Data: 27-28.10.2012r
Trasa: 27.10 Żegocino- Podgórki- Białęcino- Drzeńsko- Zielenica (ośrodek "Stawy
pod Dębem") 10 km
28.10 Zielenica- Borkowo(megalit)- Zielenica 5 km
Prowadzący trasę: Józef Tokarz, Paweł Skowroński
Ilość uczestników z Orłów: 6
Jednym z najbardziej znanych i ciekawych rajdów organizowanych przez koszaliński
oddział PTTK był od wielu lat jesienny rajd "pieczonego barana", który jednak
już rok temu przeobraził się w rajd "pieczonego prosiaka", zachowując jednak
klimat dotychczasowych wędrówek. Rok temu uczestniczyliśmy na tym rajdzie nocując
obok tzw. "wioski hobbitów" w Sierakowie, tym razem zakończenie miało miejsce w
położonej niedaleko Zielenicy. Z klubu Orły w tym roku na ten rajd wybrali się-
Teresa z Markiem, Beata, Marcel, nasza sympatyczka i kandydatka do klubu- Luiza
z Koszalina oraz Mecenas, któremu prezes Józef Tokarz powierzył prowadzenie trasy,
dlatego też nie mógł on uczestniczyć w corocznym Zgromadzeniu Izby Adwokackiej.
Do Koszalina klubowicze Orłów pojechali pociągiem o godzinie 8:12, na miejscu
okazało się, że w tym roku uczestników będzie niewielu, bo na trasę pieszą
zapisało się tylko 12 osób. Do przewiezienia takiej ilości osób wystarczał,
zatem niewielki bus, którym pojechaliśmy najpierw do Malechowa, aby poczynić
zapasy żywnościowe w sklepie, a następnie na start rajdu do miejscowości Żegocino.
Było pochmurno, ale na szczęście sucho i bezwietrznie. Podrzędną drogą, stanowiącą
również zielony szlak rowerowy powędrowaliśmy do wsi Podgórki, gdzie zatrzymaliśmy
się na dłużej w celu zwiedzenia tamtejszych zabytków- starego, gotyckiego kościoła
p.w. św. Józefa, przy którym znajdował się dawny cmentarz a także eklektycznego
pałacu z dawnymi zabudowaniami folwarcznymi, do którego wiodła aleja kasztanowców,
na tablicach informacyjnych zwana "aleją kopciuszka". Następny postój miał miejsce
w Białęcinie, do którego doszliśmy skręcając z Podgórek na południe idąc przez
lasy już czerwonym szlakiem Tam nadszedł czas na posiłek, w trakcie, którego Marek
częstował legendarną "kawą penitencjarną" zaś Mecenas- słodkimi laskowymi orzechami,
a Tereska- kotletami rybnymi z lipienia, sandacza i leszcza- pychota! Następnie
zeszliśmy polną drogą wśród wierzb w dolinę rzeki Grabowej, po przejściu, której
żmudnie, piaszczystą drogą w górę przez las doszliśmy do małej osady Drzeńsko.
Stamtąd już tylko kilka kilometrów dzieliło nas od Zielenicy, więc już szybkim
marszem podążyliśmy na metę rajdu- w ośrodku "Stawy pod Dębem". Miejsce było
pięknie położone, natomiast okazało się, że z uwagi na koszty musieliśmy nocować
po sześcioro w domkach 3 łóżkowych. Z uwagi na więzy przyjaźni u Orłów odbyło się
to bez problemów, zajęliśmy jeden domek, Marek spał z Teresą, Luiza z Beatą, a
Marcel z Mecenasem. Może i poniektóry wolałby inny zestaw par, natomiast Luiza
surowo zapowiedziała wykonanie głębokiej lewatywy dla zbyt natarczywych
absztyfikantów, co spowodowało, iż wszyscy stali się bardzo grzeczni i spali jak
aniołki przy kołysance chrapanej przez Marka i Teresę. To było nocą, zaś wieczorem
odbyła się tradycyjna biesiada przy pieczonym prosiaku oraz pstrągach z grilla-
fundowanych przez brata Mecenasa- Łukasza, prowadzącego hodowlę ryb w Zielenicy.
Odwiedził też nas na chwilę kolejny klubowicz-Seweryn, który z uwagi na obowiązki
zawodowe niestety nie mógł z nami wędrować ani biesiadować, ale korzystając z
uprzejmości koleżanki, mógł pobyć, choć na krótko z nami. Była gitara, ognisko i
miła, rajdowa atmosfera.. Niedzielny ranek powitał nas mrozem, na szczęście szybko
rozpogodziło się, wspólnie z Józkiem- dzisiejszym solenizantem- przyrządziliśmy
śniadanie, po którym udaliśmy się na krótki, kilkukilometrowy spacer do Borkowa,
gdzie znajdował się unikatowy megalityczny grobowiec. W wędrówce towarzyszyły nam
"rajdowe" psy- Rufus oraz berneńczyk Goliat, podziwialiśmy barwny, jesienny las,
szkoda tylko, że nadciągnęły deszczowe chmury i trzeba było szybko wracać do bazy.
Po godzinie 12ej nadjechał bus, którym pojechaliśmy do Koszalina po drodze
zatrzymując się w celu obejrzenia dawnego cmentarza i mauzoleum von Schlieffenów w
Sulechówku. W Koszalinie udaliśmy się do pizzerii na obiad, po czym powróciliśmy do
Słupska busem odjeżdżającym o 14.30..