Data: 17.03.2012r
Trasa: Łebunia- Okalice- Popowo- Zakrzewo- Łebunia 13 km
Prowadzący trasę: Heniek "Cowboy" Żarski
Ilość uczestników z Orłów: 7
W marcu oddział PTTK w Lęborku i koło turystyczne Kahel Klub zaplanowały
odbycie dwóch wędrówek poświęconych więźniom obozu, w Stutthofie, którzy
w 1945r byli ewakuowani m.in. przez ziemię lęborską. Pierwsza z tych
wędrówek odbyła się w okolicach Łebuni. Z klubu Orły na rajd przyjechali
Marek i Teresa z Główczyc, zaś ich syn Grzesiek, będąc po nocnej służbie
dojechał ze Słupska wspólnie z Marcelem, Mecenasem, Serwerem i Luizą
(która z kolei musiała dojechać z Koszalina). Mimo iż prognoza pogody
zapowiadała słoneczny i upalny dzień, rano było jeszcze chłodno, mglisto
i szaro. Dlatego też już w pociągu Seweryn pokrzepił się słodkimi
porzeczkami ze spiżarni babci Margoty, zaś w Lęborku, w oczekiwaniu na
transport zasiedliśmy w barze rozgrzewając się grzanym piwem i herbatą.
Po godz. 9ej pod dworzec zajechali kilkoma samochodami koledzy z Kahel
Klubu zabrali nas do Łebuni, tam czekali już na nas Marek, Teresa i
przewodnicy z Darkiem, Cowboyem i Ryśkiem "Chuckiem Norrisem" na czele,
wkrótce przybył autobus z dziećmi z Lęborka i okolic, oraz indywidualni
uczestnicy. Około 10.30 wyruszyliśmy na rajd, kierując się najpierw szosą
w stronę cmentarza, część osób, które prowadził Darek (ten, co okrył się
nieśmiertelną sławą na rajdzie Stolemy w Tczewie) udali się na zwiedzanie
innego, przedwojennego cmentarza, gdzie pozostały jeszcze resztki nagrobków
i grobowiec. Większą część uczestników prowadził Cowboy a pochód zamykał
Janek Kiśluk, pilnujący spóźnialskich i baczący by nikt się nie zgubił.
Wkrótce pojawiło się długo oczekiwane słońce i w mig zrobiło się bardzo
ciepło, tak, że wszyscy pozdejmowali kurtki i swetry, a niektórzy wędrowali
dalej w samych podkoszulkach. Trasa wiodła lasem, nieraz bezdrożami, po
górach i bagniskach, niejeden z nas się zadyszał, ale energia Luizy i Janka
pozwalała na zachowanie odpowiedniego tempa marszu. Forsownie idąc,
dotarliśmy do Okalic, tam również znajdował się przedwojenny cmentarzyk,
gdzie ciekawostkę stanowiło żeliwne ogrodzenie grobu wrośnięte w drzewo.
Wyszliśmy na szosę i podążyliśmy do Popowa, tam miał miejsce odpoczynek w
szkole, zostaliśmy poczęstowani kawą i ciastem, oglądaliśmy też występy
regionalnego zespołu dziecięcego. Miło się siedziało, ale ponieważ czas
naglił, Tadek dał hasło do wymarszu, tym bardziej, że Janka od siedzenia na
słońcu rozbolała głowa. Szybko, zatem ruszyliśmy przez pola do Łebuni,
obserwując oznaki wiosny i słuchając krzyków nadlatujących żurawi. Meta
rajdu znajdowała się w szkole w Łebuni, czekała tam na nas prawdziwa uczta-
bigos, parówki, ciasta, Seweryn uznał, że jedzenie jest tak pyszne jak u
babuni. Po biesiadzie zostaliśmy około 16ej zawiezieni do Lęborka gdzie
eszcze ponad godzinę oczekiwaliśmy na pociąg, czas ten spędziliśmy w parku
im Kaczyńskich w towarzystwie..kaczek pluskających się w stawie..