Data: 13-21.08.2012r
Ilość uczestników: 9
13 dzień sierpnia, wagon nr.13 wsiada do niego 6 ”Orłów”: Ula, Teresa, Halinka,
Margota, Andrzej i Marek oraz Danusia już teraz nasza sympatyczka. Na peronie
machają chusteczkami Seweryn i Paweł, widać po ich minach, że bardzo chcieliby
jechać z nami. Noc w pociągu pełnym pasażerów na szczęście minęła, a na peronie
w Krakowie już nas jest 8 osób, bo chwilę przed nami dotarła tam z Zawiercia
Ania. Postanowiła wspomóc nieliczną grupę Orłów w tej wyprawie. Po przyjeździe
do Nowego Sącza jest nas już 9, bo tam czekał na nas kolejny nasz klubowicz
Arnold Szczucki. W takim składzie zwiedzamy Nowy Sącz zarówno w dzień, jak i w
nocy. Następnego dnia ruszamy do Krynicy, by udać się na Jaworzynę i dalej na
Halę Łabowską. Od schroniska cześć grupy idzie do Rytra, a część nieco
łatwiejszą trasą do Łabowej. Na nocleg jednak trafiamy wszyscy w jedno miejsce,
czyli do naszej bazy w Nowym Sączu. Bo przecież czeka tam na nas gitara i
nikomu nasz śpiew nie przeszkadza. W tym dniu Arnold już musi wracać do domu.
My natomiast wyruszamy w Pieniny, a konkretnie zdobywamy Sokolicę. Teresa i
Danusia pod opieką Marka udają się w tym czasie do Krynicy korzystać z wód
zdrojowych i podziwiać widoki z Góry Parkowej. Kolejny dzień to wyprawa z
Przysietnicy Szlakiem Papieskim na wielką Prehybę. Stąd część grupy schodzi do
Rytra szlakiem niebieskim, natomiast pozostali kontynuują wędrówkę przez
Radziejową i Kordowiec. W sobotę udajemy się do Krościenka by stą zdobyć Trzy
Korony i przejść do Kątów, skąd tratwami spłynęliśmy do Szczawnicy. Wspaniałe
widoki i opowieści towarzyszących nam flisaków, a do tego piękna słoneczna
pogoda. W niedzielę Halinka i Ania wyruszyły z grupą PTTK Nowy Sącz zdobywać
szczyty Słowackich Tatr. Margota pojechała razem z nimi, jednak nie męczyć się
a koić swe umęczone ciało w wodach basenów Tatralandii. Pozostali po wyspaniu
się jak przystało na wakacje udali się zwiedzać Stary Sącz, a po południu
Miasteczko Galicyjskie. Gdzie mieliśmy przyjemność wysłuchać koncertu Rzeszów
Klezmer Band. Poniedziałek to ostani dzień w górach - przejście z Jaworek do
Wąwozu Homole i dalej na Wysoką by niebieskim szlakiem dojść do schr. Orlica i
Szczawnicy. Był to chyba najbardziej upalny dzień naszej wyprawy. Wtorkowy
poranek to śniadanie, porządkowanie naszej bazy i pożegnanie z gościnną Ziemią
Sądecką. Jeszcze wspólnie do godzin wieczornych zwiedzamy Kraków. Nawet Wawel
znaleźliśmy, a Marek z wydatną pomocą Andrzeja to i pamiątkę sobie kupił.
Pierwsza odjeżdża Ania i gdy machaliśmy jej na pożegnanie nie zauważyliśmy jak
za naszymi plecami, cichutko podstawiono nasz pociąg. Na szczęście miejsca
mieliśmy zarezerwowane wcześniej i pozostało tylko ułożyć się w przestronnych,
klimatyzowanych przedziałach. W czasie podróży rozważaliśmy różne propozycje
przyszłorocznej wyprawy, ale jeszcze tego nie zdradzimy. Na peronie w Słupsku
czekali na nas Seweryn i Grzesiek, którzy pomogli strudzonym wędrowcom
wypakować się z pociągu. I tak nasza wyprawa dobiegła końca.