Data: 08.09.2012r
Trasa: Biały Bór dworzec kolejowy- cerkiew greckokatolicka- leśna ścieżka
dydaktyczna- jezioro Łobez- bunkry- Biały Bór- 10 km
Prowadzący tasę: PTP 10665 Paweł Skowroński
Ilość uczestników: 5
Pierwotnie mieliśmy na ten weekend pojechać do Wygonina koło Kościerzyny, by
uczestniczyć w tzw. "Piosenkariach" (festiwalu piosenek turystycznych
organizowanym przez gdański klub"Bąbelki”), lecz z uwagi na wyjazd Marcela i
Daniela na malowanie szlaku, trzeba było szybko zaplanować inną wędrówkę,
czego się podjęli Mecenas z Liderem klubu- Sewerynem. Lider, jako klubowy
ekspert od historii uznał, iż warto przypomnieć sobie walki o tzw.
Pommerstellung, czyli Wał Pomorski w czasie II wojny światowej i zaproponował
zwiedzenie istniejących jeszcze fortyfikacji. Dlatego też postanowiliśmy udać
się do Białego Boru, bowiem tam mieściły się dawne bunkry oraz mieliśmy
możliwość dojechania koleją. Rano, na słupskim dworcu PKP pojawili się, poza
Liderem i Mecenasem, również Marcel i Daniel (wielki szacunek, bowiem dopiero
wczoraj w nocy wrócili z malowania szlaku i mimo zmęczenia zdecydowali się na
wędrówkę) zaś z Koszalina dojechała sympatyczka klubu, urocza Luiza.
Wyjechaliśmy o godzinie 7.40 pociągiem w kierunku Szczecinka, pogoda była
zmienna, słońce przebijało zza chmur, ale cieszyliśmy się, że nie było deszczu.
W Białym Borze dworzec jest znacznie oddalony od centrum miasteczka, więc
postanowiliśmy zwiedzić miasto pod koniec wędrówki, a w pierwszej kolejności
podążyć leśną ścieżką dydaktyczną wzdłuż jeziora Łobez. Po drodze jednak
zatrzymaliśmy by obejrzeć cerkiew greckokatolicką oraz pomnik ukraińskiego
wieszcza narodowego, Tarasa Szewczenki. Jak wiadomo, w Białym Borze osiedlono
po wojnie wielu przesiedleńców z Bieszczad (w ramach niesławnej "Akcji Wisła")
i znajduje się tu m.in. liceum z językiem ukraińskim. Idąc spod cerkwi, po
zakupach w miejscowej Biedronce, zeszliśmy nad brzeg jeziora w pobliże
majestatycznego budynku dawnego sądu, przypominającego nieco zamek, mijając
ciekawy pomnik poświęcony poległym niemieckim mieszkańcom miasta w I Wojny
Światowej. Po przejściu jeszcze kilometra weszliśmy na ścieżkę dydaktyczną,
po której szliśmy na północ wzdłuż jeziora Łobez. Na krańcu jeziora, pod
wiatą nastąpiła dłuższa przerwa na posiłek, po której skręciliśmy na południe
idąc zachodnim brzegiem jeziora. W końcu dotarliśmy do celu wyprawy, czyli do
dawnych bunkrów, w penetracji, których wyróżniał się Seweryn, mimo iż nie miał
latarki. Ciekawostką był zachowany na jednym z bunkrów pancerny dzwon
obserwacyjny typu 9P7 o wadze 2 ton. Daniel żałował tylko, iż po drodze nie
napotkał grzybów, bowiem planował ich zbiór, dlatego też postanowił z Marcelem
w drodze powrotnej wysiąść w Korzybiu na grzybobranie i powrócić ostatnim
pociągiem. Od bunkrów już blisko było do centrum miasta, gdzie w restauracji
"Amazonka" zatrzymaliśmy się na obiad, natomiast Luiza postanowiła w tym czasie
zwiedzić stadninę koni. Trasa wszystkim się podobała, choć niektórzy twierdzili,
że mogła być dłuższa, ale byliśmy uzależnieni od pociągów, których na tym
odcinku są jedynie 4 na dobę. Nadto prowadzącemu, Mecenasowi od kilku miesięcy
doskwiera kolano, co powoduje, iż trudno jest mu wędrować przez dłuższy czas.
Daniel proponował Mecenasowi użycie maści "doktora Betchera" często stosowanej
w klubie Bąbelki, ale Luiza, jako przedstawiciel służby zdrowia, poleciła inny
specyfik. Po obiedzie szybkim marszem podążyliśmy na pociąg, odjeżdżający o
14.27, jak już wspomniano wyżej Daniel z Marcelem wysiedli po drodze w Korzybiu,
a reszta dojechała do Słupska.