to tytuł jest zarezerwowany dla naszego gitarzysty Andrzeja).W Kołobrzegu
okazało się, że poranny śnieg w większości stopniał, opady ustały, a nawet chwilami
pojawiało się słońce, wędrówka zatem była przyjemna. Z dworca PKP udaliśmy się w
stronę portu, po drodze mijając park w którym przed wojną znajdował się kirkut
(cmentarz żydowski), upamiętniony przez lapidarium. Wkrótce dotarliśmy do portu,
gdzie mieścił się dawny fort Ujście z latarnią morską- niestety, akurat dzisiaj była
ona zamknięta i nie mogliśmy jej zwiedzić. Zwały gwiazdobloków wokół falochronów nie
pozwalały na obejrzenie okolicy,więc rychło udaliśmy się brzegiem morza na wschód, po
drodze zaczepiani byliśmy przez natarczywe łabędzie i mewy, które karmione przez
kuracjuszy sanatoriów, żądały smakowitego datku. Po przejściu kilku kilometrów
dotarliśmy do tzw."Kamiennego Szańca". Należy tu wspomnieć, iż celem naszej wędrówki
było przede wszystkim odnalezienie dawnych fortyfikacji, niejako kontynuując wędrówki
śladami umocnień Wału Pomorskiego. Z przykrością stwierdziliśmy, że sławetny "Kamienny
Szaniec" to obecnie jedynie nadmorska knajpka na terenie wspomnianego szańca.. Ponieważ
jednak zaczął doskwierać nam głód, zatrzymaliśmy się tam na obiad, podziwiając przy
okazji widok na morze. Następnym "punktem programu" miał być tzw."Wilczy Fort",
położony nieopodal w parku. I znów kolejny zawód- teren tego fortu został zabudowany
drewnianymi budami, tak, że o byłej świetności tego miejsca świadczyła jedynie rzeźba
terenu i okalająca wzgórze fosa. Zawróciliśmy na zachód, idąc czerwonym szlakiem przez
nadmorskie lasy, docierając do drewnianego mola spacerowego, gdzie zatrzymaliśmy się
aby odpocząć i nakarmić wodne ptactwo. Nadszedł czas powrotu, podążyliśmy więc na
dworzec, w pobliżu którego napotkaliśmy ciekawy, "muzyczny" pomnik, Luizie i Mecenasowi
udało się nawet zagrać na jego strunach, który to "koncert" udokumentował Marcel.. O
godz 15.30 wsiedliśmy w pociąg do Koszalina, gdzie Luiza wysiadła, zaś "słupskie
ancymony" pośpiesznie pobiegły aby przesiąść się na pociąg do Słupska..