Data: 02-03.06.2012r
Trasa: Charbrowo- Krakulice- trasą kolejki torfowej- Wielkie Bagno- Szlakiem
Słowińców- Gać- Izbica 14km
Izbica- Lisia Góra- Zgierz- Główczyce 9km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński, Marek Janusewicz
Ilość uczestników z Orłów: 8
Coroczny rajd klubu „Orły”- Wydma, podobnie jak ostatnio przebiegał na terenach
Słowińskiego Parku Narodowego, lecz tym razem celem wędrówki nie były sławne
wydmy, lecz torfowiska, mało jeszcze znane pośród turystycznej braci. W sobotę
rano na rajd ze Słupska wyjechali- Marcel, Mecenas, Halinka i Andrzej, do
których w Główczycach dołączyli Marek z Teresą, zaś w Rzuszczach- Wanda.
Wieczorem do Izbicy dojechała Ula- honorowy członek klubu. Wysiedliśmy w
Charbrowie i po obejrzeniu zabytkowego pałacu oraz kupnie zapasów na drogę
wyruszyliśmy szosą do Krakulic. Było słonecznie, ale dokuczał nam chłodny i
porywisty wiatr. Ciekawostką na tym odcinku trasy były pasące się na łące
zamiast krów- strusie emu oraz lamy. Forsownym marszem dotarliśmy do Krakulic,
gdzie skręciliśmy na zachód idąc linią kolejki wąskotorowej. Po wejściu do
lasu, w cieniu drzew zatrzymaliśmy się na postój w trakcie, którego Wanda
częstowała smacznymi wędlinami własnej roboty, zaś Halinka nalewką wiśniową.
Wędrując dalej torami po kilku kilometrach dotarliśmy do największej atrakcji
trasy- śródleśnych torfowisk. Jak zapowiadał Mecenas, ich widok kojarzył się z
krajobrazami Syberii, a Andrzej przy tym zauważył, że łany wełnianek
przypominają śnieg, co tym bardziej budziło skojarzenia z daleką północą.
Spędziliśmy tam pewien czas na kontemplowanie widoków oraz wykonanie zdjęć.
Mecenas w fotograficznym zapale wpadł po kolana w bagno, lecz mimo nieobecności
bohaterskiego Seweryna zdołał sam się wyswobodzić, (lecz lepiej nie mówić o
stanie jego butów i spodni). Wtedy przejął prowadzenie rozsądny i opanowany Marcel,
który bez problemów prowadził całą grupę pośród torfowisk aż do żółtego szlaku
Słowińców, wiodącym szeroką, leśną drogą, tak, że dalej wędrówka przebiegała już
bez problemów. Kolejny odpoczynek nastąpił pod wiatą w miejscowości Gać, gdzie
furorę spowodowała legendarna już „Kawa Penitencjarna” Marka Janusewicza, która
wielce nas pokrzepiła i dodała sił do dalszego marszu. Mijając rzekę Łebę,
odbiliśmy wzdłuż niej w stronę jeziora (poza zapobiegliwymi Markiem i Marcelem,
którzy poszli do Izbicy przygotować bazę). Pomost przy ujściu rzeki do jeziora
był uszkodzony, co jednak nie stanowiło problemu dla odważnego Andrzeja. Z pomostu
rozpościerał się piękny widok na wydmy po drugiej stronie jeziora i piaskowce
przybrzeżne łachy. Nadszedł jednak czas marszu na metę, czyli do bazy turystycznej
w Izbicy. Tam gospodarz- Sławek poczęstował nas „domową” zupą warzywną, zaś Marek-
swojskim chlebem z serem (mimo, że pachniał jak skarpetki Seweryna po tygodniu
noszenia, jego smak był nieziemski). Miłośnicy sportu mogli obejrzeć w barze mecz
Polska-Andora. Wkrótce przyjechała ze słupska Ula Strzykowska i po zakwaterowaniu
się w domkach nastąpiła biesiada turystyczna i śpiew ogranie. Miło wspomnieć, iż
pierwszy muzyk klubu Andrzej, znał więcej piosenek turystycznych niż inny wybitny
gitarzysta- „Pasterz Pratchawców” z Kahel Klubu. Przez wiele godzin, zatem
śpiewaliśmy, w międzyczasie Marcel zapoznał nowego kolegę- Igora, z którym spędzał
czas na placu zabaw, jak również toczył intelektualne dyskusje z ojcem Sylwii
(znanej mu z ubiegłorocznego rajdu). Mimo silnego wiatru zapłonęło nocą ognisko,
trwała muzyka i śpiew. W niedzielę rano, jako pierwszy tradycyjnie wstał Mecenas,
który przywitał się z miejscowymi pieskami- Balbinką, Barim i Johnym Salcesonem,
oraz spożył z nimi śniadanie. Wkrótce wstały też Teresa i Ula, które zagotowały
herbatę oraz przyrządziły jadło, co spowodowało, że wszyscy zeszli do śniadania.
Pyszny był chleb pieczony przez Ulę, ale panom najbardziej smakował brzozowy sok z
czarną jagodą. Żal było opuszczać gościnną stanicę, Andrzej długo żegnał się ze
Sławkiem, aż energiczna Ula stwierdziła, że dość już sentymentów i trzeba ruszać na
trasę. Wyruszyliśmy na zachód w stronę Kluk, a po dotarciu do przysiółka Lisia Góra,
skręciliśmy na południe. Idąc drogą z płyt jumbo, obok rezerwatu „Bagna Izbickie”
dotarliśmy do miejscowości Zgierz skąd szybko już dostaliśmy się do Główczyc. Tam
Marcel został by z Markiem i Teresą omówić problemy turystyki krajowej, zaś reszta
powróciła najbliższym autobusem do Słupska…