Data: 18.08.2012r
Trasa: 18.08 Słupsk- Siemianice- Swochowo- Karżcino- Gabel- Dominek- Gąbino
(hacjenda U Zerwana) 18 km
19.08 Gąbino- Objazda- Dębina- Ustka 22 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński, Daniel Nazaruk
Ilość uczestników: 7
Pomimo sezonu urlopowego, na ten weekend na turystycznych szlakach pojawiło
się wiele "Orłów", bowiem od kilku dni 9- osobowa grupa kierowana przez
Marka i Andrzeja wędruje po Pieninach i Beskidzie Sądeckim, a ci, którzy
zostali w Słupsku uczestniczyli w kolejnej edycji sierpniowego biwaku u
naszej klubowiczki Beaty w Gąbinie. W sobotę o godz.8.30 na starcie- pod
siedzibą słupskiego PTTK pojawili się się- Marcel, Patryk, Daniel, Lider
(Seweryn), Piotr „Złoty But" z Koszalina i Mecenas, jako prowadzący. Trasa
wiodła cały czas dobrze znanym nam szlakiem dawnej kolei Słupsk-Smołdzino,
mijając z prawej strony Siemianice i Swochowo dotarliśmy do Karżcina. Tam
nastąpiła przerwa na posiłek i uzupełnienie zapasów w miejscowym sklepie.
Ponieważ jednak dokuczały nam liczne osy (mimo prób dzielnych wojowników-
Daniela i Lidera, nie udało się ich rozpędzić) wkrótce wyruszyliśmy dalej.
Tym razem nie skręciliśmy na drogę do miejscowości Kępno, lecz z ruchliwej
szosy zboczyliśmy prosto na dawny nasyp kolejowy. Szacunek budził Marcel,
który w upale niestrudzenie dźwigał ciężki plecak z namiotem i ekwipunkiem
biwakowym. Idąc przez las, zanikającą drogą, a potem przedzierając się
przez krzaki dotarliśmy do miejsca po dawnej stacji kolejowej Gabel, po
której pozostała tylko wieża ciśnień. Potem jeszcze tylko kilkaset metrów i
weszliśmy na szeroką polną drogę, którą szybko doszliśmy do Dominka. Krótki
postój koło przystanku i ostatni etap wędrówki, bowiem następną
miejscowością było już Gąbino. Tam spotkała nas niemiła niespodzianka,
bowiem zaczął padać deszcz (a trzeba zauważyć, że od rana było słonecznie i
upalnie), na szczęście był on niewielki i rychło ustał. W hacjendzie czekała
już na nas Beata i jej brat Marek z klubu turystycznego "Bieluchy" z Chełma.
Zanim nastąpiła biesiada, należało rozbić 3 namioty, w czym celował Marcel,
który uczynił to w ekspresowym tempie (osobny namiot przypadł Liderowi, aby
nikt mu nie przeszkadzał w pracach badawczych). Reszta wędrowców zażyła
kąpieli w stawie, zapaliła znicze na grobach, Eśka i Zerwana, po czym wspólnie
zasiedliśmy do stołu, na którym królowały swojskie produkty dziadka Stacha,
specjalnie dostarczone na tą imprezę. O 19-ej Mecenas musiał wrócić do Słupska
z uwagi na obowiązki zawodowe, inni jednak doskonale się bawili, z nadejściem
nocy zapłonęło ognisko, które trwało prawie do godz. 3-ej nad ranem. Klimat
okolicy spowodował, że Patrykowi wyostrzył się wzrok, tak, że nie potrzebował
już okularów. Rano, po spożyciu olbrzymiej porcji jajecznicy, Marcel, Lider i
Patryk pojechali do Słupska, zaś Daniel z Piotrem powędrowali- przez Objazdę i
Dębinę, na nadmorski szlak i pod wieczór dotarli do Ustki...