Data: 01.09.2012r
Trasa: Słupsk- Zębowo- Gać- Swołowo- Bierkowo- Słupsk 30km
Prowadzący tasę: PTP 10613 Marceli Piec
Ilość uczestników: 11
Poprzedniego dnia cały czas padał deszcz, na szczęście w sobotę od rana
świeciło słońce i wędrówka zapowiadała się przyjemnie, frekwencja też
dopisała. Z końcowego przystanku autobusowego przy ul. Dmowskiego, Marcel
poprowadził grupę składającą się z Marka, Halinki, Mecenasa i Lidera
Klubu Seweryna. Wkrótce dogonili ich, prowadzeni przez Daniela, Andrzej
"Pieczony Baran”, Piotr "Złoty But" z Koszalina, Artur "Kwiat Fromborka"
z Gdyni, któremu towarzyszyła Alicja, a także sympatyk gdańskiego klubu
Bąbelki- Jurek. Wspólnie już powędrowaliśmy dawnym traktem książęcym do
Zębowa, chwilami grzęznąc w błocie, gdyż po ostatnich opadach droga była
rozmiękła i błotnista. W Zębowie zatrzymaliśmy się na jakiś czas pod
zabytkowym XIV wiecznym kościołem, a Marek częstował specjałami pozostałymi
po weselu jego córki. Następnie poszliśmy szosą do miejscowości Gać, gdzie
pod sklepem urządziliśmy dłuższy postój, należało, bowiem posilić się.
Andrzej zakupił wielką puszkę pasztetu, Ala częstowała pomidorami, był
chleb razowy i piwo, Seweryn jednak najbardziej zasmakował w kabanosach
firmy "Whiskas”, które dostał od Mecenasa, aż miauczał potem ze szczęścia.
Już tylko kilka kilometrów dzieliło nas od celu wędrówki- Swołowa, więc
szybko tam dotarliśmy, po drodze witając się ze znanym już stadem kóz.
Zasiedliśmy na terenie muzealnej Zagrody Albrechta, każdy zakupił
regionalne nalewki, miło wspomnieć, iż jedni z najbardziej znanych
producentów nalewek- państwo Grocholscy pamiętali nasz klub, i otrzymaliśmy
od nich w prezencie nalewkę aroniową. Markowi i Mecenasowi udało się
natomiast zakupić "przysmak Kargula i Pawlaka”, czyli nalewkę brymuszkę,
którą wszyscy z chęcią degustowali. Zaszczytny tytuł Wielkiego Brymusznika
otrzymał Daniel, który sławą dorównał tak znakomitym turystom z lęborskiego
Kahel Klubu jak Janek Kiśluk i Darek Olewniczak. Spotkaliśmy też
zaprzyjaźnioną grupę turystyczną z Główczyc, słuchaliśmy koncertu orkiestry
z Darłowa, zajadaliśmy się kartoflanką z gęsiny i swojskim chlebem ze
smalcem. Część z nas skorzystała ze środków transportu i pojechała do Słupska-
nawet Seweryn, bowiem musiał nastawić aparaturę do produkcji napojów
turystycznych, natomiast niestrudzony "wyrypiarz" Marcel poprowadził Halinkę,
Piotra i Mecenasa na przełaj do Słupska, za nimi wędrowali Artur z Alicją
oraz Daniel, którzy zostali z tyłu gdyż zbierali ziemniaki na wieczorne ogniko,
a Artur nadto kolorowe polne kwiaty by włożyć je w domu do pięknego wazonu w
kształcie księżyca. Choć Marcel energicznie prowadził, to jednak w Bierkowie
dogonił nas Daniel i wspólnie doszliśmy do Słupska. Nogi niejednego bolały,
przecież dzisiaj łącznie przeszliśmy około 30 km, ale każdy był zadowolony, a
najbardziej Daniel, który uznał, że wędrówki sławnego klubu Bąbelki, którego
jest prezesem, nie umywają się to "Orłowych"…