Data: 22.09.2012r
Trasa: Biesiekierz- rez."Warnie Bagno"- Wierzchomino 10 km
Prowadzący tasę: Józef Tokarz, Radosław Siegieda
Ilość uczestników z Orłów: 3
Panujące w ostatnich dniach ulewne deszcze i niezbyt optymistyczna prognoza
pogody nie nastrajały do wypadu w plener, jednakże to nie pogoda zadecydowała
o niskiej frekwencji naszych klubowiczów. Przykładowo, aktywny Lider Klubu-
Seweryn musiał w tym dniu gościć przybyłą nocnym lotem z Rzymu argentyńską
przewodniczkę alpejską- Martinę Smugia, która przywiozła mu w prezencie długi
i gruby czekan górski. W rewanżu nasz Lider zaprosił ją na grzybobranie i
wspólnie zebrali kilkaset Niemek, którymi podzielili się z akurat wracającym z
wędrówki po Roztoczu Markiem. Na Roztocze (rajd im.prof. Jóźwiaka) nie pojechał
z kolei Mecenas z uwagi na szereg spraw karnych w piątek. Poza nim, na porannej
zbiórce na dworcu PKP w Słupsku stawił się "wyrypiarz" Marcel- w Koszalinie
zaś dołączył do nich Piotr "Złoty But". Mimo opóźnienia pociągu zdążyliśmy na
autokar wiozący uczestników rajdu do Biesiekierza. Stopniowo też zaczęła
poprawiać się pogoda, przestał padać deszcz, a nawet chwilami pojawiało się
słońce. W Biesiekierzu należało oczywiście obejrzeć słynny pomnik ziemniaka, a
nadto pałacyk i zabytkowy kościół. Wkrótce Józek Tokarz poprowadził grupę
turystów, (wśród których przeważały dzieci z koszalińskich szkół) na północ.
Wychodząc z Biesiekierza na pola obserwowaliśmy jesienne prace polowe, wykopki,
oraz odlatujące na zimę stada ptaków. Na skraju lasu przyszło nam się
przedzierać przez nader podmokły i błotnisty teren- dla dorosłych nie stanowiło
to żadnego problemu, natomiast dzieci zmitrężyły sporo czasu na przejście. Na
szczęście niedługo pojawił się bukowy las, a następnie organizatorzy zarządzili
dłuższy postój. Było ognisko, kiełbaski, pojawili się też przedstawiciele
miejscowego leśnictwa, którzy zademonstrowali sprzęt myśliwski oraz trofea. Po
odpoczynku, kierując się wskazaniami kompasu Marcel z Mecenasem poszli na
skróty i przyszli na metę wcześniej niż inni. W Wierzchominie warto było
obejrzeć ciekawy, zabytkowy kościół oraz zachowaną starą, ceglaną bramą.
Zakończenie rajdu miało miejsce właśnie niedaleko kościoła, na łące, gdzie
zostały ustawione ławy, część pod daszkiem, nadto było wyznaczone miejsce na
ognisko. Na wędrowców czekał gorący żurek, niestety, znów zaczął padać deszcz,
co zmusiło do szybszego zakończenia imprezy. W międzyczasie Marcel nakarmił
miejscowe głodne psy- basseta Tosię, oraz Czarnula, rezygnując tym samym ze
swojego posiłku. Do Koszalina przybyliśmy po godz.15-ej i zdążyliśmy na pociąg
do Słupska. Tam czekał już na nas Daniel, który dzisiaj nie mógł z nami jechać z
uwagi na opracowywanie planów wędrówek klubu "Bąbelki" z Gdańska, którego jest
prezesem. Po krótkiej dyskusji pod dworcem rozeszliśmy się do domów..